Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Bern: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Bern, or Berne, is the de facto capital of Switzerland, referred to as the "federal city".

Bern · CC BY-SA 4.0

Teraz w mieścieBern+16 st. CBezchmurnie · zachód słońca 19:37zaktualizowano 10:47
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Kurs waluty0,82 CHFza 1 $CHF — waluta krajustan na 17 wrz 2026

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze gospodarzy oferujących darmowe zakwaterowanie — najbliższe miasto, w którym są dostępni:

Mediolan1139 hostów · 3 godz. 25 min
2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Brak ograniczeńBrak obowiązujących ograniczeń w podróżowaniu.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information on European Entry-Exit System (EES) (‘Entry requirements’ page).

Departament Stanu USAPoziom 1Wystarczy zachowanie zwykłych środków ostrożności — brak specjalnych zaleceń.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Reissued after periodic review with minor edits. Exercise normal precautions in Switzerland. Read the country information page for additional information on travel to Switzerland. If you decide to travel to Switzerland: Enroll in the Smart Traveler Enrollment Program (STEP) to receive messages and alerts from the U.S. Embassy and make it easier to locate you in an emergency.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
Bern Airport BRN5,5 km od centrum
EuroAirport Basel–Mulhouse–Freiburg BSL73 km od centrum
Zürich Airport ZRH101 km od centrum

Osoby, które tu były

Bagdaulet YerzhigitCzytaj
Mój wybór to Work and Travel

E.B. Yergaliuly Student 4. roku Kazachstańska Akademia Sportu i Turystyki Wydział Profesjonalnych Sportów Walki Opowiem o programie Work and Travel. Program Work and Travel to szansa dla studentów na podróżowanie, pracę, naukę nowych rzeczy, odwiedzanie popularnych miejsc i poznawanie kultury USA w ciągu 3 miesięcy. W marcu lub maju odbędzie się rozmowa z amerykańskim konsulem. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej musisz udowodnić, że wrócisz do Kazachstanu. Wielu studentów zostaje za granicą dzięki temu programowi. Wszystko, co musisz zrobić, to w pełni opłacić program i wyjechać na wakacje do USA. Wyjaśnię najważniejsze kwestie: po opłaceniu programu i rozmowie kwalifikacyjnej, aby zwiększyć szanse na brak odrzucenia, musisz nauczyć się angielskiego. Udział w programie jest dostępny dla każdego studenta, który ukończył 18 lat. Ten program to dla mnie wielka szansa; dzięki temu postępowi mogę spełnić swoje marzenie. Zawsze marzyłem o zostaniu zawodowym bokserem. Ameryka to ojczyzna zawodowych bokserów. Są tam silni bokserzy, a zawodowych sportowców bokserskich można znaleźć w USA. Uczę się nowych rzeczy i doskonalę swój angielski, uczestnicząc w tym procesie, co ma ogromny wpływ na moją przyszłą karierę. Ponieważ mogę się tam nauczyć nowego rodzaju zawodu. Dla mnie zwycięstwem jest rozpoczęcie własnego biznesu w Kazachstanie. Dzięki temu programowi osiągam wielkie sukcesy. Najpierw uczę się i doskonalę angielski. Pojadę do USA, co jest wielką szansą dla mnie, chłopaka ze wsi. Ciężko pracowałem, a potem osiągnąłem cel. Albo mogę nauczyć się zawodu i otworzyć własny. Myślę, że nowe środowisko i nowa kultura zmieniają mnie w nowego człowieka. Gdybym był szefem centrum wymiany studenckiej, oferowałbym studentom programu wiele zniżek i organizował różne gry. Miasta, które chcę odwiedzić w USA, to Nowy Jork i Los Angeles. Kiedy byłem na 3. roku, próbowałem aplikować do programu, ale nie udało mi się przejść, ponieważ mój angielski był słaby i nie byłem pewny siebie. Teraz jestem studentem 4. roku Akademii Sportu i Turystyki. W tym roku wróciłem do programu. Myślę, że w tym roku wszystko będzie inaczej. Pozwólcie, że opowiem wam o moim ulubionym bokserze, Mannym Pacquiao. Manny Pacquiao przygotowywał się w klubie bokserskim Wild Card. Legendarny trener Freddie Roach przygotował i wychował wielu mistrzów. Wśród nich są Amir Khan, Bernard Hopkins, Miguel Cotto, Mickey Rourke, Oscar De La Hoya, Władimir Kliczko, Manny Pacquiao. Trener, który przygotował i wychował gwiazdy zawodowego boksu. Krótka biografia Freddiego Roacha Przez kilka lat pracował jako asystent Eddiego Futcha. Obecnie Roach ma własną siłownię, klub bokserski Wild Card w Los Angeles, gdzie pracuje ze swoim bratem Pepperem. W trakcie swojej kariery Roach współpracował z wieloma wybitnymi sportowcami. Największy sukces odniósł z filipińskim bokserem Mannym Pacquiao. W swoim czasie był zawodowym bokserem. Freddie Roach cierpi na chorobę Parkinsona, tę samą, na którą cierpiał słynny Muhammad Ali. Teraz wrócę do mojego ulubionego boksera Manny'ego Pacquiao, filipińskiego boksera, mistrza świata w 8 kategoriach wagowych. To nie tylko mistrz, ale człowiek, który zrobił wiele dobrego, budując wiele domów w swoim kraju. Kiedy boksował, przestępczość na Filipinach ustała, a obywatele jego kraju nazywali to "efektem Pacquiao". Mój ulubiony sportowiec to właśnie ten bokser. Chcę odwiedzić salę Wild Card znajdującą się w Los Angeles. W tej sali trenują nasi kazachscy bokserzy: Aidar Sharibayev, Aidos Yerossynovich, jest też kilku innych kazachskich bokserów amatorów, którzy odwiedzili USA. Chcę zrobić zdjęcie, żeby zobaczyć tę salę na własne oczy. Trenują tu zawodnicy UFC, tacy jak Tony Ferguson. To słynna sala bokserska. Miejsca, które chcę zobaczyć w USA, to pomnik Gór Skalistych, Hollywoodzka Aleja Sław, i ogólnie chcę odwiedzić te popularne miejsca. Podsumowanie: Program Work and Travel daje studentom więcej możliwości odwiedzenia USA w celu nauki języka angielskiego i poprawy umieję

  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit
  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit
  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit+1
Bagdaulet YerzhigitCzytaj
Mój wybór to program Work and Travel

MÓJ WYBÓR TO PROGRAM WORK AND TRAVEL E.B. Yergaliuly Student 4. roku Kazachska Akademia Sportu i Turystyki Wydział Profesjonalnych Sportów Walki Chcę podzielić się informacjami o programie Work and Travel. Program Work and Travel to szansa dla studentów na podróżowanie, pracę, naukę nowych rzeczy, zobaczenie Ameryki, odwiedzenie słynnych miejsc i poznanie kultury USA podczas 3-miesięcznych wakacji. Rozmowa z konsulem USA odbywa się w marcu i maju. Podczas rozmowy musisz udowodnić, że wrócisz do Kazachstanu. Wielu studentów zostaje tam dzięki temu programowi. Jeśli wykonasz wszystkie szczepienia zgodnie z zasadami i w pełni opłacisz program, możesz śmiało jechać na wakacje do USA. Jeśli mam wyjaśnić najważniejszą rzecz, to po opłacie kluczową częścią jest rozmowa kwalifikacyjna; wszystko od niej zależy, a szansa na niepowodzenie jest duża, więc trzeba uczyć się angielskiego. Udział w programie to szansa dla każdego studenta, który ukończył 18 lat. Ten program to dla mnie ogromna szansa; dzięki niemu mogę spełnić swoje marzenie. Zawsze marzyłem o zostaniu zawodowym bokserem. Ameryka to ojczyzna zawodowych bokserów. Są tam silni bokserzy i w USA można spotkać zawodowych sportowców bokserskich. Uczestnicząc w programie, nauczę się nowych rzeczy i poprawię swój angielski, co będzie miało ogromny wpływ na moją przyszłą karierę. Ponieważ mogę tam nauczyć się nowego zawodu i przywieźć go do Kazachstanu. Jeśli rozpocznę własny biznes w Kazachstanie, będzie to dla mnie zwycięstwo. Dzięki temu programowi osiągnę wielki sukces. Po pierwsze, nauczę się i poprawię swój angielski. Pojadę do USA; dla mnie, chłopaka ze wsi, to ogromna szansa. Mogę dobrze pracować, a nawet się ożenić. Albo mogę nauczyć się jakiegoś biznesu i otworzyć własną firmę. Myślę, że nowe środowisko i nowa kultura zmienią mnie jako człowieka. Gdybym był szefem w centrum wymiany studenckiej, dawałbym studentom jak najwięcej zniżek. Organizowałbym różne gry, aby zwiększyć zainteresowanie studentów. Nie wyobrażam sobie, jak program zmieni się za 20-50 lat. Ale myślę, że studentom będzie łatwiej tam pojechać. Myślę, że program wymiany studenckiej będzie się dobrze rozwijał w przyszłości. Myślę, że liczba studentów wzrośnie. Ponieważ program jest bardzo skuteczną szansą na wyjazd do USA i udowodnienie swojej wartości. Mogę powiedzieć, że to bilet do nowego życia. Miasta, do których chcę podróżować w USA, to Nowy Jork i Los Angeles. Próbowałem aplikować do programu na 3. roku, ale nie udało mi się przejść, ponieważ mój angielski był słaby i byłem niepewny siebie. Więc teraz studiuję na 4. roku w Akademii Sportu i Turystyki. Teraz w tym roku ponownie złożyłem wniosek do programu. Myślę, że w tym roku wszystko będzie inaczej. Pozwólcie, że opowiem o moim ulubionym bokserze, Mannym Pacquiao. Manny Pacquiao trenował w klubie bokserskim Wild card. Trener Freddie Roach wyszkolił wielu mistrzów. Wymienię kilku: Amir Khan, Bernard Hopkins, Miguel Cotto, Mickey Rourke, Oscar De La Hoya, Władimir Kliczko, Manny Pacquiao. Trener, który wyszkolił gwiazdy zawodowego boksu. Krótka biografia Freddiego Roacha: Przez kilka lat pracował jako asystent Eddiego Futcha. Obecnie Roach ma własną siłownię, klub bokserski Wild card w Los Angeles, gdzie pracuje ze swoim bratem Pepperem. W swojej karierze Roach pracował z wieloma wybitnymi sportowcami. Największy sukces osiągnął z filipińskim bokserem Mannym Pacquiao. Sam również był kiedyś zawodowym bokserem. Freddie Roach cierpi na chorobę Parkinsona, tę samą, na którą cierpiał słynny Muhammad Ali. Teraz wrócę do mojego ulubionego boksera, Manny'ego Pacquiao, filipińskiego boksera, który jest mistrzem świata w 8 kategoriach wagowych. To nie tylko mistrz; to człowiek, który zbudował wiele domów w swoim kraju i zrobił wiele dobrego. Kiedy walczy, na Filipinach ustają kradzieże i chuligaństwo; obywatele jego kraju nazywają to „efektem Pacquiao”. Ten bokser to mój ulubiony sportowiec. Chcę pojechać do tej siłowni Wild card, która znajduje się w Los Angeles

  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit
  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit
  • Zdjęcie z posta użytkownika Bagdaulet Yerzhigit+3
USAblogi · Czytaj
Portland, Maine

W końcu spotkaliśmy się na dworcu autobusowym na Manhattanie, usiedliśmy w kawiarni, otworzyliśmy mapę i zastanawialiśmy się, dokąd pojedziemy (tak, mieliśmy job offer, oczywiście, ale od razu zdecydowaliśmy, że tam nie pojedziemy). Byliśmy już w kolejce po bilety, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy dokąd, i nagle usłyszeliśmy, że obok chłopaki rozmawiają o jakimś Portland, więc zapytaliśmy, co to za miasto, a oni powiedzieli, że nieźle płacą i miejsce też jest niezłe. Tak właśnie trafiliśmy do Portland (jechaliśmy prawie dobę). Wyszliśmy z autobusu... dokąd pójdziemy? Chodźmy w prawo. Dobra. Rzeczy nie mieliśmy dużo, tylko plecak na ramionach. No i poszliśmy w prawo. Po drodze pytaliśmy przechodniów o pracę, o mieszkanie. Natknęliśmy się na kościół baptystów, weszliśmy i zapytaliśmy o to samo. Powiedzieli, że pomogą, i zaczęli nas oprowadzać po całym mieście, po jakichś domach socjalnych, ale to nie dało rezultatów. Wtedy zdecydowali się pójść do gubernatora stanu (miasto Portland, stan Maine). Okazała się wspaniałym człowiekiem, powiedziała, że pomogą nam znaleźć i mieszkanie, i pracę, ale przedtem zadzwoniła do IEC.Exchange w Nowym Jorku, podała słuchawkę, a tam po rosyjsku: co wy robicie? Jak to? Gdzie macie job offer? ...w skrócie, powiedzieli nam, że jutro wszystko znajdą (nie kłamię, szczerze). Wyszliśmy na ulicę i postanowiliśmy kontynuować poszukiwania, po całodniowym chodzeniu my (Ja, Oksana, Olya i Slava) doszliśmy do wniosku, że nam się tu nie podoba, jakoś chłodnawo. Wróciliśmy (było daleko) na przystanek autobusowy, ale oczywiście autobusy już nie kursowały. Nie problem, naprzeciwko był hotel, skierowaliśmy się tam (wspaniałe apartamenty, w europejskim stylu). Chcieliśmy zaoszczędzić, wziąć jeden pokój, a potem tylnym wejściem, nie wyszło, było zamknięte. Dobra, poszliśmy tak po prostu, powiedzieliśmy, że jesteśmy studentami, na jeden dzień – zrobili nam zniżkę. Rano na dole, w holu było śniadanie. Nabraliśmy śmiałości i wzięliśmy różne bułeczki i owoce na parę dni (oczywiście to nieładnie i... ale pieniądze się kończyły, jesteśmy studentami i jeszcze nie zdecydowaliśmy do końca, gdzie się zatrzymamy). Postanowiliśmy pojechać na południe, bliżej oceanu.

  • Zdjęcie z posta użytkownika USA
Welcome to Americaguest_15667 · Czytaj
Gloucester, Massachusetts

Gloucester - najstarszy port morski Ameryki Miasto oficjalnie nosi ten tytuł, co jest główną atrakcją dla turystów. To typowy przedstawiciel jednokondygnacyjnej Ameryki, ale wciąż ma rybacki klimat. Obecnie rybołówstwo stopniowo odchodzi w przeszłość. Najpopularniejszą rybą w tych stronach jest striper. Bardzo smaczna. Peter zarabia trochę pieniędzy na rybołówstwie - sprzedaje ryby na specjalnej aukcji. Ale mówi, że prawie wszystko idzie na utrzymanie łodzi. A wcześniej w tych miejscach łowiono tuńczyka - jedna ryba była warta nawet 20 000 $ !!!!! i trzeba było ją wyciągać, będąc przypiętym do siedzenia przez cały dzień, aż się zmęczy. Bardzo polecam wyjazd tam wszystkim, którzy lubią wędkowanie. Nawiasem mówiąc, film "Gniew oceanu" (The Perfect Storm) oparty jest na wydarzeniach, które miały miejsce w okolicach Gloucester i zawiera sceny kręcone w tym mieście. Jeden z naszych współpracowników opowiadał, że w latach siedemdziesiątych w Gloucester aresztowano rosyjski statek handlowy. Stał w porcie przez kilka miesięcy, a CIA nie pozwalała marynarzom wychodzić na brzeg. Udało mu się przekazać im kilka nagrań muzycznych -) Sailing (Żeglarstwo) Żeglowałem łodzią z Gene'em. Mieszkał z nami na kempingu. Świetny facet - przypomina Robinsona Crusoe. Gene studiował fizykę jądrową na MIT, ale rzucił studia i całe życie pracuje w Bostonie jako taksówkarz. Jego łódź nazywa się "Doctor". Kupił łódź, zaczął ścierać starą nazwę. Zostały pierwsze 3 litery, nie chciało mu się ścierać dalej i dopisał pierwsze słowo, które przyszło mu do głowy. Płynęliśmy najpierw z Gloucester wzdłuż rzeki Little do oceanu na silniku, a potem podnieśliśmy żagiel i dopłynęliśmy do Newburyport. Swoją drogą, nie wiedziałem, że przyczyną ruchu żaglówek jest prawo Bernoulliego, które unosi samoloty w powietrze - myślałem, że wiatr po prostu wypełnia żagle... Z pogodą, czyli wiatrem, mieliśmy szczęście - udało się rozpędzić do 9 mil na godzinę. Ale fale oceanu zawiodły. Nie tym razem, ale w ogóle. Chciałem posurfować, ale przez całe lato !!! nie doczekaliśmy się fal. Pamiętam, że ciekawiło mnie, z kim przyjdzie mi pracować w Ameryce. Na zdjęciu od lewej do prawej: Nikita, Matt, Vlad, Phil Phil - ma 40 lat, ale z wyglądu można dać mu 30. Bardzo dobry człowiek. Jeździ ciężarówkami, a my z Vladem najczęściej z nim pracowaliśmy. Pod koniec lata zostaliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Marshall - "Whom do you want to take?" Phil - "I'll take the Red Army" -) Bardzo często opowiadał o swojej dziewczynie Sarze, która ma 20 lat i z której jest bardzo dumny. Można było wywnioskować, że jest pięknością. Kiedyś poszliśmy razem gdzieś i okazało się, że Sara jest niedopuszczalnie grubą dziewczyną. Następnego dnia w pracy Phil zapytał, czy Sara mi się podobała. Odpowiedziałem niepewnie "tak". A Phil powiedział - "tylko tak mówisz". No a co miałem odpowiedzieć? Pewnie naprawdę ją kocha. Jeśli uda mi się jeszcze raz być w Ameryce, na pewno wpadnę go odwiedzić. Jerom - też około 40 lat. Początkowo go nie polubiłem. Potem okazało się, że niesłusznie. Spokojny, inteligentny człowiek. Pisze doktorat z etyki. Mówi, że ma bardzo duże długi z powodu czesnego. Był taki przypadek. Nikita zapytał go, czy to prawda, że jedzenie z McDonald's w Ameryce nazywa się "Monkey food". Słowa Jeroma - "Nie wiem dokładnie, ale przy mnie lepiej tak nie mów. Bo najprawdopodobniej Monkey oznacza, że to jedzenie dla czarnych." I pokazał w portfelu zdjęcie swoich dzieci. Okazało się, że Jerom ma troje adoptowanych czarnych dzieci. Chip - pracuje w tej firmie najdłużej - 20 lat (pozostali pracują od niedawna - skład ciągle się zmienia). Dostaje najlepsze zamówienia. Wesoły, starzejący się rockman, ale trochę mętny. Shawn - około 55 lat. Wcześniej miał własny biznes związany z architekturą krajobrazu - zbankrutował z powodu wzrostu cen benzyny. Nieprzyjemny typ. Do tego zupełnie niekompetentny w pracy jako tragarz -) Kierowcy się skończyli - dalej Mouse i reszta Mouse - około 60 lat. Mouse - to pseudonim - nazwis

  • Zdjęcie z posta użytkownika Welcome to America
  • Zdjęcie z posta użytkownika Welcome to America
  • Zdjęcie z posta użytkownika Welcome to America
guest_16007Czytaj
Los Angeles, Kalifornia

No cóż, w końcu dotarliśmy na lotnisko w LA. Chcę od razu ostrzec, że narracja będzie prowadzona w nieco innym tonie, ponieważ będzie to punkt widzenia mężczyzny))) Zacznijmy od tego, że jestem już doświadczonym uczestnikiem (w końcu jadę drugi raz, pierwszy raz byłem w NY i Ocean City w stanie MD, przygód było mnóstwo, od nocowania gdzie popadnie w Brighton, po starcia z Afroamerykanami w Harlemie itd., ale to inna historia) i jak tylko przyjechaliśmy, wszyscy zaczęli pytać, co dalej... i tu jest problem, sam nie wiem, co robić)) Wszyscy razem zdecydowaliśmy się wynająć samochód!! Tylko 140 dolców za tydzień, a samochód to RIO – mały, niepaliwożerny i bardzo wygodny, dokładnie to, czego potrzebują rosyjscy studenci. [URL=http://radikal.ru/F/i073.radikal.ru/0810/2c/63d6dcda0f89.jpg.html][IMG]http://i073.radikal.ru/0810/2c/63d6dcda0f89t.jpg[/IMG][/URL] Ponieważ nie znając ani struktury miasta, ani żadnych atrakcji, pojechaliśmy tam, gdzie oczy poniosą... trochę pobłądziwszy (przy okazji kłócąc się, w którą stronę jechać), trafiliśmy do prawdziwego raju)) Był wczesny poranek, ciepłe słoneczko i dotarliśmy do oceanu!!! Trzeba było to zobaczyć i poczuć, chciało się krzyczeć z radości!! No w końcu, teraz poczujemy Amerykę naprawdę, tak bardzo chciałem, żeby chłopaki, którzy byli ze mną (mój brat i moja dziewczyna), zakosztowali tego klimatu... i żeby nigdy nie chcieli wracać do Rosji, albo przynajmniej żeby wspominali ten czas przez długie lata, zawsze z ciepłem w duszy... Nikt z nas nie odważył się kąpać, bo był poranek i woda była, trzeba przyznać, dość zimna, ale usiedliśmy, żeby się opalać i od razu spaliliśmy się jak raki))) Drugim punktem naszej podróży stał się dom Marilyn Monroe!! Do tej pory żałuję, że aparat zepsuł się jeszcze w Nowym Jorku(( Zauważę, że Marilyn mieszkała w jednej z najcichszych i jednocześnie najbardziej luksusowych dzielnic LA, Brentwood (nawiasem mówiąc, uwielbiany przez nas wszystkich gubernator CA również mieszka w Brentwood, a także Lindsay Lohan i wielu innych). Długo szukaliśmy jej domu, bo Alinka pamiętała go tylko z pamięci, ale wkrótce spotkaliśmy starszą parę (w Ferrari, jednym z absurdów USA jest to, że starsi ludzie często jeżdżą tu superkarami lub w ostateczności Corvette'ami, ogólnie sytuacja odwrotna niż w Rosji). Okazało się, że byli jej rówieśnikami, a nawet ją znali)) to oni pomogli znaleźć ten dom. Był ogrodzony ogromnym płotem (i nie mogliśmy wejść do środka), ale było to na swój sposób interesujące i trochę przerażające... ponieważ właśnie w tym domu zmarła... w niewyjaśnionych okolicznościach. Alinie było tam bardzo strasznie, mówiła, że miała wrażenie, jakby Monroe zaraz miała wyjść zza rogu... Potem nie myśleliśmy już o niczym innym jak o Hollywood i Alei Gwiazd... moim zdaniem to marzenie prawie każdego Rosjanina wychowanego na filmach ze Schwarzeneggerem i Stallone'em (pamiętacie, był tam jeszcze taki nosowy tłumacz?))))).... będę kontynuował nieco później.... Niewielu wie, że wcześniej napis Hollywood wyglądał nieco inaczej i nazywał się inaczej: Hollywoodland. Ale podczas huraganu w 1944 roku napis LAND został uszkodzony i zdemontowany. (W rzeczywistości wokół tego napisu jest mnóstwo ciekawych historii, swego czasu zamiast Hollywood było napisane HOLLYHEMP (co tłumaczy się na rosyjski nie inaczej jak Hollywoodzka Trawka lub Haszysz, komu jak wygodniej) w związku z nowym prawem stanowym dotyczącym marihuany. KTO NIE WIERZY, MOŻE ZOBACZYĆ NA WIKIPEDII!!!!) Również z tego napisu dokonywano samobójstw i wjeżdżano w niego samochodem, tak tak tak! Kogo to interesuje, może przeczytać pełną historię pod adresem http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%BD%D0%BA_%D0%93%D0%BE%D0%BB%D0%BB%D0%B8%D0%B2%D1%83%D0%B4%D0%B0#.D0.98.D0.B7.D0.BC.D0.B5.D0.BD.D0.B5.D0.BD.D0.B8.D1.8F_.D0.B7.D0.BD.D0.B0.D0.BA.D0.B0 Ale wróćmy do nas. Hollywood nie przywitało nas tak, jak oczekiwaliśmy... Na początku wydawało mi się, że to jedno wielkie wysypisko śmieci pełne bezdomnych i czarnych. "W moim wyobrażeniu"

  • Zdjęcie z posta użytkownika guest_16007
  • Zdjęcie z posta użytkownika guest_16007
ravikCzytaj
Na wszystko przychodzi czas

STARA GWARDIA Nie bierzcie tego za reklamę. Chociaż... co (jak powiedzieliby Ukraińcy) grzechu nie wyznać! Dla mnie to po prostu wielkie wydarzenie! Sylvester Stallone kręci nowy film „The Expendables”! Będzie cholernie ciekawie zobaczyć. Chociaż w takich przypadkach zawsze istnieje obawa przed rozczarowaniem. Z drugiej strony, Stallone w ostatnich latach nigdy nie zawiódł moich oczekiwań. Wręcz przeciwnie! Zrobił wszystko nawet lepiej, niż mogłem przypuszczać. Dlatego mu ufam i pójdę na każdy film, który nakręci, z dowolną fabułą i obsadą. A Z TAKĄ OBSADĄ!!! Nawet Arnold Schwarzenegger zrobi wyjątek dla Sylvestra, wracając do kina! A przecież przez ponad pięć lat, odkąd został gubernatorem Kalifornii, nie zagrał w żadnym filmie. Co ciekawe, zagra samego siebie — gubernatora Kalifornii. Film opowiada o próbie zamachu stanu w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej przez grupę najemników. Reżyserem i scenarzystą filmu jest sam Stallone. Zagra również jedną z głównych ról. W projekcie biorą udział także Eric Roberts, Mickey Rourke, Jet Li, Jason Statham, Dolph Lundgren i Forest Whitaker. Po prostu konstelacja aktorów! OSTATNIE WYDARZENIA Aleksiej odpłynął statkiem dziewiętnastego lutego. O pierwszej po południu zadzwonił, żeby się pożegnać, informując, że „Akademik Fiodorow” przepłynie obok Sea Point za około dziesięć minut. Poszedłem na brzeg, żeby ich pożegnać. Byli już w dość dużej odległości od nas i oczywiście nie mogłem dostrzec ludzi na pokładzie. Mimo to pomachałem im na pożegnanie, życząc dobrej podróży. W piątek Kirill i ja wybraliśmy się w piękne miejsce. Niedawno był tam w nocy samochodem z kolegami z pracy. Byli tam nad jakimś stawem, który według Kirilla jest niezwykle uroczy. I skąd roztacza się oszałamiający widok na miasto. — Byłem w szoku, kiedy tam byłem! — opowiadał z entuzjazmem Kirill. — Nie wiedziałem, że jest tu takie fajne miejsce! Kirill powiedział, że ten staw na pewno znajdziemy sami. Przed naszą wyprawą opowiedziałem o tym Kristinie i wyraziła chęć pójścia z nami. I tak, w piątek od dziesiątej rano do drugiej po południu włóczyliśmy się po Signal Hill, próbując znaleźć to tajemnicze miejsce, co jest bardzo dziwne, bo wcześniej go nie widziałem, mimo że zwiedziłem już trzy góry i nie widziałem tego stawu ani z boku, ani z góry, ani z dołu. Nasze wysiłki, by znaleźć staw, nie zakończyły się sukcesem, co najbardziej zdziwiło Kirilla — naszego Susanina. Jednak nie byliśmy zbyt smutni, bo i tak dobrze spędziliśmy czas w swoim towarzystwie. A wieczorem tego samego dnia Kirill i ja poszliśmy na basen pod gołym niebem — ten sam, gdzie na Boże Narodzenie SASTS zorganizowało imprezę, na którą nie dotarłem. Pamiętacie moją opowieść o tym? Spędziliśmy tam około trzech godzin: pływaliśmy, opalaliśmy się, rozmawialiśmy o tym i owym... Aż nagle... — Dzień dobry! — odezwał się siedzący niedaleko starszy pan, przysłuchując się naszej rozmowie i orientując się, że mówimy po rosyjsku. Już dawno przestałem się dziwić spotykaniu rodaków za granicą. Kirill też często spotyka turystów słowiańskiego pochodzenia na Waterfront. — Dzień dobry! — przywitaliśmy go. Porozmawialiśmy, po czym ze zdziwieniem odkryliśmy, że dziadek jest Francuzem! A rosyjskiego się nauczył, i to tylko trochę. Niemniej jednak mówił czysto, bez żadnego akcentu. Dlatego w pierwszych minutach rozmowy wzięliśmy go za rodaka. — A co wy tu robicie? — zainteresowaliśmy się. — We Francji zimą jest mi zimno! Każdej zimy przyjeżdżam do Kapsztadu i mieszkam tu przez trzy miesiące. — Świetnie! A czy potrzebujecie do tego wizy? — Nie. Kupiłem bilet i przyjechałem! — Fajnie! A nam na razie jest potrzebna! Opowiedzieliśmy mu o nas. Bardzo ciekawie było z nim porozmawiać i tak niezwykle było spotkać w RPA Francuza mówiącego po rosyjsku. Opowiedział, że swego czasu kilka razy latał do Moskwy. Raz spędził tam całe dwa tygodnie. Mówi, że za każdym razem podziwia piękno rosyjskiej stolicy! I że bardzo lubi Moskwę. Mówi też, że był w Kijowie. Pojechał tam samochodem. Kijów też

  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik+2
IEC Moscowguest_15009 · Czytaj
Znowu jemy!

(Dedykowane wszystkim McDonald's, które minęliśmy, ale do których nie weszliśmy.) Jesteśmy jednak słabymi kierowcami ciężarówek. Z Myrtle Beach dojechaliśmy tylko do Cocoa Beach – nie dotarliśmy do Miami, jak planowaliśmy. Ale południem – w sensie latem – już wszędzie pachnie. („Południe” w sensie amerykańskiego obszaru kulturowo-geograficznego w zasadzie minęliśmy, przenosząc się na Florydę z Georgii. Choć George W. Bush wygrał wybory na drugą kadencję dzięki hrabstwu Miami-Dade, a także dzięki temu, że jego brat Jeb był w 2004 roku gubernatorem Florydy, to jednak nie ma tu takiej liczby kościołów i „rednecków”, o których już wspominałam. A w ogóle, początkowo Floryda należała do Hiszpanii, a potem do Meksyku, a nie do Wielkiej Brytanii.) Krótko mówiąc: ulewny deszcz, który zmusił nas do zwolnienia do 45 mil na godzinę zamiast 70, jaki zdarza się tylko na południu; rośliny napęczniałe od wilgoci; bagienka – na pewno z komarami, a może i z krokodylami. Wszystko tak, jak powinno być. Ale mimo wszystko zatrzymaliśmy się w hotelu na noc. Rano obiecują nawet darmowe śniadanie! Jeszcze Irina i Lena aktywnie próbowały namówić mnie, żebym napisała coś szokującego na blogu, więc muszę się przyznać: chyba mam nieważne prawo jazdy. Miejmy nadzieję, że nie zatrzymają nas znowu za przejechanie znaku „stop”. Jeszcze: Marina wczoraj trochę wypiła i prosiła – bardzo żałośnie i długo – żeby zajechać do McDonald's, ale zgubiliśmy się i pojechaliśmy do zupełnie innego miasta z Myrtle, i błądziliśmy tam do 3 nad ranem – przy czym nawet nie po pijaku. Co jeszcze? Bardzo chce mi się zażartować w stylu magazynu Stars, który czytamy w wolnym czasie (coś o tym, że wszyscy jesteśmy tak naprawdę nieślubnymi dziećmi Brada Pitta), ale jakoś wychodzi bardzo głupio. W ogóle zrozumieliście; jesteśmy normalnymi, fajnymi ludźmi. I tyle.

35postów uczestników o Bern — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu