Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Queens: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Queens, coextensive with Queens County, is the largest by area of the five boroughs and counties of New York City, New York.

Queens · CC BY-SA 4.0

Teraz w mieścieQueens+22 st. CPochmurno · wschód słońca 06:38zaktualizowano 05:43
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie50
Kurs waluty1,00 $za 1 $USD — waluta krajustan na 17 wrz 2026
Queens na zdjęciach24 zdjęcia
Antipastarasta · cc-by-sa-3.0 · 10 lut 2012
grendel | khan · cc-by-sa-3.0 · 15 paź 2006
Knight Foundation · cc-by-sa-2.0 · 16 kwi 2010
Knight Foundation · cc-by-sa-2.0 · 16 kwi 2010

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
John F. Kennedy International Airport JFK6,7 km od centrum
LaGuardia Airport LGA11 km od centrum
Teterboro Airport TEB27 km od centrum

Osoby, które tu były

Gera IakuninaCzytaj
O moich ulubionych opętanych karaluchach, niechlujstwie i nowojorskich szczurach.

Всем привет! Скажу сразу, что все подтолкнувшее меня на поездку- это продукция полусонного мозга. Потому что лучшие идеи стучат оглоблей по моему уставшему черепу именно посреди ночи. Так и в этот раз, я с воплем «Натааааш, а если…» начала излагать свои думы спящей подруге, часа этак, в 2 ночи. Эти бесноватые тараканы в голове не дают мне сидеть на месте! Я довольно долго не могла определиться нужно ли мне это. Даже приходила в офис ЦМО чтобы выйти из программы! Уговорили остаться, помогли. Спасибо, Марина и Ксюша!!! Все произошедшие события, которые подводили меня к поездке в Америку, всего лишь череда случайностей. Но, как многие из нас знают, случайности не случайны… Ездила я одна, и ничуть не жалею! Не бойтесь ехать одни, это очень интересно! Правда! Это прекрасная возможность познакомиться и подружиться с новыми людьми, это реально круто! И я наслышана историями, как люди по году не общались со своими лучшими друзьями, после совместных поездок в штаты. Так что, ни в коем случае не бойтесь отправляться в одиночку! Это Америка, вы точно не останетесь одни! Итак, начну с вылета… Часть 1. Москва- Нью-Йорк. Как человек разумный, я предварительно спланировала весь свой путь следования от лифта в подъезде, до входа в хостел в Нью-Йорке. А вот как человек- растыка, я не перепроверила расписание аэроэкспресса, и выехала в аэропорт прилично позже, чем рассчитывала. В итоге, ужасно опаздывала на рейс, и когда началась посадка, я еще стояла в огромной очереди на паспортном контроле, а потом буквально бежала к самолету поднимая пыль! Поэтому приезжайте раньше, лучше посидите в аэропорту или пробегитесь по магазинчикам, или еще что-нибудь! Главное- раньше, минимум за 2,5 часа! У меня все обошлось, успела заскочить в самолет, и таки взмыла в воздух серебристой стрелой, с остальными тремястами пассажирами. Спустя 8 часов мы начали снижаться… О, этот вид! Усеянный небоскребами Манхеттен и поблескивающий где-то внизу Гудзон! «В зобу дыханье сперло»- это единственная, тождественная моим ощущениям от увиденного, фраза! В аэропорту сориентироваться было довольно просто, такси решила не брать, а воспользоваться метро. Схема вполне понятна, ничего сверхъестественного. Америка встретила хорошей, очень теплой и солнечной погодой, такой, что в процессе брождений я умудрилась обгореть. В Нью-Йорке забронировала место в замечательном хостеле на Лонг Айленде, в котором был свободный выход на крышу (внимание) с видом на Манхеттен!!! Забросила свои вещички в комнату, и ринулась в самую гущу небоскребов. Нью-Йорк конечно же прекрасен, но невозможно не заметить вездесущие неприятные запахи, грязь, бездомных (одна мне, кстати, чуть не наваляла при попытке ее сфотографировать) и мусор на тротуарах. Ах да, и крысы, снующие под ногами- тоже омрачают впечатление о городе. Да, они там носятся по улицам царапая асфальт! В остальном же, этот город чарует! Центральный парк, набережная, Крайслер билдинг, Таймс сквер, Бруклинский и Манхеттенский мосты- это то, что непременно стоит увидеть в своей жизни, хотя бы раз! Мост Куинсборо , кстати, тоже довольно красив. Отдельно хочется сказать про Центральный парк, он что-то вроде оазиса в каменных джунглях, уходя все дальше в его глубины, забываешь что ты находишься в мегаполисе. Здесь тихо, спокойно и совсем иная атмосфера…умиротворения. Люди здесь бегают, ездят на велосипедах, занимаются йогой, гуляют с собаками, устраивают пикники, играют в бейсбол, да просто валяются на газоне ничего не делая. Что очень заметно сразу после приезда- здесь всем абсолютно плевать на то, как кто-то выглядит, люди не парятся об этом вообще! Девушки размеров Х+ совершенно не имеют комплексов, да и мужчины тоже. Мятая ли, грязноватая ли рубашка- всем плевать. И это сразу заметно. Я бродила по закоулкам, казалось, всего Манхеттена, забредала в Чайна таун, район Челси, и многие другие места. Люди здесь и вправду любят сидеть на лестнице у дома и разговаривать или есть. Гуляя здесь, очень забавно узнавать места, которые видела раньше только в

  • Zdjęcie z posta użytkownika Gera Iakunina
  • Zdjęcie z posta użytkownika Gera Iakunina
  • Zdjęcie z posta użytkownika Gera Iakunina+3
Meruyert KhamzabayevaCzytaj
Incepcja

Dzień dobry :) Lotnisko w Ałmatach. 2 czerwca. 9 rano. Nigdy nie wyobrażałam sobie, jak to jest odlecieć tak daleko od bliskich, na drugi koniec świata. A jednak moje marzenie się spełniło - jestem zaledwie kilka metrów od kontroli paszportowej! Wewnętrzna walka radości ze smutkiem nie opuszczała mnie aż do pierwszego kroku na schodki samolotu. Oto i to! Naprzód, po swoje amerykańskie marzenie! :) Moją towarzyszką była przyjaciółka z dzieciństwa, która była inicjatorką naszej podróży. Jeszcze w marcu chłopaki z upragnionego NYC, którzy przypadkiem znaleźli się wśród moich obserwujących na Instagramie, uprzejmie zaproponowali, że odbiorą nas po przylocie. Niebezpiecznie, ryzykownie? Możliwe, ale to byli swoi ludzie, rodacy. I tak, rozpaczliwie przesypiając cały lot w oczekiwaniu na nieprzespane spacery po nocnym "mieście marzeń", w końcu dotarłyśmy. Szczerze mówiąc, nie spodziewałyśmy się zobaczyć nowo poznanych przewodników. Ale wtedy otwierają się drzwi i dwóch zdyszanych chłopaków lustruje halę lotniska... Jeszcze nie zdążyłyśmy wyjść z budynku, a w nos uderzył zupełnie nowy zapach: ciężki, ale jakby swojski. Nowy Jork rozpostarł wieczorne objęcia. Oczywiście po drodze nie mogłyśmy uwierzyć własnym oczom: wieżowce, budynki, ludzie, trasy, Most Brookliński... Jak szczegółowo bym nie opisała, u każdego pojawi się własny bukiet zachwyconych emocji :) Cel podróży: restauracja. Całkowicie nieoczekiwane było, po przyjeździe do Ameryki, zobaczenie menu po rosyjsku i kubków z narodowymi wzorami :) Tak, to cały Brooklyn. Nie zdążywszy zatęsknić za "swoim" jedzeniem, zdziwiłyśmy się, dlaczego właśnie tutaj. Odpowiedzią było: "Pod koniec lata zaczniecie wariować bez naszych dań". Wzruszyłyśmy ramionami, nie kłóciłyśmy się. Rozstawszy się z chłopakami, wzięłyśmy taksówkę w kierunku Manhattanu... Przejeżdżając przez aleje usiane setkami sklepów i kawiarni, w milczeniu dziwiłam się temu, jak wszystko wydaje się znajome... Zapewne wszyscy mieli takie uczucie? Najwyraźniej to wszystko wpływ hollywoodzkich filmów. Po spacerze byłyśmy dość zmęczone i pojechałyśmy do hotelu w dzielnicy Queens. Rano przespałyśmy śniadanie w hotelu i udałyśmy się do pobliskiego sklepu spożywczego. Jak miło było dla oka widzieć małe, jasne i tak przytulne domki wzdłuż ulicy. Ale Queens to dzielnica bardziej "afroamerykańska", więc początkowo było trochę strasznie. Aby uniknąć mieszkania na obrzeżach miasta, rezerwujcie hotele i hostele z wyprzedzeniem. Do Manhattanu metrem jechałyśmy około godziny. Ale za każdym razem, wracając po ogromnej metropolii do naszej zacisznej i cichej dzielnicy, czułyśmy się jak w domu :) Kolejne dwa dni w NY spędziłyśmy w jedności z samym miastem i jego mieszkańcami. Swobodna i otwarta mentalność Amerykanów podbije serce mieszkańca każdego państwa poradzieckiego. A to bardzo podnosi na duchu :) Pomijając szczegóły dotyczące zwiedzania Nowego Jorku, dodam, że szukałyśmy stosunkowo tanich biletów na Greyhound do nadmorskiego miasteczka Myrtle Beach, SC. Powtarzam, rezerwujcie wszystko z wyprzedzeniem. Bilet znaleziony! 75$, 15 godzin, 4 przesiadki. Biorąc pod uwagę szalone tempo życia w NY, prawie całą drogę w autobusie spokojnie przespałyśmy.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Meruyert Khamzabayeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Meruyert Khamzabayeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Meruyert Khamzabayeva+1
Lyudmila Kovalevamila_kovaleva · Czytaj
Cześć, Ameryko!!!!

Około 11 rano, 29 lipca, w końcu wylądowaliśmy na lotnisku JFK cali i zdrowi... Szczerze mówiąc, długo wyobrażałam sobie ten moment, kiedy będę wychodzić z samolotu i stawiać swoje pierwsze kroki w Nowym Jorku, puszczałam w głowie piosenkę Jay-Z i Alicii Keys) Ale w rzeczywistości wszystko nie było takie magiczne i ekscytujące, bo jedyne, o czym mogłam myśleć, to: „O mój Boże, jesteśmy w Ameryce, na zupełnie innym kontynencie, tak daleko od domu! Co mamy robić?!”) Ale Bóg nie odpowiadał, a we mnie narastała coraz większa panika i niepokój) Myślę, że każdy, kto jedzie na program Work and Travel, oczekuje od tego czegoś wielkiego i nierealnie niesamowitego... Chcę od razu ostrzec takich samych marzycieli jak ja i sprowadzić ich z nieba na ziemię: Ameryka to nie inna planeta, mieszkają tam tacy sami zwykli ludzie jak my z wami (no może trochę dziwni, ale tylko na początku... potem się przyzwyczaicie i staniecie się tacy sami jak oni)) A powietrze tam, swoją drogą, jest takie samo, a niebo wcale nie jest bardziej niebieskie niż nasze... Piszę to, bo sama myślałam, że w USA nawet oddychanie będzie jakieś wyjątkowe.) No cóż, w każdym razie przylecieliśmy na JFK, odebraliśmy bagaże i poszliśmy przejść kontrolę. Tam miły pan obejrzał nasze dokumenty, wbił nam do paszportu formularz I-94 (mały papierek, którego w żadnym wypadku nie można zgubić, a kiedy będziecie odlatywać, koniecznie trzeba go oddać) i życzył nam udanego lata. Po tym radosnym krokiem poszliśmy szukać przedstawicieli naszej agencji, żeby podpowiedzieli nam, jak dostać się na dworzec autobusowy Port Authority. Ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu dowiedzieliśmy się, że ponieważ przylecieliśmy pod koniec czerwca, przedstawiciele naszej agencji już nikogo nie witali... I w tym momencie podbiegł do nas rosyjski imigrant, który postanowił zarobić na biednych, zagubionych studentkach. Zaczął oferować nam różne usługi prawie „za darmo”, ale grzecznie odmówiliśmy i wyszliśmy na ulicę. Tam zobaczyliśmy chłopaka, z którym lecieliśmy razem w samolocie, i poradził nam wsiąść w Shuttle Bus, który już prawie odjeżdżał. Ten Shuttle Bus zawiózł nas za 18 dolarów do Port Authority. Dopóki jechaliśmy na nasz dworzec, jakoś udawało mi się powstrzymywać emocje... Samo JFK znajduje się w dzielnicy Queens i, szczerze mówiąc, nie było tam za bardzo na co patrzeć. Ale jak tylko wjechaliśmy na Manhattan, poczułam się, jakbym znalazła się w serialu „Seks w wielkim mieście”. Życie w tym mieście nie po prostu płynie, ono wrze... wszędzie tłumy ludzi i wszyscy gdzieś się spieszą, wszyscy zajęci swoimi sprawami... a wokół ogromne billboardy, reklamy i znowu ludzie, taksówki... No cóż, w każdym razie przywieźli nas prosto pod budynek Port Authority, odebraliśmy bagaż i weszliśmy do środka. Port Authority to ogromny budynek, w którym na każdym piętrze jest mnóstwo kawiarni, sklepów, punktów informacyjnych itp. Jakoś znaleźliśmy miejsce, gdzie sprzedawali bilety na Greyhound (bardzo znana firma zapewniająca przewozy autobusowe w granicach Ameryki). I właśnie tam musieliśmy dokładnie zdecydować, dokąd pojedziemy. Bilet do Cody, miasteczka, do którego strasznie chciałam pojechać, kosztował aż 265 dolarów (oczywiście za jedną osobę), a dojazd tam zajmował aż 3 dni... to wszystko nie ucieszyło zbytnio Asel i zaczęła mnie namawiać, żebyśmy pojechały do jakiegoś innego, bliższego stanu... Ale nie zamierzałam rezygnować ze swojego celu i w końcu miałyśmy 2 bilety do Cody z mnóstwem przesiadek) Niestety bilet był na następny dzień i musiałyśmy gdzieś przenocować, bo byłyśmy bardzo zmęczone długą podróżą. Bagaż oddaliśmy tamże w Port Authority, płacąc za to około 8 dolarów każda. Wychodząc na ulicę, w pełni odczułyśmy tak zwany „szok kulturowy”. Chyba właśnie w tym momencie znienawidziłam ten Nowy Jork... jak ludzie w ogóle tam żyją?! Miasto, tak naprawdę, jest strasznie brudne... Chyba będę jedyną osobą, której nie podobał się ten wychwalany Nowy Jork, ale tak hałaśliwe i zatłoczone miasto nie jest dla mnie...

  • Zdjęcie z posta użytkownika Lyudmila Kovaleva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Lyudmila Kovaleva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Lyudmila Kovaleva+2
SanSIDORSSR · Czytaj
Witamy w Stanach Zjednoczonych! Albo Nowy Jork, Nowy Jork!

To właśnie ta słynna fraza, która stała się już przysłowiowa, brzmi dla wszystkich obcokrajowców przybywających do Stanów Zjednoczonych. Przeszliśmy kontrolę celną na lotnisku w Waszyngtonie, a potem lecieliśmy malutkim samolotem do Nowego Jorku. Szczerze mówiąc, w życiu bym już nie poleciał takimi miniaturowymi samolotami. Przy moim wzroście 190 cm uderzałem tam głową we wszystko, co tylko możliwe. I w ogóle, dziwni są ci Amerykanie. Sam lot trwa pewnie 30-40 minut, ale start, lądowanie i kołowanie po ziemi to jeszcze co najmniej godzina. Dodać do tego rejestrację co najmniej 2 godziny wcześniej, kontrolę i inne obowiązkowe procedury i wychodzi dokładnie ten sam czas, co autobusem lub pociągiem. Ale teraz nie o tym... Amerykę czujesz od razu! Wychodząc z budynku terminala, uderza w ciebie fala innego powietrza, innego zapachu. Wszystkie amerykańskie miasta mają swoisty, specyficzny zapach, którego nie spotkałem w żadnym innym kraju na świecie. Ten pierwszy zapach, który poczułem rok temu, na zawsze wyryje się w mojej pamięci i będzie synonimem Ameryki. Z JFK do Manhattanu można dostać się na kilka sposobów: autobusem (nigdy nie jechałem i nie zamierzam), taksówką, wyłącznie żółtą taksówką (wygodnie, ale trochę drogo) i być może metrem. Metro to najtańszy sposób. Pojedynczy przejazd kosztuje około 2 dolarów, ale żeby dostać się na lotnisko i z powrotem, trzeba przesiąść się na specjalny pociąg AirTrain. Więc, żeby się na niego przesiąść, trzeba rozstać się z 7 dolarami. Pierwszy raz nowojorskie metro szokuje swoją brzydotą i złożonością. To nie są te zdobione sklepienia, do których przywykliśmy w Moskwie, Petersburgu i innych radzieckich miastach, to wyłącznie funkcjonalne piwnice, których głównym zadaniem jest tylko przepuszczenie maksymalnej liczby pasażerów. Niskie sufity, duszne przejścia, brud, śmieci i nieprzyjemny zapach - to właśnie metro w Nowym Jorku. Drugą oczywistą plagą podziemia jest nadmierna złożoność jego węzłów. Choć tej złożoności nie można nazwać nie do zniesienia. W końcu korzysta z niego 10-12-15 czy ile tam milionów nowojorskich obywateli. Ale stwarza ona pewne trudności! Osobiście wydawało mi się, że aby poprawnie wytyczyć mniej lub bardziej złożoną i dokładną trasę, trzeba zestawić co najmniej trzy tabele danych: czas, w którym kursuje pociąg, trasę, po której kursuje pociąg w tej okolicy i właściwie sam pociąg. Jeśli wszystkie trzy składniki zgadzają się dla jednej ze stacji - znaczy, że wszystko ci się uda, jeśli nie, to lepiej kup bilet dzienny. O bezpieczeństwie w metrze, a i w Nowym Jorku w ogóle, to osobna rozmowa. Manhattan jest ogólnie bezpieczny, jeśli nie pchać się w wieczornych i nocnych godzinach na północ od 90. ulicy, ale takie dzielnice jak Brooklyn, Queens, a zwłaszcza Bronx wymagają szczególnej uwagi. Miejcie to na uwadze. Więc, przyjechaliśmy do NY późnym wieczorem, szukać hotelu czy hostelu już nam się nie chciało, a i spać zazwyczaj się nie chce, bo student jest nastawiony na czas rosyjski. Dlatego zdecydowaliśmy się zacząć poznawać Nowy Jork w nocy. I pierwszym w naszym programie był Brighton Beach. Bardzo ciekawe miejsce, schronienie dla rosyjskojęzycznych emigrantów i po prostu kawałek czegoś podobnego do Rosji. Szczerze mówiąc, bardzo krytycznie odnoszę się do ludzi, którzy z takich czy innych powodów opuścili swego czasu Ojczyznę, może dlatego nie bardzo lubię to miejsce. Wydaje mi się jakieś takie zastane! Przypomina mi Rosję z połowy lat 90., a Rosja tamtych czasów to bardzo niekorzystne miejsce. Takie wrażenie, że wszystko zostało w niedalekiej historii: ludzie myślą po staremu, absolutnie zabójcza moda, fryzury, szyldy. Czego warta jest tylko tabliczka nad gabinetem lekarza "Specjalista od bólów". Obsługa w restauracjach jest okropna. Po prostu nie mówią ci wzajemnego dzień dobry czy do widzenia, a chamsko proszą poczekać! To wszystko nie upiększa tego miejsca, ale w tym miejscu obowiązkowo musi pobyć każdy student, który mówi po rosyjsku. Dalej, metrem, przez cały Brooklyn

  • Zdjęcie z posta użytkownika San
  • Zdjęcie z posta użytkownika San
  • Zdjęcie z posta użytkownika San+2
IEC AlmatyCzytaj
Podróże dają wiedzę.

To był taki okres, kiedy bardzo wielu studentów wyjeżdżało. My też byliśmy wśród nich, 2 czerwca wylatywało nas prawie 70 osób. Wszyscy byli bardzo podekscytowani i starali się szybko poznawać, wiedząc, że spędzimy w Nowym Jorku tylko dwa dni, ale mimo to wszyscy trzymali się razem, nawet nie znając się dobrze. Nastawienie wszystkich było bardzo pozytywne, bo wśród nas byli tacy, którzy po raz pierwszy lecieli samolotem naprzeciw samodzielnemu życiu, niech choć na krótko, ale dla nich to ogromne doświadczenie. Ktoś żegnał się z bliskimi, było bardzo wielu żegnających przyjaciół, którzy krzyczeli za nami, życząc przyjaciołom udanego lata, a ktoś żegnał się z ukochanymi. Ale po przejściu kontroli celnej wszystkim na chwilę robi się samotnie, wszyscy o czymś myślą, nawet jakoś smutno się zrobiło, pewnie zaczynają zastanawiać się nad tym, co czeka ich tego lata?! Ale to szybko minęło... Potem zaczęło się "selfie", fotografowanie kart pokładowych, paszportów i wreszcie Instagram, tak minęły nasze 40 minut do wejścia na pokład... Lecieliśmy liniami Lufthansa, no co tu dużo mówić, nam się podobało))) Nie było czasu na nudę, przez całą drogę filmy, muzyka, biblioteka. W samolocie studenci nie mogą spać, zwłaszcza gdy lecisz do USA. Wszyscy coś omawiają, ciekawe jest to, że spotykają się koledzy z grupy, którzy przez cały rok akademicki nie wiedzieli o sobie nawzajem, że też są uczestnikami programu. Dobrze, że spotkali się na lotnisku w drodze do USA, bywały i takie przypadki, że spotykają się po raz pierwszy dopiero w locie powrotnym. I tak bardzo się dziwią) Przesiadka we Frankfurcie. Przesiadka była bardzo wygodna, czekaliśmy tylko około 2 godzin, szybko przeszliśmy rejestrację, pół godziny w poczekalni i oto znów jesteśmy w samolocie, ale już wszyscy nie są tak aktywni, wszystkim chce się spać... Kiedy ogłoszono, że zbliżamy się do Nowego Jorku, nakarmiono nas ostatni raz, poproszono o podniesienie oparć foteli i zapięcie pasów. Na twarzach wszystkich malowało się uczucie oczekiwania na coś niesamowitego, wszyscy byli tacy czujni, tacy podekscytowani! Samolot wylądował bardzo miękko, długo jechaliśmy do terminala, powoli wszyscy zaczęli brać bagaż podręczny i ruszać do wyjścia. Międzynarodowy port lotniczy im. Johna F. Kennedy'ego (ang. John F. Kennedy International Airport) to największy międzynarodowy port lotniczy w USA, położony w dzielnicy Queens w południowo-wschodniej części Nowego Jorku, 20 km na południowy wschód od Dolnego Manhattanu. Czy możecie sobie wyobrazić korki na lotnisku, kiedy wszyscy czekają na pozwolenie na lądowanie lub start, ponieważ po prostu nie ma miejsca i utworzył się "korek samolotowy". Ludzi na lotnisku było bardzo dużo, tak dużo, że przechodziliśmy kontrolę celną prawie 3 godziny. Rada: Jeśli wzięliście ze sobą owoce, proszę, koniecznie wpiszcie je w deklaracji celnej. W przeciwnym razie możecie zostać ukarani grzywną lub zatrzymani do wyjaśnienia okoliczności. Dotyczy to również innych produktów. Po przejściu kontroli i odebraniu bagażu. Wszyscy zebraliśmy się przy wyjściu, przyjechał po nas fajny autobus z przewodnikiem i zabrał nas w stronę hotelu Pennsylvania. Po drodze przewodnik opowiedział nam o wszystkim, co spotykaliśmy na drodze, o sklepach, produktach, wynajmie aut, a nawet o niedrogich restauracjach i zakupach. Hotel Pennsylvania, lokalizacja tego hotelu jest po prostu fantastyczna. Pennsylvania znajduje się na Manhattanie, naprzeciwko kompleksu sportowego Madison Square Garden, był jednym z najczęściej rezerwowanych w Nowym Jorku! Times Square i Muzeum Sztuki Nowoczesnej znajdują się mniej niż 15 minut jazdy metrem od hotelu Penn. Hotel znajduje się również jeden kwartał od domu towarowego Macy's i 2 kwartały od wieżowca: Empire State Building. Midtown to świetny wybór, jeśli interesują was zabytki, zakupy i muzea. W hotelu czekała na nas dziewczyna przy osobnym stanowisku recepcyjnym z napisem "INTEREXCHANGE". Szybko zebrała nasze paszporty i wywołując wszystkich po kolei, wydawała ka

Meruyert KhamzabayevaCzytaj
Incepcja

Dzień dobry :) Lotnisko w Ałmatach. 2 czerwca. 9 rano. Nigdy nie wyobrażałam sobie, jak to jest wylecieć tak daleko od bliskich, na drugi koniec świata. A jednak moje marzenie się spełniło – jestem kilka metrów od kontroli paszportowej! Wewnętrzna walka radości ze smutkiem nie opuszczała mnie aż do pierwszego kroku na schodki samolotu. Oto i to! Naprzód po swoje amerykańskie marzenie! :) Moją towarzyszką była przyjaciółka z dzieciństwa, która była inicjatorką naszej podróży. Jeszcze w marcu chłopaki z upragnionego NYC, którzy przypadkiem znaleźli się wśród moich obserwujących na Instagramie, uprzejmie zaproponowali, że odbiorą nas po przylocie. Niebezpiecznie, ryzykownie? Możliwe, ale to byli swoi ludzie, rodacy. I tak, rozpaczliwie przesypiając cały lot, w oczekiwaniu na nieprzespane spacery po nocnym "mieście marzeń", w końcu dotarłyśmy. Szczerze mówiąc, nie spodziewałyśmy się zobaczyć nowo upieczonych przewodników. Ale wtedy otwierają się drzwi i dwóch zdyszanych chłopaków skanuje halę lotniska... Nie zdążyłyśmy nawet wyjść z budynku, a w nos uderzył nas zupełnie nowy zapach: ciężki, ale jakby swojski. Nowy Jork rozpostarł wieczorne objęcia. Oczywiście po drodze nie mogłyśmy uwierzyć własnym oczom: wieżowce, budynki, ludzie, trasy, Most Brookliński... Jak szczegółowo bym tego nie opisała, u każdego pojawi się swój bukiet zachwyconych emocji :) Cel podróży: restauracja. Całkowicie nieoczekiwane było, po przyjeździe do Ameryki, zobaczyć menu po rosyjsku i kubki z narodowymi ornamentami :) Tak, to cały Brooklyn. Nie zdążywszy zatęsknić za "swoim" jedzeniem, zdziwiłyśmy się, dlaczego właśnie tutaj. Odpowiedzią było: "Pod koniec lata zaczniecie wariować bez naszych dań". Wzruszyłyśmy ramionami, nie kłóciłyśmy się. Rozstając się z chłopakami, wzięłyśmy taksówkę w kierunku Manhattanu... Przejeżdżając alejami usianymi setkami sklepów i kawiarni, w milczeniu dziwiłam się, jak wszystko wydaje się znajome... Zapewne wszyscy mieli takie uczucie? Najwyraźniej to wszystko wpływ hollywoodzkich filmów. Po spacerze byłyśmy dość zmęczone i pojechałyśmy do hotelu w dzielnicy Queens. Nad ranem przespałyśmy śniadanie w hotelu i poszłyśmy do pobliskiego sklepu spożywczego. Jak miło było dla oka widzieć małe, jasne i tak przytulne domki wzdłuż ulicy. Ale Queens to dzielnica bardziej "afroamerykańska", więc na początku było trochę strasznie. Aby uniknąć mieszkania na obrzeżach miasta, rezerwujcie hotele i hostele z wyprzedzeniem. Do Manhattanu metrem dotarłyśmy w około godzinę. Ale za każdym razem, wracając po ogromnej metropolii do naszej zacisznej i cichej dzielnicy, czułyśmy się jak w domu :) Kolejne dwa dni w NY spędziłyśmy w jedności z samym miastem i jego mieszkańcami. Swobodna i otwarta mentalność Amerykanów podbije serce mieszkańca każdego państwa poradzieckiego. I to bardzo podnosi na duchu :) Pomijając szczegóły dotyczące zwiedzania Nowego Jorku, dodam, że szukałyśmy stosunkowo tanich biletów na Greyhound do nadmorskiego miasteczka Myrtle Beach, SC. Powtarzam, rezerwujcie wszystko z wyprzedzeniem. Bilet znaleziony! 75$, 15 godzin, 4 przesiadki. Biorąc pod uwagę szalone tempo życia w NY, prawie całą drogę w autobusie spokojnie przespałyśmy.

Viktoryia StsepanchukCzytaj
Dziennik USA: Dzień #1,2 - Nowy Jork!

Powiedz cześć! Nigdy wcześniej nie byłam tak daleko od domu. Dlatego ogarniały mnie jednocześnie radość i lekkie przerażenie. Wiedziałam, że kiedyś na pewno trafię do Stanów Zjednoczonych, ale nie sądziłam, że stanie się to tak szybko. Wydawało się, że jeszcze niedawno z kumplami zbieraliśmy ogromną stertę dokumentów, przechodziliśmy rozmowę w ambasadzie w Krakowie i kupowaliśmy bilety na samolot. A teraz już spaceruję po plaży w Atlantic City, próbując odwrócić myśli od niezbyt udanych poszukiwań pracy. Ale po kolei. O programie Work&Travel USA słyszałam już dawno, ale na poważnie zaczęłam o tym myśleć dopiero jesienią zeszłego roku, kiedy koledzy zaproponowali, żeby złożyć zgłoszenie razem z nimi. Jeśli wy, podobnie jak my, zechcecie pojechać do USA w ramach Work&Travel, radzę zaopatrzyć się w niemałe środki finansowe, które, jak pokazuje praktyka, w większości przypadków się zwracają, i co najważniejsze — stalowe nerwy! Wiem, że z boku wygląda to prosto: dokumenty, opłaty, rozmowa, wymarzona wiza – i siedzisz w samolocie w drodze do Nowego Jorku. W rzeczywistości jednak znalezienie job offer, przygotowanie do interview, męczące oczekiwanie na odpowiedź od sponsora – to wszystko wcale nie jest proste. W każdym razie zrobiliśmy to i teraz jesteśmy po drugiej stronie oceanu. Ruszamy! Nowy Jork Dzień #1 Nasz samolot wylądował na lotnisku im. Johna F. Kennedy'ego o 21:00. Zmęczeni po locie, ruszyliśmy szukać sposobu dotarcia do centrum miasta. Prosto z JFK wsiedliśmy do AirTrain, którego bilet kosztuje 5$. Zanim jednak dowiózł pasażerów na najbliższą stację metra, AirTrain objechał nas po wszystkich terminalach lotniska. Przejazd metrem kosztował nas 2,50, i w ten sposób dotarliśmy do stacji Queens Plaza. A propos, w metrze kupiliśmy specjalny wielorazowy bilet na wszystkie rodzaje transportu, na który doładowuje się określoną kwotę na przejazdy. Jeśli zamierzacie zostać w NY na kilka dni, radzę doładować więcej niż 5$, by potem nie tracić czasu w kolejkach. Najgorszym błędem było pojechanie do Nowego Jorku, nie rezerwując wcześniej noclegu i licząc na to, że coś znajdziemy po przylocie. To wcale do mnie nie pasuje, bo zwykle planuję wszystko na tip-top zawczasu. Tym razem jednak liczyłam, że jakoś się ułoży. W efekcie szukaliśmy hotelu przez jakieś 2–3 godziny, bo o 23:00 w hotelach już nie było wolnych pokoi. I kiedy w końcu znaleźliśmy wolny pokój, napotkaliśmy nowy problem: na recepcji poproszono nas o ID (paszport lub inny dokument potwierdzający, że ktoś z nas ma 21 lat). Jak można się domyślić, nikomu z nas jeszcze nie stuknęło dwadzieścia jeden. Na zewnątrz lał zimny deszcz, nie mieliśmy nawet możliwości się przebrac, a ogromne walizki utrudniały poszukiwania hotelu. W skrócie — w końcu miła recepcjonistka zlitowała się i pozwoliła nam przenocować. I tak, nie uwierzycie, ale największym wyzwaniem dnia okazała się próba wzięcia prysznica. Pokój wcale nie był tani, a prysznic był najdziwniejszy, jaki kiedykolwiek widziałam, bo tak i nie potrafiliśmy zrozumieć, jak to działa. Albo czegoś nie zrozumieliśmy, nie wiem nawet. Dzień #2 Śniadanie w hotelu okazało się bardzo smaczne. Było tam wszystko, co lubię: jogurty, owoce, omlet, płatki z mlekiem i różne napoje. Ale na drugą noc musieliśmy znaleźć tańszy nocleg, gdzie nie wymagano ID. Tym razem, za wskazówką znajomego chłopaka, ruszyliśmy szukać motelu niedaleko Brighton Beach. Na marginesie: czasem lepiej wziąć taksówkę, niż targać ogromne walizki w trzydziestostopniowym upale. Chyba że ktoś, tak jak my, nie szuka łatwych rozwiązań. Na szczęście bez problemu znaleźliśmy wspomniany motel, który, nota bene, też nie okazał się tani, i zameldowaliśmy się w nim, więc od razu rzuciliśmy rzeczy i ruszyliśmy na Times Square. Nie mogę powiedzieć, że zostało mi wiele wspomnień z samego miasta, bo spędziliśmy tam bardzo mało czasu. Spacerowaliśmy po Times Square, po ulicach Brooklynu, zobaczyliśmy słynny Empire State Building, wypiliśmy mnóstwo Iced Coffee w nie mniej znanym Starbucks.

Viktoryia StsepanchukCzytaj
Dziennik z USA: Dzień 1,2 — Nowy Jork!

Powiedz cześć! Nigdy wcześniej nie byłam tak daleko od domu. Dlatego jednocześnie ogarniała mnie radość i lekki strach. Wiedziałam, że kiedyś na pewno dotrę do Stanów, ale nie myślałam, że stanie się to tak szybko. Wydawało się, że całkiem niedawno wraz z chłopakami zbieraliśmy ogromną stertę dokumentów, przechodziliśmy rozmowę w ambasadzie w Krakowie i kupowaliśmy bilety lotnicze. A teraz już spaceruję po plaży w Atlantic City, próbując odwrócić uwagę od niezbyt udanych poszukiwań pracy. Ale teraz wszystko po kolei. O programie Work and Travel USA słyszałam już dawno, ale poważnie pomyślałam o tym dopiero jesienią zeszłego roku, kiedy chłopaki zaproponowali mi złożenie wniosku o udział razem z nimi. Jeśli wy, tak jak my, zechcecie pojechać do USA z Work and Travel, radzę zaopatrzyć się w niemałe środki pieniężne, które, jak pokazuje praktyka, w większości przypadków zwracają się, i, co najważniejsze, w stalowe nerwy! Wiem, z boku wygląda to prosto: dokumenty, składki, rozmowa, upragniona J-1 Visa – i jesteście w samolocie w drodze do Nowego Jorku. W rzeczywistości poszukiwania job offer, przygotowania do wywiadu, męczące oczekiwania na odpowiedź od sponsora – to wszystko wcale nie jest łatwe. W każdym razie zrobiliśmy to i teraz jesteśmy po drugiej stronie oceanu. Jedziemy! Nowy Jork Dzień #1 Nasz samolot wylądował na lotnisku im. Johna F. Kennedy'ego o 9 wieczorem. Zmęczeni po locie wyruszyliśmy szukać sposobu na dotarcie do centrum miasta. Prosto z JFK wsiedliśmy do Air Train, którego bilet kosztuje 5$. Ale zanim dowieźli pasażerów do najbliższej stacji metra, Air Train obwiózł nas po wszystkich terminalach lotniska. Przejazd metrem kosztował nas 2,50, i w ten sposób dotarliśmy do stacji Queens Plaza. Swoją drogą, w metrze kupiliśmy specjalny wielorazowy ticket na wszystkie rodzaje transportu, na który wpłaca się określoną kwotę na przejazdy. Jeśli zamierzacie zostać w NY na kilka dni, radzę wpłacić więcej niż 5$, żeby nie tracić czasu w kolejkach później. Najgłupszym błędem było jechanie do Nowego Jorku bez wcześniejszej rezerwacji noclegu i z nadzieją na znalezienie czegoś po przylocie. To wcale nie jest do mnie podobne, bo w takich przypadkach jestem przyzwyczajona do przemyślenia wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Ale tym razem miałam nadzieję, że wszystko ułoży się samo. W rezultacie szukaliśmy hotelu około 2-3 godzin, bo o 11 wieczorem w hotelach nie było już wolnych pokoi. I kiedy w końcu znaleźliśmy wolny pokój, napotkaliśmy nowy problem: w recepcji poprosili nas o id (paszport lub inny dokument potwierdzający, że ktoś z nas ma 21 lat). Jak mogliście się domyślić, nikt z nas nie ma jeszcze dwudziestu jeden lat. Na ulicy padał zimny deszcz, nie mieliśmy nawet możliwości przebrania się, a ogromne walizki utrudniały poszukiwania hotelu. Krótko mówiąc, jakimś cudem miła dziewczyna w recepcji zlitowała się nad nami i pozwoliła nam przenocować. I tak, nie uwierzycie, ale największym wyzwaniem dnia okazała się próba wzięcia prysznica. Pokój wcale nie był tani, a prysznic był najdziwniejszym, jaki kiedykolwiek widziałam, bo nie mogliśmy dojść do tego, jak to działa. Albo czegoś nie zrozumieliśmy, nawet nie wiem. Dzień #2 Śniadanie w hotelu okazało się bardzo smaczne. Było tam wszystko, co lubię: jogurty, owoce, omlet, płatki z mlekiem i różne napoje. Ale na drugą noc musieliśmy znaleźć tańszy nocleg, gdzie nie musielibyśmy okazywać id. I tym razem, za namową znajomego chłopaka, wyruszyliśmy na poszukiwania motelu niedaleko Brighton Beach. Uwaga: czasami lepiej skorzystać z taksówki niż ciągnąć się z ogromnymi walizkami w 30-stopniowym upale. Chociaż może ktoś, tak jak my, nie szuka łatwych dróg. Dzięki niebiosom udało nam się bez problemów znaleźć ten motel, który swoją drogą też nie był tani, i zameldować się w nim, więc od razu rzuciliśmy rzeczy i wyruszyliśmy na Times Square. Nie mogę powiedzieć, że mam wiele wrażeń z miasta, bo spędziliśmy tam bardzo mało czasu. Spacerowaliśmy po Times Square, ulicach Brooklynu

12postów uczestników o Queens — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu