-Hej bracie! Co słychać? -Nieźle, dobrze, a u ciebie? -Obraziłeś się? Wiesz, są rzeczy, z którymi nie da się walczyć. Takimi rzeczami w twoim życiu będzie napływ jakiejś narodowości w ramach programu. Naszą restaurację można było nazwać "Rumuńsko-amerykańską beczką z bułgarsko-uzbecko-afrykańską łyżką dziegciu, oj, marmolady". Cóż, z Amerykanami wszystko jest jasne. W miejscach, gdzie będziesz pracować, Amerykanie z natury są często wolniejsi od ptaków. Z sezonu na sezon jeżdżą po różnych stanach i pracują tam, gdzie w danej chwili jest lepiej. Rzadko zostają w jednym miejscu dłużej niż jeden sezon (no, poza miejscowymi). Uzbecy - 2 egzemplarze. Ja i jeszcze jeden kucharz. Oboje jesteśmy z tej samej uczelni, ale wcześniej się nie znaliśmy. Choć mieszkając w jednym pokoju, oczywiście zbliżyliśmy się. Bułgarzy - 3 egzemplarze. Jewgienij, Mirosława i jeszcze jedna dziewczyna. Jewgienij później stał się moim najlepszym przyjacielem wśród wszystkich miejscowych. Zbliżyliśmy się do siebie znacznie bardziej niż do innych. Afrykańczyk - 1 cichy egzemplarz. Tak cichy, że nawet nie zrozumiałem dokładnie, skąd jest. I... Rumuni... Na początku około 15 egzemplarzy bezczelnych młodych ludzi, którzy między sobą ciągle mówili tylko w swoim ojczystym języku, co oczywiście denerwowało resztę. Na początku ich w ogóle nie było, a potem w połowie czerwca skończyły się u nich studia na uniwersytetach i zaczął się napływ. Razem z nimi przyjechał jeszcze jeden afroamerykański chłopak. Pamiętam swoją radość: -O, Sam, przynajmniej ty nie jesteś z Rumunii! -Cóż, właściwie jestem z Nigerii, ale studiuję w Rumunii. I on też mówił po rumuńsku. I tak na początku długo z nimi walczyliśmy, próbowaliśmy zmusić ich, żeby przynajmniej przy nas mówili po angielsku, tłumacząc to tym, że jaki jest sens przyjeżdżać do Stanów, żeby żyć tu jak w Bukareszcie. No i jak myślisz, co się stało w końcu? Wydaje się, że prawie cały akademik pokochał ten język i zaczął w nim mówić. Jak powiedziałem powyżej, będą rzeczy, z którymi bezużytecznie jest walczyć. W twoim przypadku może to być każda inna narodowość. U mnie byli to Rumuni. I teraz w ogóle chcę pojechać do Bukaresztu, bo tęsknię za moimi przyjaciółmi stamtąd. Ale warto zauważyć, że ci, z którymi spędzałem dużo czasu, również uczyli się rosyjskiego, tak jak ja rumuńskiego. To jeden z plusów programu Work and Travel, że jedziesz nie tylko pracować, poprawiać angielski itp., ale także rozwijać wiedzę i umiejętności na temat innych narodowości/kultur/języków/zwyczajów. Dlatego Rada nr 15: Korzystaj z tej możliwości.

Bukareszt: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026
Bucharest is the capital and largest city of Romania. The metropolis stands on the River Dâmbovița in south-eastern Romania.
Dojazd i zakwaterowanie
Loty, lotniska, hosty i wynajem
Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.
2 źródła · Stan na 18 września 2026
Wizy i kwestie praktyczne
Wybierz paszport
Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.
Bezpieczeństwo i zdrowie
Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne
Dojazd
Lotniska, odległości i transport publiczny
Osoby, które tu były
Powrót do Nowego Jorku odbył się 4 października z jedną z rumuńskich dziewczyn na sąsiednich lotach. Na lotnisku postanowiłem zostawić bagaż na dobę, a sam razem z dziewczyną wybrałem się do miasta, mając jasną misję - dowieźć ją do punktu docelowego w mieście, ponieważ ja już tu byłem, a ona nie. Punktem docelowym był hotel w centrum Manhattanu, gdzie zatrzymali się nasi dwaj koledzy z Addis i ich przyjaciel. Dotarłszy tam, zostawiliśmy rzeczy i skierowaliśmy się do Columbus Circle, aby spotkać jeszcze dwoje naszych byłych kolegów. Tak, znowu jestem otoczony Rumunami. Jakbym w ogóle nie wyjeżdżał. Z Bukaresztu, do Bukaresztu, Bukaresztem poganiając. No więc zdecydowaliśmy, że ja będę nocował u kolegów, których spotkaliśmy przy Columbus, a oni nocują u cioci w Bronksie. Bronks, żebyście wiedzieli, to obrzeża Nowego Jorku. Najdalsza część. Do tego zostawiłem swój plecak w pokoju u koleżanek, musiałem wracać, a potem dopiero metrem jechać do Bronksu. Tutaj być może przereklamowałem transport miejski, bo bardzo długo tam jechaliśmy. Albo pociągi nie jechały, albo były odwołane, albo coś w tym stylu. Potem odkryli, że możemy teraz wysiąść, dojść pieszo do innej stacji i stamtąd prosto dojechać bez przesiadek. No dobrze, nawet ich nie słucham, po prostu milcząc idę. Patrzę, jakoś ciemno wokół. Kilka minut później zrozumiałem, że idziemy przez Harlem. Dla tych, którzy nie wiedzą - Harlem to czysto afroamerykańska dzielnica w Nowym Jorku i trzem białym obcokrajowcom o pierwszej w nocy na pewno nie warto się tam pokazywać. Jeden z nas, Radu - z natury jest trochę raperem i bardzo lubi takie klimaty. I wiecie, nawet był szczęśliwy, że jesteśmy w takiej dzielnicy. Wokół ani jednego policjanta, ciemno, dziwni ludzie, a on się dobrze bawi. Szczerze mówiąc, było jakoś przerażająco. Nawet stojąc na stacji metra, nie czułem się bezpiecznie, kiedy obok nas przy ławce na kolanach siedzieli jacyś narkomani w kółku i robili coś dziwnego. Ogólnie, załapaliście Wskazówkę nr 20, tak? Do tego wszystkiego mieliśmy wielkie "szczęście" i nasz pociąg pojechał jako ekspres, mijając naszą stację z powodu jakichś prac remontowych. Musieliśmy wracać z końcowej stacji. Do domu dotarliśmy około drugiej w nocy i prawie od razu padliśmy spać. 5 października. Chodzi o to, że nawet do domu nie mogę normalnie dojechać :D Ale udało mi się wyłączyć rano budziki i zaspać. Mój lot był o 15:00, ale na nasze linie lotnicze lepiej przybyć 3 godziny wcześniej. Do tego chciałem po drodze wpaść do swojego przyjaciela. A tu obudziłem się, wyłączyłem budzik i od razu zasnąłem. A potem otwieram oczy - godzina 10. Telefon na wyciszeniu rozrywa się, do tego stopnia, że mama dzwoniła do mnie międzymiastowo, a oprócz tego jeszcze Viber, Facebook, Telegram, SMS itd. W skrócie, wyskoczyłem, ubrałem się i wyleciałem najszybciej jak się dało, bo jechać trzeba długo. Najśmieszniejsze jest to, że po drodze jeszcze przypadkiem zabrałem zegarek cioci przyjaciela, który leżał obok moich rzeczy. Pobiegłem z powrotem - oddałem, a potem do metra. Jechałem 2,5 godziny i przyjechałem na lotnisko o 12:30 - w sam raz. Zarejestrowałem się, oddałem bagaż i poszedłem na dół, do sklepów. Zjadłem na koniec w McDonaldzie. No, właściwie to tyle. Czas do domu. To była szalona przygoda, ale chyba na razie wystarczy. Nawet trochę chciało mi się do domu. Teraz czekało mnie 15-17 godzin lotu powrotnego, które minęły znacznie szybciej niż te początkowe. Strasznie żal było opuszczać ten kraj, ale wiem, że na pewno wrócę.
Podobne w pobliżu
Podobne pod względem budżetu i blisko Bukareszt
≈ 30 min drogiSektor 6- Miesiąc
- ≈ 714 $
- Odległość
- 7,2 km
≈ 4 godz. drogiSzkodra- Miesiąc
- ≈ 595 $
- Odległość
- 596 km
Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę