Lato minęło. Jestem w domu już od 6 miesięcy, ale postanowiłam napisać o mojej wizji Ameryki i mojego lata 2014. Ktoś spędził je w domu, ktoś na wsi, ktoś na obozach, a ja uczestniczyłam w międzynarodowym programie studenckim Work and Travel. Myślę, że Ameryka mnie zmieniła, i nie tylko mnie, studenci tutaj dorastają i podejmują czasem najpoważniejsze decyzje. Na przykład: wracać do domu czy nie? Pokusa jest wielka, nawet bez wykształcenia każdy imigrant może łatwo znaleźć pracę w supermarkecie, restauracji itp. i zarabiać, jak to mówimy, „powyżej średniej”, marzyć o kupnie samochodu, bo tam uważa się za normę posiadanie i prowadzenie samochodu od 16 roku życia. Samochodu nie trzeba brać na kredyt, bo jego koszt jest wielokrotnie niższy niż u nas, a ja sama byłam w stanie w półtora miesiąca zarobić na przyzwoity używany samochód, czego nie osiągnęłabym w ojczyźnie w tak krótkim czasie. Wielu imigrantów, których poznałam w USA, pytało mnie: „Co jest w Rosji, czego nie ma tutaj?”. Stosunek „naszych Amerykanów” do przyjezdnych „naszych” znacząco się różni. W Chicago pomagali mi słowem i czynem. W Nowym Jorku sprawa wyglądała inaczej. Tam wszyscy przetrwają, jak mogą. Przypuszczam, że „nasi” tam zepsuli się pieniędzmi i każdy żeruje na drugim. W przeważającej większości widziałam uśmiechy od przechodzących Amerykanów na ulicy, a jeśli zdarzyło się zgubić, zawsze ktoś do ciebie podejdzie, zapyta, czy wszystko w porządku, i życzy Nice day! Być może to nie jest nieszczerość Amerykanów, jak zauważają Rosjanie, ta uprzejmość jest w nich wpajana od urodzenia i wchodzi w fundament amerykańskiej mentalności. Ale każdy medal ma dwie strony, pierwszy czas w USA mija na fali euforii, to takie wrażenia, znajomości, uprzejmość sprzedawców i policjantów. Ameryka wydaje się krajem pełnym możliwości, ale pewnego razu siedząc na ławce w parku, zastanowiłam się, mój status społeczny, który mam w Rosji, tutaj nie odgrywa roli, trzeba zadowolić się nisko wykwalifikowaną pracą, na przykład taką, jak moja w tamtym okresie w sferze housekeeping. Większość przyjezdnych pracuje za 7-9 $ na godzinę, podczas gdy średnia pensja dla klasy średniej to około 20. Kręcisz się jak chomik w kołowrotku, a wynajem mieszkania (lub pokoju) zabiera 50% zarobków, a także przejazd autobusem lub metrem i jedzenie. A bez amerykańskiego wykształcenia trudno przeskoczyć tę poprzeczkę, więc pozwalasz sobie na oderwanie się od tej pracy tylko w weekendy w jakiejś kawiarni. Ale smutni ludzie w Ameryce to słabeusze, a pokazywanie tutaj swojego złego nastroju po prostu nie jest przyjęte. Widziałam, jak młodzi i niegłupi ludzie tracili siebie, na przykład dziewczyny... Plotki o tym, że dziewczyny z Europy Wschodniej mają lekkie obyczaje, niestety nie są plotkami. Wzdłuż autostrad i w ogóle w miastach, zwłaszcza dużych, rozwinięte są bary-restauracje, typu gentalman clubs, gdzie rekrutują młode dziewczyny w moim wieku do tańca przy rurze, i najczęściej są to nasze rosyjskojęzyczne dziewczyny. Zostałam oszukana i przywieziona tam, nawiasem mówiąc, przez naszych „przyjezdnych Rosjan” pod pozorem pracy jako pomoc barmana, ale uciekłam stamtąd. Znałam na pewno około 4 dziewczyny, które pracowały w tej sferze tańca. Ale chętnych do opuszczenia swojej Ojczyzny dla życia w USA jest bardzo wielu, zarówno aktywna wykształcona część społeczeństwa, jak i bardzo młodzi studenci. Często wyjeżdżają nawet całymi rodzinami. Podsumowując, uważam, że to lato oczywiście się udało, pomimo wszystkich moich błędów i nieprzyjemności, ale przecież właśnie w ten sposób zdobywa się doświadczenie życiowe. Połowę lata przeżyłam w prowincjonalnym mieście Ocean City, nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, potem przeprowadziłam się do Chicago, które znajduje się nad jeziorem Michigan, a końcem mojej podróży był Nowy Jork. Jeśli chodzi o wszystkich studentów J-1 Visa, wróciliśmy inni, mamy co porównywać, rzeczywistość, do której przywykliśmy od dzieciństwa, a ten pobyt w Ameryce to swoiste hartowanie. Cóż... a wracają


+5


