Chyba jeśli nie liczyć podróży na Krym samochodem, nigdy nigdzie nie jechałam tak długo, jak do mojego amerykańskiego celu – maleńkiego miasteczka wypoczynkowego Bethany Beach na wschodnim wybrzeżu Stanów. 3 godziny samochodem z rodzinnego Witebska do Mińska, 1 godzina – lot z lotniska w Mińsku do Moskwy, 6-godzinna przesiadka na „Szeremietiewie”, 9-godzinny lot do Nowego Jorku, 8-godzinne oczekiwanie na transfer na JFK i wreszcie 4 ostatnie godziny – i byłam na miejscu: chłopaki z E-Point dostarczyli mnie prosto pod drzwi mojego nowego „domu”. Ale (!) wszystkie te, wydawałoby się, nieskończone okresy czekania na „pogodę nad morzem”, szczerze mówiąc, były warte dwóch krótkich startów i lądowań samolotu. Mogę czekać w nieskończoność, żeby tylko znów poczuć to zabawne drętwienie rąk i nóg, kiedy ryczący gigant wznosi się w powietrze i płynnie opada na pas startowy. Siedzisz z zaciśniętymi oczami, wciśnięta w fotel, a serce bije jak szalone – jesteś całkowicie ogarnięta jakimś wirem oczekiwania na nowe, w dołku ssie. Jak to będzie w nieznanym kraju? Jak ja tam będę? Czy sobie poradzę? Strumień pytań atakujących świadomość jest nieskończony. W uszach ulubione piosenki, w plecaku pod nogami aparat, kilka książek, świeży Kinfolk i paczka orzechów w kokosie (takie można znaleźć tylko w domu – fakt) – pełna „bojowa” gotowość. Mam ulubiony, zniszczony notatnik ze szkicami, dialogami na zajęcia z konwersacji, listami to-do i jakimiś notatkami, żeby nie zapomnieć – ta rzecz przeszła ze mną nie jeden rok i nie jedną podróż. Na pierwszej stronie koślawy napis ołówkiem – moje swoiste motto, my state of mind: Wandering re-establishes the original harmony which once existed between man and the universe. Bo tak właśnie jest, bo Anatole France nie skłamał, chłopaki. Tylko w podróżach odnajdujemy siebie, więc przy każdej okazji – pakuję plecak i ruszam w drogę. Na spotkanie wszystkiemu.
Witebsk: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026
Vitebsk or Vitsyebsk is a city in north-eastern Belarus. It serves as the administrative center of Vitebsk Region and Vitebsk District, though it is administratively separated from the district.
Dojazd i zakwaterowanie
Loty, lotniska, hosty i wynajem
Nie ma tu jeszcze gospodarzy oferujących darmowe zakwaterowanie — najbliższe miasto, w którym są dostępni:
Moskwa2 źródła · Stan na 18 września 2026
Wizy i kwestie praktyczne
Wybierz paszport
Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.
Bezpieczeństwo i zdrowie
Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne
Dojazd
Lotniska, odległości i transport publiczny
Osoby, które tu były
Swoje lato 2014 próbowałam urozmaicić, jak tylko było to możliwe: miesiąc pracowałam jako wychowawczyni w przedszkolu, miesiąc smażyłam się na daczy, a pod sam koniec sezonu wybraliśmy się z mamą na parę tygodni na skalisty Krym. Wrzesień przywitałam szczęśliwa, opalona i wypoczęta. Chyba jednak wszystko, co się dzieje, dzieje się po coś. Chyba tak musiało być. 9 września 2014 skończyłam 20 lat. Dziadkowie, ciocie, wujkowie, przyjaciele i rodzice – wszyscy uznali, że pieniądze będą lepszym prezentem dla takiej dorosłej panienki niż jakieś niepotrzebne rzeczy, które potem będą się kurzyć na półce, więc po tej ważnej dacie w kalendarzu do moich uczciwie zarobionych w przedszkolu groszy dołączyła dość solidna suma, i pomyślałam, że jeśli zacisnę pasa i będę oszczędzać jeszcze na batonikach czekoladowych w ciągu roku szkolnego, to mój amerykański sen może jednak ziścić się latem 2015 roku. Taty postanowiłam nie wtajemniczać w swoje plany (i tak już się nacierpiał), ale z mamą podzieliłam się swoimi zamiarami: zgodziła się pomóc finansowo. Po jakimś czasie babcia też została wtajemniczona w naszą tajemnicę i w ten sposób utworzyliśmy małą, kobiecą, sekretną wspólnotę rodzinną, która działała bardzo sprawnie aż do mojego wyjazdu do Stanów. Na początku października 2015 roku szłyśmy z przyjaciółką ulicami Mińska do lokalnego oddziału CMO z niezbędnym do udziału w programie pakietem dokumentów i żywo snułyśmy plany na nadchodzące lato. W biurze przy ulicy Maksima Tanka przywitała nas miła dziewczyna, która od razu zapytała, studentkami jakich uczelni jesteśmy, a ponieważ w tamtym czasie byłam studentką uczelni językowej w Witebsku, a moja przyjaciółka brała już udział w międzynarodowych programach wymiany, testu ze znajomości języka angielskiego nie musiałyśmy przechodzić – uwierzono nam na słowo, że znamy język. Opowiedziałyśmy, dlaczego chcemy wziąć udział w programie, czego od niego oczekujemy, zadałyśmy 1001 interesujących nas pytań miłej pracownicy biura – otrzymałyśmy 1001 wyczerpujących odpowiedzi i parę przydatnych rekomendacji od niej samej, zapoznałyśmy się z warunkami umowy o udział w programie, podpisałyśmy ją, tego samego dnia opłaciłyśmy pierwszą ratę w banku, a wieczorem świętowałyśmy pierwszy krok ku sukcesowi w jednej z centralnych kawiarni Mińska. Miesiące mijały błyskawicznie. Googlowałyśmy miejsca, które chciałyśmy zobaczyć w Stanach, szukałyśmy festiwali muzycznych, które miały się tam odbyć w ciągu lata – planowałyśmy, zmieniałyśmy plany tysiące razy, budowałyśmy nowe – byłyśmy całkowicie pochłonięte nadchodzącymi przygodami. Szukanie Job Offer-ów nie było dla nas czymś time consuming ani exhausting: przyjaciele, którzy nie raz byli w Stanach przez Work and Travel, skontaktowali się ze swoim pracodawcą, który zgodził się przyjąć nas do swojego zespołu. „Baja Beach House Grill”, Bethany Beach, Delaware, witaj! Kontynuowałyśmy marsz ku sukcesowi. Spraw pozostało już bardzo niewiele. W połowie marca jechałyśmy z plecakami na ramionach nocnym autobusem Witebsk-Moskwa, żeby zrobić ostatni krok na drodze do Stanów – otrzymać amerykańskie wizy. O 6 rano byłyśmy gdzieś na obrzeżach metropolii, o 8 jadłyśmy śniadanie w pustej jadłodajni blisko stacji metra „Barrikadnaya”. Denerwowałyśmy się strasznie. Ja setny raz powtarzałam w myślach 6 punktów swoich praw z amerykańskiego Pamphlet, moja Masza przebiegała wzrokiem listę przybliżonych pytań zadawanych przez konsulów na rozmowie kwalifikacyjnej. Wierzcie mi, nawet jeśli macie idealny angielski, a swoje prawa w Stanach znacie tak dobrze, że obudzeni w nocy wyrecytujecie je wszystkie bez ani jednego zająknięcia, od uczucia drżenia w kolanach i „twistów” w brzuchu przed rozmową nie da się uciec – wszyscy przez to przechodzą. O 9 trzęsłyśmy się przed drzwiami konsulatu, śpiewając wersy z The White Stripes – Seven Nation Army (to był swoisty hymn naszego dnia): „I'm gonna fight 'em all. A seven nation army couldn't hold me back”. O wpół do dziesiątej ochroniarz wpuścił nas do ś
Moja pierwsza próba wyrwania się do Stanów zakończyła się porażką. Agencja, do której złożyłyśmy z przyjaciółką dokumenty i której uczciwie zapłaciłyśmy zarówno pierwszą, jak i drugą ratę za program, niespodziewanie została zamknięta. Ci, którzy przeszli przez zbieranie wszystkich papierów na wyjazd do Stanów i w końcu znaleźli upragniony Job Offer, ci, którzy wiedzą, ile to kosztuje, z pewnością zrozumieją burzę emocji, jaką przeżyłyśmy, gdy dowiedziałyśmy się, że wszystkie nasze wysiłki i nadzieje legły w gruzach. Powiedzieć, że byłam załamana, to nic nie powiedzieć. Pamiętam jak dziś: pociągnęłam nosem, usiadłam na kanapie i zaczęłam łamać sobie głowę, jak „ucieszyć” tatę, który był głównym sponsorem mojego niedoszłego wyjazdu. Nadzieja, że pieniądze za program jednak nam zwrócą, tliła się jeszcze w głębi mojej duszy, więc jak mogłam najpewniej wyjaśniłam mu: „Tato, wszystko nam zwrócą, co do grosza, słowo daję, przecież obiecywali, więc jakie mogą być wątpliwości – trzeba tylko poczekać, tylko poczekać! A jak nie zwrócą – to pójdę pracować gdzieś latem w rodzinnym Witebsku, trudno”. Tata wysłuchał mojej starannie przygotowanej przemowy i stwierdził, że nie wierzy w takie rzeczy, po czym poradził mi przygotować się na białoruskie lato na daczy: jezioro zamiast oceanu, placki ziemniaczane zamiast burgerów, organic strawberries, blueberries, eggs (cokolwiek weźmiesz, wszystko jest organic: babcia = gwarancja jakości), ciche rodzinne spotkania zamiast głośnych amerykańskich imprez, wycieczki rowerowe w pobliskie miejsca zamiast weekendów w Waszyngtonie czy przytulnej Filadelfii – czy o tym marzyłam tak długo, czy do tego przygotowywałam się cały rok? Ale, jak to mówią, things happen. Nic na to nie poradzisz. Zdjęcia z archiwum tego samego „daczowego” lata (czerwiec-lipiec 2014, klisza i cyfra) „Dziadku, zróbmy sobie selfie!” – „Co, co?” – „Krótko mówiąc, uśmiechaj się!” To cut a long story short, moje nadzieje na odzyskanie ciężko zarobionych przez tatę ponad 1000 dolarów jednak się nie spełniły, teoria o tym, że starsi zawsze mają rację, po raz kolejny okazała się prawdziwa – nie zwrócono nam ani pierwszej, ani drugiej raty za program. Przyjęłam to jako fakt, który trzeba jak najszybciej wyrzucić z głowy – posmuciłyśmy i zapomniałyśmy, trudno. Jak to było u Turgieniewa? „Jeszcze powalczymy, do diabła!” Tak!
Podobne w pobliżu
Podobne pod względem budżetu i blisko Witebsk
≈ 3 godz. 35 min drogiHomel- Miesiąc
- ≈ 500 $
- Odległość
- 311 km
≈ 3 godz. 50 min drogi2087 gospodarzyMoskwa- Odległość
- 473 km
≈ 3 godz. 50 min drogiNarwa- Miesiąc
- ≈ 685 $
- Odległość
- 482 km
Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę