Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Phoenix · Stany Zjednoczone

Union Station: co jest w pobliżu, jak dojechać i kiedy jechać · 2026

Phoenix Union Station is a former train station at 401 South 4th Avenue in downtown Phoenix, Arizona, United States.

Mapa miejsc
O miejscu
Fakty
  • West Harrison Street, 401, Phoenix, United States of America
Źródło: Wikidata · OpenTripMap
Union Station na zdjęciach8 zdjęć · 1 miejsce
Union Station
Cygnusloop99 · cc-by-sa-3.0 · 8 gru 2009
Chloe93 · cc-by-sa-3.0 · 16 lip 2010
Union Station
Clay Gilliland · cc-by-sa-2.0 · 1 gru 1990
Tony the Marine ( talk ) · cc-by-sa-3.0 · 24 lut 2014

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 19 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Osoby, które tu były

Emil NabiullinCzytaj
Dawno temu w Ameryce

Wstęp. Historia będzie opowiadana z perspektywy 2 osób. Poznajcie się: Emil i Władimir. Nasze marzenie o wyjeździe do Ameryki w końcu się spełniło. Wcześniej się nie udawało z powodu COVID. W tym roku też było zagrożone, ponieważ ambasada w Moskwie została zamknięta z powodów politycznych. Rozdział 1. Początek Pewnego słonecznego czerwcowego dnia poinformowano nas, że jest możliwość uzyskania wizy w Meksyku. Nie zastanawiając się ani chwili, każdy z nas się zgodził. I tak, 3 lipca nasza grupa około 30 osób spotkała się na moskiewskim lotnisku Wnukowo. Ja (Emil) poleciałem do Moskwy sam. Już na lotnisku zaczęliśmy się poznawać i rozmawiać. Pomyślnie przylecieliśmy do Meksyku, do kurortu Cancun. Zorganizowano nam transfer do hotelu, który znajdował się 5 minut spacerem od Morza Karaibskich. Wyszły nam też mini-wakacje. Po kilku dniach imprezowania w Cancun polecieliśmy do Mexico City. Bardzo piękne i duże miasto. Zamieszkaliśmy 10 minut od ambasady USA. Spacerowaliśmy po mieście, zwiedzaliśmy zabytki, uczyliśmy się hiszpańskiego. Równolegle przygotowywaliśmy się do rozmowy kwalifikacyjnej. 7 lipca pierwsza grupa ludzi idzie po wizy, ja (Emil) byłem w niej. Stoję w kolejce do konsula, maksymalnie skupiony, z chłodną głową. Podchodzę do okienka, uśmiechając się witam, dialog się zaczął. Zadał mi 3 pytania, odpowiedziałem mu szczegółowo na wszystkie. Usłyszałem upragnioną frazę: "Your visa is approved. Have a nice summer!". W tym momencie byłem szczęśliwy, zdałem sobie sprawę, że lata oczekiwania i ryzyko związane z Meksykiem nie poszły na marne, naprzód ku marzeniu! Z naszej 30-osobowej grupy każdy bez wyjątku otrzymał wizę. Wieczorem poszliśmy świętować nasz sukces. Rozdział 2. Ameryka Tak się złożyło, że do Ameryki ja (Emil) poleciałem sam, znalazłem korzystny bilet. Władimir i jeszcze 2 dziewczyny przylecieli tego samego dnia, tylko wieczorem. Mój lot był Mexico City-Cancun-Denver. Ląduję na lotnisku w Denver, wszędzie Amerykanie, wszyscy mówią po angielsku. Przyleciałem sam podbijać Amerykę (ha-ha). Dowiedziałem się u miejscowych, jak najlepiej dostać się do miasta, wsiadłem do pociągu i pojechałem. Wysiadłem na Union Station, blisko centrum. Poleciałem z jedną teczką bez walizek, więc byłem lekki. I oto spaceruję po centrum miasta, rozglądam się i po prostu się uśmiecham. Ale nie spacerowałem tak po prostu, szukałem opcji noclegu, ponieważ nasz pracodawca Elitch Gardens nie zapewniał nam mieszkania. Bardzo nie poszczęściło się z datą, ponieważ w te dni odbywał się mecz wszystkich gwiazd baseballu, a wszystkie motele i hostele były zajęte. Przeszedłem całe centrum, obdzwoniłem wszystkie możliwe opcje, ale nic nie udało się znaleźć. Nastał wieczór, przylecieli Władimir i dziewczyny (od tego momentu narracja będzie prowadzona przez 2 osoby). Razem myślimy, co mamy zrobić. Poważnie rozważaliśmy pozostanie na noc w kościele z lokalnymi homeless people, ale dziewczyny nie chciały. Poszliśmy do parku, myśleliśmy, może coś nam zaproponują, ale były zamknięte, nie było nawet ochroniarzy. W rezultacie znaleźliśmy motel, ale wszystkie miejsca były zajęte. Umówiliśmy się, że dadzą nam pokój, być może był służbowy, daliśmy jej cash. Następnego dnia pojechaliśmy się urządzać w Elitch Gardens. Pytaliśmy ich o mieszkanie, ale w ich opcjach wszędzie był sold out. Wyszliśmy z parku smutni. Dogonił nas mój supervisor Ricardo. Znalazł motel na pierwszy czas, zapłacił za nas, umówiliśmy się, że oddamy po wypłacie. Radośni, zamieszkaliśmy w motelu. Przy wejściu poznaliśmy miejscowego o imieniu Cezar, pogadaliśmy z nim i poszliśmy spacerować, już bez niego. Tego dnia właśnie miało przylecieć czworo innych chłopaków z Rosji. Spotkaliśmy ich na stacji i poszliśmy spać w 8 w pokoju dla 4 osób. W ciasnocie, ale nie w obrazie. Następnego dnia ci chłopcy się wyprowadzili, a my poszliśmy imprezować na basen, tam poznaliśmy naszego dobrego czarnego przyjaciela Alonso. W kolejnych dniach w tym motelu codziennie z nim rozmawialiśmy. Praca zaczynała się od na

  • Zdjęcie z posta użytkownika Emil Nabiullin
  • Zdjęcie z posta użytkownika Emil Nabiullin
  • Zdjęcie z posta użytkownika Emil Nabiullin+9
UliaUliiaa · Czytaj
Ku nowym przygodom

Sytuacja w zespole się zaostrzała, a szef też zaczął się denerwować. Nikt nie chciał mnie szkolić, uczyłam się sama i naturalnie jakość czasem cierpiała. Nałożono na mnie nową masę obowiązków, które nie leżały w zakresie mojej pracy. Problemy z mieszkaniem pojawiły się, gdy dowiedziałam się o podnajmie, w który wpadłam. Sporządziłam petycję i poszłam do pracodawcy. Dlaczego kelnerka, która była tak „potrzebna”, musi myć toalety, a w oficjalnym grafiku zmian jestem wpisana dopiero na drugi tydzień? Dlaczego w umowie jest napisane „darmowe mieszkanie”, skoro płacisz 200 dolarów miesięcznie, a jeszcze wyrzucają cię przyjaciele szefa? Dlaczego strój do pracy został kupiony na mój własny koszt, który po 10 dniach 2-tygodniowej pracy po 6 godzin uzupełnił się 30 dolarami drobnych napiwków... co za pamflet...! It just doesn't work like this here, girl. Zrozumiałam, że obok prawa istnieje też jego niepisana strona. Próbowałam różnych metod omawiania problemów, ale bezskutecznie. I co robić, załamać ręce i rzucić wszystko? To niesprawiedliwe, trzeba walczyć!!! I sama rozpoczęłam taką akcję. Finansowo już ponosiłam straty, ponieważ pensji 3,25 dolara za godzinę tak i nie otrzymałam. Nie popełniajcie takich błędów! Zawsze rejestrujcie swoje przyjście do pracy i jej zakończenie, nie wylogowujcie się, zanim nie zrobicie wszystkiego razem z „side work”, inaczej wasza praca nie zostanie opłacona! Kiedy sprawa dotyczy wynajmu – sprawdzajcie właściciela mieszkania, nie wpadajcie w pułapkę podnajmu, podpisujcie umowy, inaczej jesteście nikim. Dla uspokojenia nerwów w weekend pojechałam do Ocean City. Moja dalsza droga przyszła sama – pojawiła się potrzeba ruchu i już po 5 minutach trzymałam w rękach bilety na autobus Ocean City-Waszyngton D.C. w dniu otrzymania Social Security. Złożyłam wniosek o niego jeszcze w Salisbury, wcześniej błądząc zagubiona w pustym mieście bez pieszych przez kilka godzin, aż znalazłam dobrego człowieka na stacji benzynowej, który mnie tam podwiózł))) W pracy poprosiłam szefa o podpisanie papieru o zwolnieniu, który sama napisałam, bo nie ma standardu. Niewiele było do zabrania, zapłaty za pracę tak i nie doczekałam się. W nocy nie było gdzie przenocować, ale miałam szczęście zostać zabraną przez jedną kelnerkę. Jeździła jeepem, a mieszkała w przyczepie, wypchanej drogim sprzętem i głodnymi dziećmi, które jedzą w nocy scrapple z odpadów i cieszą się zwykłymi jabłkami ze sklepu ze zdrową żywnością... Gdzież ten amerykański sen... czyżby to był jego przejaw? Otrzymałam Social Security i siedziałam na ogromnej torbie nad oceanem. Poznałam kobietę z Polski, która przyjechała tam jeszcze w wieku 19 lat, a teraz ma córkę... Amerykankę. Rozmawiałam też ze zwykłym bezdomnym na stacji, który włożył wszystko co do grosza w operacje dla matki i został z niczym. Widziałam Red Light District tuż przy wyjeździe z miasta... Czyżby wszystko zależało od postrzegania życia, czy może tak miało być, nie mogłam dojść do ładu. Wyjechałam, a moja droga prowadziła do Teksasu i Meksyku. Nie miałam nic do stracenia, a miałam szczęście mieć meksykańskich przyjaciół na granicy, a dokładniej Przyjaciela przez wielkie P... Samolot był z lotniska krajowego Ronalda Reagana. Wyszłam z dworca autobusowego na Union Station i trafiłam do świata wysokich budynków i bardzo różnych ludzi, jak na przykład meksykański taksówkarz, który obiecywał lotnisko za 50 dolców, kiedy metro tam kosztuje 1 dolara i 80 centów... Zaplanowałam podróż ostrożnie, wliczając metro;) http://www.wmata.com/

  • Zdjęcie z posta użytkownika Ulia
  • Zdjęcie z posta użytkownika Ulia
  • Zdjęcie z posta użytkownika Ulia+2
Exchangeexchangeiec · Czytaj
Waszyngton, Waszyngton D.C.

Waszyngton, Waszyngton D.C. Jest tu mnóstwo Rosjan – naprawdę łatwo ich rozpoznać po wyglądzie. Studenci, niektórzy wracają do domu, inni jeszcze podróżują. Mam dziś wielkie plany, muszę ruszać... No dobra. Waszyngton. Według mapy ze stacji do centrum jest trochę daleko, w rzeczywistości – blisko. To, co jest napisane w przewodniku o „podejrzanych okolicach” przy stacji – to bzdura, jest całkiem przyzwoicie i nie strasznie, w przeciwieństwie do Los Angeles na przykład. Dotarłem do Kapitolu, po drodze obejrzałem Union Station (ogromny dworzec kolejowy w stylu antycznym) – fajnie – posągi starożytnych wojowników, a pod nimi amerykańska flaga =) Przed dworcem nocują bezdomni. Przez pół godziny robiłem straszne miny do aparatu przed ochroną Kapitolu =) Swoją drogą, jest tu straszna ilość gliniarzy! I straszna ilość wiewiórek! Z Kapitolu żwawo ruszyłem (tak mi się wydawało) w stronę Białego Domu, idę i idę, zaczęły się dzielnice mieszkalne, dwu-trzy piętrowe prywatne domy (przypomniały rodzinny West Chester). Według mapy powinny tu być pomniki Jerzego Waszyngtona i tłum turystów, a u mnie jacyś pół-studenci-pół-bezdomni siedzą w kółku na trawniku przed biblioteką, jak zrozumiałem, dyskutują o czasopiśmie, i nikogo więcej tu nie ma... O co chodzi?? Pytam przechodzącą kobietę. Okazało się, że w Waszyngtonie jakiś mądrala wymyślił, żeby nazywać ulice symetryczne względem Kapitolu tak samo... Są jakby w odbiciu lustrzanym i według mapy poszedłem zupełnie w inną stronę =) Godzinę zajęło mi dotarcie tam, gdzie trzeba. Wszystkie pomniki, miejsca pamięci, muzea itp. są głównie skoncentrowane wokół (i bezpośrednio na) ogromnego, wydeptanego zielonego pola. Na środku pola jest ogromna prostokątna kałuża o głębokości pół metra, znana mi z filmu Forrest Gump, kiedy biegł przez tę kałużę do Jenny na wiecu antywojennym =) wokół kałuży chodzą specjalni ludzie i wyławiają śmieci. (Swoją drogą o Forrestcie, we wszystkich dużych miastach nadmorskich spotykałem restauracje Bubba Gump) W drodze do centrum chińska sprzedawczyni oprócz kupionych przeze mnie jabłek dorzuciła banany za darmo. Połowę musiałem wyrzucić – przejadłem się =) Wszedłem do muzeum Indian, jednego ze słynnych muzeów Smithsonian. No dobra. Przed chwilą próbował ze mną zagadać pijany Turek, nie mogłem się skupić. Turek został usunięty i kontynuuję =) Krótko mówiąc – muzeum jest do bani, eksponatów jak na lekarstwo + są bezsensownie rozmieszczone + połowa w ogóle nie ma związku z Indianami. Za to wszelkiego rodzaju bajerów, podświetleń, „architektury” i muzyki – tego jest mnóstwo, wszędzie gdzie trzeba i gdzie nie trzeba, napchane. Kupiłem tam książkę ze zdjęciami i, jak podano w spisie treści, cytatami wodzów indiańskich, zapłaciłem $15... Potem poszedłem szukać Siedziby Zła. Budynek Rezerwy Federalnej USA łatwo znaleźć, wszystko jest blisko. Początkowo był plan rzucić w niego kamieniem. Ale po przybyciu na miejsce zdecydowałem, że strażnicy z M-16 (nie wiem, co to za karabiny mają teraz, ale w przeszłości grałem w Delta Force i tam tak to się nazywało=) no więc, ci strażnicy mogą pomyśleć, że rzuciłem granatem. Nie zrobiłem tego. Budynek naprawdę jest jak twierdza – mnóstwo gliniarzy, płoty, budki i kamery. Zapytałem: „czemu was tu jest tak dużo?” kobietę w mundurze. „Security is improved since 9/11” i uśmiecha się, suka =)) Uczciwie prosiłem ją o pozwolenie, żeby chociaż napluć na siedzibę zła. Nie wolno. Jeszcze wdrapałem się na pomnik Waszyngtona (200 metrów, za darmo, trzeba było tylko bilet wstępu wziąć wcześniej w specjalnej budce. Tam piszą datę wejścia, mi trafił się na 3 dni później). Zrobiłem zdjęcia z góry. Nakarmiłem wiewiórki jabłkiem, pierwszy raz widziałem tyle naraz, jest zdjęcie, gdzie jest ich 5 sztuk =) Kaczki też zaczęły jeść jabłko. Gdzieś tam zgubiłem swój przewodnik, Rough Guide to USA, kosztował mnie $30, ale najważniejsze, że zjeździłem z nim pod pachą całą Amerykę =(( Bardzo się zasmuciłem i resztę dnia próbowałem go znaleźć, obszedłem wszystkie miejsca, w

  • Zdjęcie z posta użytkownika Exchange
Emil NabiullinCzytaj
Dawno temu w Ameryce

Wstęp. Historia będzie opowiedziana z perspektywy 2 osób. Poznajmy się: Emil i Władimir. Nasze marzenie, aby pojechać do Ameryki, wreszcie się spełniło. Wcześniej nie udało się z powodu COVID-19. Pod zagrożeniem był i ten rok, ponieważ ambasada w Moskwie została zamknięta z powodu polityki. Rozdział 1. Początek Pewnego słonecznego czerwcowego dnia poinformowano nas, że istnieje możliwość otrzymania wizy w Meksyku. Nie zastanawiając się ani sekundy, każdy z nas się zgodził. I tak, 3 lipca nasza grupa licząca około 30 osób spotyka się na moskiewskim lotnisku Wnukowo. Ja (Emil) leciałem do Moskwy sam. Już na lotnisku zaczęliśmy się poznawać i rozmawiać. Pomyślnie przylecieliśmy do Meksyku, nadmorskiego miasta Cancún. Zorganizowano nam transfer do hotelu, który znajdował się 5 minut piechotą od Morza Karaibskiego. Wyszło nam przy okazji małe wakacje. Pohulawszy w Cancún przez kilka dni, polecieliśmy do Meksyku (Mexico City). Bardzo piękne i duże miasto. Zamieszkaliśmy 10 minut od ambasady USA. Spacerowaliśmy po mieście, zwiedzaliśmy atrakcje, poduczyliśmy się hiszpańskiego. Równocześnie przygotowywaliśmy się do interview. 7 lipca, pierwsza grupa ludzi idzie po wizę, ja (Emil) byłem w niej. Stoje w kolejce do konsula, maksymalnie skupiony, zimna głowa. Podchodzę do okienka, uśmiechając się witam się, dialog się rozpoczął. Zadał mi 3 pytania, na wszystkie odpowiedziałem szczegółowo. Usłyszałem upragnioną frazę: "Your visa is approved. Have a nice summer!". Byłem w tym momencie szczęśliwy, uświadomiłem sobie, że lata oczekiwań i ryzyko związane z Meksykiem nie poszły na marne, naprzód w stronę marzenia! Z naszej trzydziestoosobowej grupy wszyscy bez wyjątku otrzymali wizy. Wieczorem poszliśmy świętować nasz sukces. Rozdział 2. Ameryka Tak się złożyło, że do Ameryki poleciałem ja (Emil) sam, znalazłem korzystny bilet. Władimir i jeszcze 2 dziewczyny przylecieli tego samego dnia, lecz wieczorem. Mój lot był Mexico City–Cancún–Denver. Ląduję na lotnisku w Denver, wszędzie Amerykanie, wszyscy mówią po angielsku. Przyleciałem sam zdobywać Amerykę (ha-ha). Dowiedziałem się od miejscowych, jak najlepiej dostać się do miasta, wsiadłem w pociąg i pojechałem. Wysiadłem na Union Station, niedaleko centrum. Leciałem z jedną teczką bez walizek, więc byłem lekki. I tak spaceruję po centrum miasta, rozglądam się i po prostu się uśmiecham. Ale nie spacerowałem bez celu, szukałem miejsca noclegowego, ponieważ nasz pracodawca Elitch Gardens nie zapewniał nam zakwaterowania. Bardzo pechowa data, ponieważ w tych dniach odbywał się mecz wszystkich gwiazd w baseballu, i wszystkie motele i hostele były zajęte. Przeszedłem całe centrum, dzwoniłem po wszystkich możliwych opcjach, ale nic nie udało się znaleźć. Nastał wieczór, przylecieli Władimir i dziewczyny (od tego momentu narracja będzie prowadzona przez 2 osoby). Razem zastanawiamy się, co robić. Poważnie rozważaliśmy przenocować w kościele z miejscowymi bezdomnymi, ale dziewczyny nie chciały. Poszliśmy do parku, myśleliśmy, że może coś nam zaproponują, ale były zamknięte, nie było nawet ochrony. W końcu znaleźliśmy motel, ale wszystkie pokoje były zajęte. Uzgodniliśmy, że dadzą nam pokój, możliwe że służbowy, daliśmy jej gotówkę. Następnego dnia pojechaliśmy załatwiać się do Elitch Gardens. Zapytałem ich o zakwaterowanie, ale we wszystkich ich opcjach było sold out. Smutni wyszliśmy z parku. Dogonił nas mój supervisor Ricardo. Znalazł motel na początek, opłacił go za nas, umówiliśmy się, że zwrócimy po wypłacie. Radośni zameldowaliśmy się w motelu. Przy wejściu poznaliśmy miejscowego o imieniu Cezar, zagadaliśmy się z nim i poszliśmy na spacer, już bez niego. Tego dnia mieli właśnie przylecieć czterej inni goście z Rosji. Spotkaliśmy ich na stacji i poszliśmy spać 8 osób w pokoju na 4 osoby. W ciasnocie, ale bez urazy. Następnego dnia ci goście się wyprowadzili, a my poszliśmy imprezować przy basenie, tam poznaliśmy naszego dobrego czarnoskórego przyjaciela Alonso. W następnych dniach w tym motelu codz

5postów uczestników o Union Station — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko

Podobne w pobliżu

Podobne pod względem budżetu i blisko Union Station

Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę

Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu