7 lipca 2010 (21:00) Cześć! Dawno nie pisałem. Pracy wciąż nie znaleźliśmy. Mieszkamy w hostelu. Ja mieszkam za darmo – nocuję bez opłat. Jeśli są wolne łóżka – śpię na nich, jeśli cały hostel jest zajęty – to na kanapie w pokoju gier. Jemy głównie fast food. Jadłem już w wielu amerykańskich jadłodajniach (McDonald's, Wendy's, Wawa, Burger King itp.). Wszędzie jest smacznie, ale 5-7$ to trochę drogo. Rano jemy płatki z mlekiem. Mleko jest w kanistrach – nie przypomina rosyjskiego, nie jest tłuste. Kolację jemy w domu. Lodówka w hostelu jest wspólna – czasem bierzemy cudze jedzenie i napoje, to tanie i zabawne. Pojechaliśmy z Iljuchą załatwiać SSN. Woził nas Leonid (facet wygląda na cwaniaka, w USA jest od około 10 lat). Poznaliśmy ich przy hostelu. W biurze SSN podszedł do nas chłopak, niby tam pracuje, ale zgubił swój SSN. Podwiózł nas do miejsca, gdzie jego kolega wynajmuje pokój, i w tym domu wynajmują 2 pokoje za 400 dolców + depozyt. Myślimy, że to podpucha. Tutaj biorą depozyt na wypadek, gdyby najemca coś zepsuł. Ale wszystkiego nie da się sprawdzić. Pod koniec okresu wynajmujący na pewno znajdzie rysę i powie, że nie zwróci depozytu. Mieszkania są drogie. Pracy na razie nie ma. Wchodzimy do restauracji i wszędzie – na razie nic. Chłopaki z Nowosybirska, Jegor i Sania, pracują przy roofing – sprzątają śmieci po tych, którzy robią dachy. To ciężkie, bo na dworze jest +40C. 100 dolców dziennie to dobra rekompensata, ale po dniu pracy są wykończeni. Może będziemy musieli tam spróbować – na razie nie potrzebują dodatkowych pracowników. Na razie brak opcji. Może znajdziemy coś w innej branży. Tak to wygląda. A tak to jest w porządku – powinniśmy się urządzić. #USA #WorkAndTravel


+1