I tak oto dotarliśmy na szczyt... Nie wiem, dlaczego kocham góry. Może dlatego, że dorastałam w górskim mieście. Może przez to uczucie lotu, gdy patrzysz na chmury z góry. A może przez dumę z siebie, gdy pokonujesz wszystkie trudności w drodze na szczyt. Table Mountain jest warta wspinaczki. Widok na miasto jest bajeczny. Cały Kapsztad jak na dłoni! A jakie czyste powietrze... i żadnych dźwięków. Pełna jedność z naturą. W takich chwilach czujesz, że życie jest piękne. A zanieczyszczanie powietrza śmiechem, głupimi żartami i innymi ludzkimi sprawami to świętokradztwo. To minus popularnych miejsc turystycznych) Table Mountain jest piękna. Ocean widać na wiele mil wokoło. Nawet w oddali można rozróżnić prądy po kolorze! Słońce grzeje i oświetla miasto. Niesamowite połączenie wieżowców i starych domów, oceanu i gór. Natura inspiruje, uspokaja niespokojną duszę, zmusza do uwierzenia w siebie i pokochania życia. Dobrze, że nie musiałam niszczyć swojego "pierścienia", czyli aparatu fotograficznego. Tylko dzięki niemu mogę podzielić się z wami całym pięknem, które sama widziałam! Milczę. Zdjęcia powiedzą wszystko lepiej niż ja)


+1



