Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Cochabamba · Boliwia

Paul: co jest w pobliżu, jak dojechać i kiedy jechać · 2026

Paul the Apostle (c. 5 – c.

Mapa miejsc
O miejscu
Fakty
  • Calle M. Marquez, Cochabamba, Bolivia
Źródło: Wikidata · OpenTripMap · OpenStreetMap

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 19 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Osoby, które tu były

Kamshat AmangeldiyevaCzytaj
Przyjaciele i zabawa

Myślę, że lato 2019 na zawsze pozostanie w moim sercu. W tak krótkim czasie podarowało mi przyjaciół z ponad 15 krajów. Teraz mam przyjaciół z Hiszpanii, Jordanii, Tajwanu, Rosji, Słowacji, Łotwy itd. Lato się skończyło, ale nasza relacja nie. Dowodem na to są nasze ciągłe rozmowy na czacie, a u jednego z nich byłam nawet w gościach. Chłopak z Tajlandii zapoznał mnie ze swoją kulturą, nakarmił pysznym, tradycyjnym jedzeniem. I tak zrozumiałam, że program Work and Travel USA dla mnie to nawet nie praca i podróże, a ludzie i komunikacja. Dzięki tym znajomościom i przyjaźni mój krąg znajomych się poszerzył, a na listę krajów, które chcę odwiedzić, trafiły nie tylko same kraje, ale konkretne miasta, w których mieszkają moi przyjaciele. Kiedy wcześniej myślałam, że wszyscy ludzie są różni, nie wyobrażałam sobie, jak bardzo. Dzięki Ameryce i temu programowi poczułam głód podróży. Stałam się bardziej śmiała w swoich marzeniach, teraz nawet nie boję się stawiać wielkich celów, ponieważ całym sercem wierzę, że wszystkie na pewno się spełnią. Jak powiedział wielki Paulo Coelho: „Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć”. I tym po prostu chcę powiedzieć dziękuję. Te trzy miesiące lata zmieniły moje postrzeganie świata i dały mi ogromną lekcję, z której będę korzystać przez resztę życia.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Kamshat Amangeldiyeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Kamshat Amangeldiyeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Kamshat Amangeldiyeva+2
Katsiaryna BohushCzytaj
Czy to może być miłość?

Moja historia miłości do krajów anglojęzycznych i języka angielskiego zaczęła się w wieku 8 lat, kiedy udało mi się odwiedzić niesamowity kraj, jakim jest Irlandia, i zamieszkać w cudownej rodzinie z dwójką dzieci i życzliwymi rodzicami – prawdziwymi Irlandczykami. Byłam niesamowicie pod wrażeniem ich życia: przytulne domki typu cottage, schludne uliczki, trawniki w kolorze jasnej letniej trawy, nieopisanej urody doliny i klify, malownicze krajobrazy gór wznoszących się wysoko nad brzegami Oceanu Atlantyckiego, ruiny starożytnych zamków, zupełnie inny niż nasz klimat i tak pyszne jedzenie. Już wtedy miałam swoje pierwsze spotkanie z oceanem, językiem angielskim, ludźmi innej wiary i kultury, którzy zaskoczyli mnie swoimi zwyczajami i tradycjami, oraz krajem tak odległym od mojej rodzinnej Białorusi. Wspominając teraz tamten czas, jestem pewna, że to właśnie wtedy nastąpił punkt zwrotny, który dał impuls do wyboru mojego przyszłego zawodu (jestem przyszłą tłumaczką i lingwistką), zaszczepił we mnie szaloną miłość do podróży i melodyjnego języka angielskiego (English forever!). Oczywiście w wieku 8 lat, kiedy praktycznie nie znałam języka, bardzo trudno było mi się komunikować i rozumieć otaczających mnie ludzi, ale rodzina, u której mieszkałam, pomagała mi jak mogła, robiła wszystko, abym czuła się komfortowo. To właśnie dążenie do przełamania bariery językowej stało się wkrótce dla mnie głównym bodźcem do nauki języka. Od tamtej pory często marzyłam o tym, by jeszcze raz odwiedzić kraj anglojęzyczny, uzyskać możliwość porozmawiania w innym języku, poznać obcą kulturę, zobaczyć niezapomniane krajobrazy, które mnie, absolwentkę szkoły plastycznej, szalenie inspirują. Często widziałam siebie w snach mieszkającą w przytulnym białym domku, z psem, spacerującą znów po zielonych trawnikach. I wierzyłam: pewnego dnia nadejdzie ten moment, kiedy znów będę mogła spełnić swoje marzenie. „Kiedy czegoś bardzo pragniesz, cały wszechświat sprzyja temu, abyś spełnił swoje pragnienie”. Paulo Coelho. Alchemik. Po wstąpieniu na Miński Państwowy Uniwersytet Lingwistyczny zaczęłam bardzo często słyszeć o studentach, którzy wyjeżdżają na wymianę do różnych krajów, podróżują sami lub uczestniczą w konferencjach uniwersyteckich, odbywając krótkie, a czasem długoterminowe wyjazdy poza granice Białorusi. Na mojej uczelni nie jest to rzadkością, ponieważ głównym priorytetem dla nas jest nauka języków obcych i międzynarodowa wymiana kulturowa. O wyjazdach do dalekiej Ameryki też często słyszałam. Wtedy marzenia o podróży do Stanów wydawały mi się tak nieosiągalne i nierealne, że mogłam tylko z białą zazdrością patrzeć na kolegów, którym udało się tam być. Niestety, w tamtym czasie w moim kręgu znajomych nie było osób, które mogłyby szczegółowo opowiedzieć o tej podróży i o wszystkich krokach do osiągnięcia tego celu. Wszystko zmieniło się w 2014 roku podczas zwykłej jazdy tramwajem z uniwersytetu do domu. Spotkałam swoją byłą koleżankę z grupy, z którą po pierwszym roku zostałyśmy rozdzielone do różnych grup. To ona podzieliła się ze mną swoimi planami wyjazdu do USA i wszystkimi szczegółami tego tripa. I pomyślałam: „Cóż, przecież wszystko nie jest takie skomplikowane i jest jak najbardziej osiągalne!”

  • Zdjęcie z posta użytkownika Katsiaryna Bohush
  • Zdjęcie z posta użytkownika Katsiaryna Bohush
  • Zdjęcie z posta użytkownika Katsiaryna Bohush+2
Kristinaguest_67271 · Czytaj
Moja Ameryka, czyli miejsce, gdzie drzwi otwierają się automatycznie i magicznie :D

"Kiedy marzysz, cały wszechświat stara się tobie pomóc" Paulo Coelho, "Alchemik" Tak, marzyłam o wyjeździe do Ameryki, odkąd pamiętam. Po raz pierwszy - kiedy dowiedziałam się o istnieniu Disneylandu) I oto jestem) Naturalnie, emocje biorą górę. Czasami nawet łzy szczęścia. Kiedy spełnia się marzenie kilku lat – to nie do opisania… 22 maja 00:30 Dopiero teraz naprawdę poczułam, że przygoda się zaczęła: jestem na lotnisku Domodiedowo. Jestem sama, nie wiem dokąd iść, podchodzę do wszystkich po kolei, a wszyscy wysyłają mnie w jakieś inne miejsca, nic nie rozumiem. Ale nie martwię się, mam jeszcze mnóstwo czasu do samolotu) Teraz siedzę w jakiejś kawiarni, piję kawę, żeby nie zasnąć. Chociaż… i bez niej bym nie zasnęła, jestem zbyt podekscytowana nadchodzącym lotem) Moje pierwsze doświadczenie) Ale z jakiegoś powodu w ogóle się nie boję. Teraz najbardziej boję się tylko jednej rzeczy: że nie będę w stanie zrozumieć pracodawcy. Dlatego siedzę ze słownikiem i wyszukuję nowe słowa, poszerzam słownictwo) 11:00 Jesteśmy już na Heathrow. Lot do Londynu przebiegł świetnie) Żadnych incydentów) Spotkałam chłopaków z Czelabińska!) A nie wiedziałam, że nie lecę sama tego dnia! Jestem z tego bardzo zadowolona, bo długo bym dochodziła, jak dostać się do 4. terminalu z 1. ... Musieliśmy przemieszczać się specjalnym autobusem. Do ostatniej chwili nie byłam pewna, ale w końcu po prostu zaufałam chłopakom. W każdym razie mieliśmy mnóstwo czasu. Już pospacerowaliśmy po sklepach, ale jestem tak zmęczona, że jedyne, czego teraz chcę - to trochę się przespać. I właśnie to zamierzam zrobić. 18:00 Jesteśmy w Ameryce!! Nawet nie wierzę) Jestem taka szczęśliwa) Przyjaciele odebrali mnie z lotniska i od razu pojechaliśmy do nich do Filadelfii, pomieszkam u nich z tydzień, a dopiero potem pojadę na Florydę) Policzyłam i okazało się, że dzisiejszy dzień był dla mnie o 10 godzin dłuższy) Jednak w dobie może być więcej niż 24 godziny!))

  • Zdjęcie z posta użytkownika Kristina
Диана КарасёваSun_Dianka · Czytaj
Na ostatniej prostej

17.49 05/09/11 Wiecie co, chłopaki? Dam wam taką radę: nigdy niczego nie planujcie! (zasada "nigdy nie mów nigdy" przy tym nie jest anulowana) Czy tylko u mnie w życiu wszystko jest tak interesujące? Czy tylko mnie kochana złowroga los lubi obdarowywać niespodziankami? I nie zawsze przyjemnymi. Ale w zasadzie nie dają one też specjalnego powodu do smutku. Jak to mówią, wcale mi tak bardzo nie zależało =)) A po co ja to wszystko mówię? =)) Dzisiaj przyszłam do drugiej pracy (jak zawsze zdyszana i spóźniona), przywitałam się z Kisha, zjadłam trochę, wchodzi Paulos i mówi: - Oh I didn't know you've come - Now you know =) - Ok, have a good day - 0_0 W rezultacie odesłał mnie do domu, krótko mówiąc. pfff! ? I w ogóle, kiedy pytają mnie o moje plany na najbliższą lub nie tak bliską przyszłość, zazwyczaj wygłaszam coś w stylu: Cóż, mam w głowie bardzo dużo planów i wszystkie się różnią. Mam nadzieję, że jakoś wszystko samo się ułoży. I tak właśnie będzie! =)) Zawsze tak jest. A po co planować, jeśli wszystko może wziąć w łeb? =)) Wczoraj i dzisiaj liczyłam, ile jeszcze pieniędzy uda mi się zarobić w ostatnich dniach, ale jeśli w pierwszej pracy są trzy dni wolnego, a w drugiej jest tak wolno, że już mnie nie potrzebują... to o czym tu marzyć? =)) A co jest jeszcze zabawne? Chciałam dzisiaj poprosić o przyjęcie do pracy w sklepie jeszcze jednej dziewczyny z FSK, bo Olya wyjeżdża, ja też kończę, Mel nie pracuje w tym tygodniu... Zabawne jest to, że mnie samą zwolnili =)) Nie to, żebym została zwolniona, no, rozumiecie =) ?A tak to jestem stosunkowo na prostej do mety - 14-go zwijam się do Nowego Jorku, a stamtąd gdzie oczy poniosą. Chcę wszędzie =) A dzisiaj idziemy do kluuuubu. A wczoraj wróciłam z pracy późno i śpiąca, i od razu na imprezę =)) prosto przed domem - jak wygodnie =))) Świętowaliśmy urodziny Zamira, było super =)) Byłam pijana, mimo że nie piłam. Fajka wodna, niech to szlag =))) bardzo dobrze po niej odlatuję =)) nooo.... co jeszcze.... jeszcze pomyślałam, że nie mam gdzie mieszkać, kiedy wrócę do Petersburga, krótko mówiąc, potrzebuję fajnego faceta z dużym mieszkaniem i dobrym sercem =))) ahaha =)) ?

  • Zdjęcie z posta użytkownika Диана Карасёва
Анастасия Безуглаяasti17 · Czytaj
Miami, czyli jak dostać się do jednego z najlepszych klubów na świecie prawie za darmo

I ruszyliśmy! Noc w autobusie minęła niepostrzeżenie i następnego ranka byliśmy już w Miami. Do hostelu dotarliśmy zaskakująco szybko, mimo że nie mieliśmy nawet mapy miasta. Zawsze można zadzwonić na recepcję i poprosić o wskazówki dojazdu lub zapytać miejscowych, jeśli ma się adres. Swoją drogą, przez całą podróż nie mieliśmy ani jednej mapy żadnego miasta!)))) Do dziś nie rozumiem, jak przeżyliśmy!)) Zresztą, odbiegłam od tematu!) o czym to była mowa..? …Miami…)) Ci, którzy myślą, że nie ma tam nic poza plażami i klubami, są w wielkim błędzie! Miami ma bardzo piękny downtown, który podobał mi się nawet bardziej niż wieżowce Nowego Jorku. Na South Beach znajduje się największa na świecie dzielnica zabudowana w stylu art déco. W Miami jest też mnóstwo muzeów, w tym słynne Muzeum Sztuki Współczesnej. A ciepły, lazurowy ocean tylko dodaje temu miejscu uroku. Bardzo chcę polecić hostel, w którym się zatrzymaliśmy! Znajduje się w samym centrum South Beach, zaledwie 5 minut spacerem od plaży. Zapewniają tam również śniadanie, obiad i kolację, a wszystko to za jedyne 30 dolarów. Ale to wcale nie jest najważniejsze! Można dostać się do najlepszych klubów w Miami niemal za darmo, jeśli zatrzymasz się w Miami Beach International Hostel! Działa to tak: na recepcji zostawiają listy, wpisujesz siebie i swoich znajomych i otrzymujesz wejściówkę VIP do klubu. Około godziny 11 wszyscy chętni na imprezę zbierają się na dole i wspólnie ruszają na zabawę. I zamiast stać w kolejce do selekcji, lekko podchmieleni i zmęczeni studenci wchodzą przez wejście VIP, ignorując zazdrosne spojrzenia tłumu! Na przykład ja z przyjacielem trafiliśmy do Mansion, który znajduje się w top 5 najlepszych klubów świata… (przynajmniej tak sami twierdzą)))) i za wstęp zapłaciliśmy tylko 5 dolarów!) Nawet nie będę próbować opisywać tego klubu. Sam fakt, że następnego dnia występował tam Lil Wayne, 3 dni po nas – Snoop Dogg, a tydzień później Paul van Dyk, wyjaśnia wszystko lepiej niż słowa...

  • Zdjęcie z posta użytkownika Анастасия Безуглая
  • Zdjęcie z posta użytkownika Анастасия Безуглая
  • Zdjęcie z posta użytkownika Анастасия Безуглая+2
Кириллstriklend · Czytaj
10) LONDYN ZA DARMO czyli jak przyzwyczaić się do miasta w 23 godziny i 55 minut)))

AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie czułem takiej radości od momentu, gdy dostałem Segę!!)) AAAAAA!!!!!! Londyn za darmo, bez wiz, opłat, kolejek itp. PO PROSTU TAK!!!))) Zdecydowaliśmy, że wydamy tutaj pieniądze, które kosztowałaby wiza)) Wsiadamy do metra i oto jesteśmy w Hyde Parku (chyba). Idziemy do Pałacu Buckingham, filmujemy wszystko po kolei (sygnalizacja świetlna dla koni, autobusy, nasze własne idiotyczne twarze, które po godzinie w metrze wciąż nierealnie się szczerzą itp.). I nagle czuję, że zaczyna obcierać... Tak, obcierać... mój nowy but... Ból staje się coraz silniejszy, a przechodząc obok prawdziwych kaczek i indyków przy podejściu do Trafalgar square, zdaję sobie sprawę, że nie mogę już dalej. Zdejmuję - pół stopy w pęcherzach.. Biorę torebkę "Sela", wyjmuję sznurowadło i żwawo wkraczam na Trafalgar w jednym bucie i torebce Sela))))) A plastry są w walizkach w Nowym Jorku!!! Wchodzimy do domu towarowego i widzimy WISPA!!! Przecież tego nigdzie nie ma, tylko tutaj na prośbę konsumentów została ostatnia fabryka!!! AAAA co za radość, ale szkoda pieniędzy, poza tym sami mamy pełną torbę czekolady)) Idziemy z powrotem do parku na obiad, wyjmujemy jedzenie, które wpadliśmy na pomysł włożyć do bagażu podręcznego (4 torebki suszonych owoców, czekolady, krakersów itp.=) i chrupiemy na słońcu. mmmm...... Wracamy na Trafalgar, idziemy do National Gallery w jednym bucie i torebce szukać dla siebie normalnych ochraniaczy na buty)). Wstęp jest darmowy, widocznie dlatego nie ma też ochraniaczy)) Albo po prostu nie jest to przyjęte, nie wiadomo)) Rozczarowujemy się sztuką, wychodzimy na Trafalgar, idziemy do Houses of Parliament, patrzymy na Big Ben i Westminster Abbey, (mimowolnie przypominając sobie podręcznik do angielskiego z 5 klasy: Westminster abbey was founded...))) idziemy z powrotem wzdłuż nabrzeża, skręcamy w lewo - Trafalgar. Jedziemy zobaczyć Tower Bridge, wracamy (wszystko to metrem) - przypadkowo wychodzimy na Trafalgar. CO JEST!!! Wsiadamy do pierwszego lepszego autobusu piętrowego, żeby już wyjechać z tego cholernego Trafalgar square. Autobus robi 8-minutowe kółko i wraca na Trafalgar... Biegniemy w strachu do House, uczestniczymy w posiedzeniu Izby Gmin, przypominamy sobie, że zapomnieliśmy wstąpić do LSE, dowiadujemy się gdzie to jest - i zgadnijcie gdzie??))))))))))))) w skrócie Trafalgar to nasz dom rodzinny)) potem jeździmy na Diabelskim Młynie, który jest w samym centrum miasta, a o 22:00 (z lotniska wyjechaliśmy o 11:00) ledwo wleczemy się do St. Paul's Cathedral. Nawet nie patrzymy. Stawiamy haczyk i wleczemy nogi z powrotem. Bardzo chce się spać. Bardzo. I najlepiej spać. Wsiadamy do pociągu i zasypiamy - budzimy się na końcowej - Heathrow. Terminal 1. To właśnie ten, w którym można nocować)) śpimy jak bezdomni na siedzeniach, korzystając z lokalnych umywalek jak z prysznica)) Budzimy się z zimna - źli, ale zadowoleni idziemy na wejście do samolotu. Przy wejściu stoi kontroler (groźny czarnoskóry), mówi "walka z terroryzmem, czy mogę prosić paszporty" Podajemy. Bierze paszport Ani, patrzy uważnie na Olę, w paszport, na Olę, kiwa głową, prosi o następny. To Ania. A paszport już Oli. Patrzy. Mówi, że ok, mówi, że lubi, kiedy wszystko idzie gładko))))) Bierze mój, patrzy na mnie, przechodzimy. Od tamtej pory Olę i Anię pomylono już z 20 razy. Pracodawcy, współlokatorzy, a nawet ludzie na ulicach pytają, czy są bliźniaczkami...))) W skrócie, wsiadamy i po 8 godzinach - w Nowym Jorku!!! AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!)))))))

  • Zdjęcie z posta użytkownika Кирилл
  • Zdjęcie z posta użytkownika Кирилл
  • Zdjęcie z posta użytkownika Кирилл+2
7postów uczestników o Paul — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko

Podobne w pobliżu

Podobne pod względem budżetu i blisko Paul

Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę

Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu