"Gazprom - marzenia się spełniają" ... w Ameryce © Każdy z nas ma marzenia. I każdy, kto o czymś marzy, z niecierpliwością czeka na moment, w którym marzenie stanie się rzeczywistością. Tak się złożyło, że moje marzenia zaczęły się spełniać nie gdzie indziej, jak w USA. A teraz szczegóły. Zawsze chciałem przejechać się na amerykańskich górkach. Na prawdziwych amerykańskich górkach. Kiedy zapiera dech w piersiach, kiedy wydaje się, że zaraz wypadniesz z siedzenia, kiedy w najwyższym punkcie otwiera się widok na całe miasto. I zrobiłem to! Aby faktycznie znaleźć się w siedzeniu, musieliśmy odstać w godzinnej kolejce. W tym czasie żartowaliśmy, wspominaliśmy fragment filmu „Oszukać przeznaczenie” i po prostu się nudziliśmy. Jednak czekanie było tego warte. To były trzy niezapomniane minuty krzyku. Spełniło się też inne dawne marzenie. Poszedłem na mecz piłkarski. Fajny. Niezapomniany. Między świetnymi drużynami. To był mecz między PSG a Manchesterem United. (Kto to jest?) Pokonaliśmy odległość między Dells a Chicago, która wydawała nam się wiecznością, prawie spóźniliśmy się na mecz i poznaliśmy fajną rodzinę z Meksyku, z którą szliśmy na stadion. Gdy tylko weszliśmy do środka, dosłownie ogarnęła nas atmosfera święta i wiecznej zabawy. Nie kupiliśmy biletów w pierwszym rzędzie. Daleko od pierwszego rzędu. Choć bardzo daleko od pierwszego rzędu, to nawet stamtąd otwierał się wspaniały widok na boisko. Krzyczeliśmy, gdy PSG strzelało gola, smuciliśmy się, gdy zawodnicy Manchesteru pudłowali i kompletnie nie było dla nas ważne, kto dzisiaj wygra. Najważniejsze – widzieliśmy to na własne oczy. Uwielbiam ostre jedzenie. I byłem pewien, że kiedyś na pewno spróbuję najostrzejszego sosu. Tak się złożyło, że to też spełniło się w ojczyźnie Franklina i Roosevelta. (Szczęściarz) Pewnego razu wszystkich pracowników Dunkin zaproszono do meksykańskiej restauracji o nazwie Jose’s. Ustalając dzień i godzinę, przyjechali po mnie i pojechaliśmy do tej restauracji. Po przybyciu właściciel restauracji był mile zaskoczony liczbą gości (było nas około 20) i poprosił o chwilę czekania, aby połączyć wolne stoliki i posadzić wszystkich razem. Po godzinie czekania w końcu usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy jedzenie i znów czekaliśmy. Ale tym razem czekanie okazało się interesujące. Zauważyliśmy na stole różne sosy. Mówiąc, że zawsze marzyłem o spróbowaniu najostrzejszego sosu na świecie, oni bez dłuższego zastanowienia zapytali kelnera, który z tych sosów jest najostrzejszy. Wskazując na konkretną buteleczkę, od razu rzuciłem się, żeby go spróbować. I bardzo żałowałem. Gdyby profesor Emmett Brown przeniósł mnie swoim wehikułem czasu w tamten moment, nigdy więcej nie wypowiedziałbym tych słów. Niemniej jednak spróbowałem. To był ten niezręczny moment, kiedy niby nie zamierzałeś płakać, ale twój organizm decyduje za ciebie. Nie da się oddać całej ostrości tego sosu. To jak zmieszanie najlepszych filmów akcji lat 90. i podanie ich na talerzu. (O czym ty mówisz?) Podczas gdy pisałem o tym wszystkim, zupełnie zapomniałem, że spełniło się moje najskrytsze marzenie – zobaczyć Amerykę na własne oczy, pobyć w amerykańskim środowisku, porozmawiać z Amerykanami, poczuć na sobie amerykańską wolność i w końcu zrozumieć sens amerykańskiego snu. Zrozumieć, jak bardzo różni się od Ameryki w filmach czy na obrazkach. Dowiedzieć się, dlaczego tak wielu ludzi tak bardzo chce do tego kraju. Na szczęście udało mi się zobaczyć, pobyć, porozmawiać, poczuć, zrozumieć i dowiedzieć się. A w ślad za tymi pragnieniami pojawiło się nowe, dotąd nieznane i niezwykle ekscytujące. Pragnienie – powtórzyć to wszystko.


+3



