Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Tanta: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Tanta is a city in Egypt. It had a population of 530,000 in 2024, making it the seventh most populous city in Egypt.

Tanta · CC BY-SA 4.0

Teraz w mieścieTanta+33 st. CPochmurno · zachód słońca 18:58zaktualizowano 13:39
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie1

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Unikaj podróży do części krajuCałkowity zakaz podróży do wybranych regionów kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information about entry requirements and regional tensions ('Warnings and insurance' and 'Entry requirements' pages).

Departament Stanu USAPoziom 2Zachowaj większą czujność wobec otoczenia i dobytku niż zwykle.
  • terroryzm
  • przestępczość
  • zagrożenia zdrowotne
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated to reflect a change in Travel Advisory level. Exercise increased caution in Egypt due to terrorism, crime, and health. Some areas have increased risk. Read the entire Travel Advisory. Do not travel to: The Northern and Middle Sinai Peninsula due to terrorism . The Western Desert due to risk to safety and security unless traveling with a professionally licensed tour company.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
Sphinx International Airport SPX76 km stąd — najbliższe lotnisko
Cairo International Airport CAI84 km od centrum
Capital International Airport CCE114 km od centrum

Osoby, które tu były

Liana GareevaCzytaj
Ważne wskazówki. Część 2.

Kilka nudnych, ale ważnych wskazówek. Część 2: Podróże: Ludzie, proszę, nigdy nie wychodźcie z domu w podróż bez żadnego wielkiego planu, jak to wszystko ma w ogóle wyglądać! 1. Kiedy do Waszego lotu do domu zostaje około 1 miesiąca, zacznijcie planować swoją podróż. 2. Porozmawiajcie ze swoim pracodawcą, powiadomcie go o swoich życzeniach z dużym wyprzedzeniem, żeby nie otrzymał takiego „niespodzianki” na dzień przed Waszą zaplanowaną wycieczką. 3. Zadajcie sobie pytanie „co chcę zobaczyć?” i zaznaczcie te miejsca. Zaplanujcie przynajmniej 1-2 dni na każde miejsce, aby w pełni poczuć atmosferę wymarzonego miejsca i pożyć tam jak zwykły Amerykanin. Jak podróżować? 1. Najbardziej opłaca się i najweselej podróżuje się w towarzystwie. Wielu touroperatorów oferuje obniżone ceny, jeśli kupujecie od razu dla 2 lub więcej osób. Poniżej przedstawiono niektóre strony, gdzie można sprawdzić różne wycieczki w dowolny punkt Ameryki. http://www.taketours.com/usa/ http://www.tours4fun.com/ http://www.ustours.biz/ 2. Jeśli jesteście miłośnikami samodzielnych i nieprzewidywalnych/ekscytujących wyjazdów, to uzbrójcie się w telefon z dostępem do internetu, więcej pieniędzy i strony typu www.couchsurfing.com 3. Weźcie ciepłe rzeczy na drogę. Kto wie, gdzie będziecie musieli nocować. A w amerykańskich autobusach klimatyzacja działa tak, że zaczynacie się dziwić, że Rosjanin, nawet z samego Uralu, marznie w USA. Moja historia: Podaję swój przykład, żebyście wzięli sobie kilka rzeczy do serca, żebyście nie popełniali niektórych błędów, a czasem robili takie same desperackie kroki jak ja. Byłam tak pochłonięta pracą, że nawet nie zauważyłam, jak zbliżał się wrzesień. Z tym miesiącem przyszła też smutek, że wkrótce całe to życie zostanie daleko w tyle. Lekcja: Jedziecie do USA nie tylko po to, żeby pracować! 24-26 sierpnia kończę swoje prace, mówię swoim menedżerom, że czas w drogę „Odkrywać Amerykę”. Było to 2-3 dni wcześniej, więc wszystko było w pośpiechu. Ostatnie dni w pracy były nieco melancholijne, ciężko było uświadomić sobie, że trzeba rozstać się z kolegami, były pożegnania i życzenia, uściski, łzy... Lekcja: dobrze by było, gdybym w ogóle pojechała razem z kimś z Rosji do USA – byłoby towarzystwo. Liczbę odwiedzin powyższych stron prawdopodobnie potroiłam w tamtych dniach. Wszędzie wycieczki były drogie, bo byłam sama. Szukanie ludzi w internecie, którzy też chcą podróżować w te dni, nie zakończyło się sukcesem. Lekcja: Dlatego szukajcie wszystkiego z wyprzedzeniem i planujcie wszystko szczegółowo! W przedostatni dzień wyjazdu zrozumiałam, że nie mam czym fotografować miejsc, które odwiedzę. 2 godziny przed wyjazdem stoję w BestBuy i męczę konsultanta pytaniami, co jest lepsze między Canonem a Nikonem. Wybieram Nikona i pędzę do domu z wielkim pudełkiem w rękach. Lekcja: Nie trzeba było rozbijać swojego telefonu/albo trzeba było kupić aparat wcześniej! Trzeba było poprosić kogoś o podwiezienie do domu. Wycieczka zaczynała się gdzieś w Chinatown w NYC bardzo wcześnie rano. Lekcja: ważne jest, żeby przemyśleć, gdzie będziecie nocować w NYC przed rozpoczęciem wycieczki. W moim przypadku był to Mcdonalds na Times Square z jakimiś kolesiami z Bułgarii. Dzięki dla Maka za dach nad głową. Po zakończeniu wycieczki po wschodzie planowałam polecieć na zachód. Bilety znowu kupiłam „z wyprzedzeniem” i kosztowało to w obie strony około 800 dolarów. Ponieważ nie miałam telefonu, potrzebowałam przynajmniej czegoś, żeby kontaktować się z przyjaciółmi, którzy martwili się o mnie. Kupiłam w jakimś małym sklepie TracFone – telefon komórkowy z ograniczonymi minutami rozmów. Kupujesz minuty – rozmawiasz. To było ostateczne wyjście, bo nie było już czasu kupić normalnego. Do kontaktu z rodzicami przyjaciel pożyczył swój mp3, z którym można wyjść do internetu. Lekcja: Takiego błędu nigdy nie popełniajcie! W efekcie prawdopodobnie wydałam więcej pieniędzy kupując dodatkowe minuty do TracFone niż na zakup nowego.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Liana Gareeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Liana Gareeva
  • Zdjęcie z posta użytkownika Liana Gareeva+2
ravikCzytaj
Stolicą jest Pretoria.

Stołeczny dworzec kolejowy zdawał się odcinać miasto od reszty świata. Pociąg podmiejski z Johannesburga trząsł nami przez ponad dwie godziny, znacznie, znacznie dłużej, niż mogliśmy sobie wyobrazić. Do tego czasu straciliśmy już cierpliwość i kilkakrotnie zwątpiliśmy, czy w ogóle jedziemy we właściwym kierunku. Czy wsiedliśmy do właściwego pociągu?! Okazało się, że jednak do właściwego! Dworzec od środka wyglądał na stary i zniszczony. Jakby Johannesburg się tam kończył, a zaczynał nowy świat — świat miasta Pretoria. Wyszliśmy na plac przed dworcem, rozejrzeliśmy się... Nic! Prawda, byliśmy zmęczeni podróżą i z trudem mogliśmy się czymkolwiek cieszyć. Ale było jasne: w tym mieście jest co podziwiać. Najciekawsze: wszystko, co wydawało się godne uwagi, znajdowało się na prawo od wyjścia z dworca. A po lewej — cóż, tak... po prostu miasto. Udaliśmy się na dworzec autobusowy, żeby dowiedzieć się o bilety do Wodospadów Wiktorii. Bilety były. Niedrogie. Ale tylko na jutro. Pomyśleliśmy i zdecydowaliśmy: można wziąć. Do czternastego, do wyjazdu Vityi, w każdym razie zdążymy wrócić! — No co, bierzemy i idziemy szukać hotelu?! — zaproponowałem. — Zróbmy odwrotnie! Najpierw znajdźmy, gdzie przenocować, a potem — po bilety! — A jaka różnica? — A jeśli nie znajdziemy hotelu? — Znajdziemy. Tylko nie wiem, ile to będzie kosztować. Dobra, niech będzie po twojemu! Tylko zapytaj, do której pracuje kasa? — Do ósmej trzydzieści! — zameldował Vitya po zrobieniu rozeznania. Spojrzeliśmy na zegarki: była już po trzeciej. — Dobra, idziemy. Tylko najpierw zapytajmy w informacji dworcowej, niech nam polecą hotel! — zaproponowałem. Tak też zrobiliśmy. Polecili całkiem blisko, około dwustu metrów od budynku dworca — w prawo i za zakrętem. — A jak z cenami? — zapytaliśmy konsultanta. — Przystępne — odpowiedział. Wszystko jasne! Oboje podeszliśmy do tego „przystępne” z niedowierzaniem i zaczęliśmy krążyć, szukając innego hotelu. — Czarnoskórzy, jak tylko widzą białych, myślą, że mają kieszenie pełne pieniędzy, więc można im zaproponować coś droższego! — podzieliłem się swoją opinią, która ukształtowała się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Szukaliśmy. Ale albo miejsce nam nie odpowiadało, albo cena. Chodziliśmy jakieś trzydzieści-czterdzieści minut. W końcu jednak zdecydowaliśmy się pójść i sprawdzić to miejsce, które polecił nam czarnoskóry konsultant. Okazało się: BYŁ DOBRYM CZŁOWIEKIEM! A hotel — uroczy! Mieli miesiąc zniżek, a my przyjechaliśmy dwa dni przed jego końcem, co oznaczało, że pod każdym względem kwalifikowaliśmy się do zniżek! Wynajęliśmy tanio prześliczny pokój z wygodnymi łóżkami, prysznicem i cudownym widokiem z okna! Byłem w siódmym niebie! Wyglądając przez okno, od razu ustaliliśmy, dokąd możemy pójść. Po prawej w oddali dumnie prezentował się Uniwersytet RPA i wieża telewizyjna. A po lewej — około dwa razy dalej — stary budynek rządowy „Union Buildings”. Ogromny, piękny! Na wzgórzu. A jeszcze bardziej na lewo i bliżej nas — centrum miasta. Tam jest piękny wieżowiec. A ja lubię wieżowce! Ogarnęła mnie euforia. — Hura-a!!!! — krzyknąłem. Vitya też promieniał ze szczęścia. Zadomowiliśmy się. Orzeźwiający prysznic, gorąca kawa ze słodką roladą. Święto życia i radości! A Pretoria od razu stała się dziesięć razy droższa! Po prysznicu zacząłem skakać na łóżku. Z nieopisanego zachwytu! O szóstej, na lekko, poszliśmy po bilety, biorąc ze sobą tylko pieniądze na nie i mały aparat Vityi, który łatwo mieścił się w kieszeni szortów. A BILETÓW NA WODOSPADY WIKTORII NIE BYŁO! ZOSTAŁY WYPRZEDANE! — No nic, jutro pojedziemy do Port Elizabeth! — Vitya wcale się nie zasmucił. A ja się zasmuciłem. — Ale byliśmy tak blisko Wiktorii! Może już nigdy nie będę miał szansy być przy tym wodospadzie! — No, co teraz?! Tak, jest w porządku! Pojedziemy nad Ocean Indyjski, a potem, za to, póki tu jestem, zdążymy wejść na Górę Stołową! — A może jednak na wodospad? Weźmy na pojutrze! A stamtąd prosto do Kapsztadu, z powrotem?! — Nie, nie chcę tak ryzykować! Nie daj

  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik+2
Александр БорисовCzytaj
Weźcie ze sobą grzałkę do wody!

Weźcie ze sobą grzałkę elektryczną! Pamiętam, jak posłuchałem rad starszych i zabrałem ze sobą do USA kasze, herbaty, Doshirak i puree instant. Mój plan oszczędzania nie wypalił. Potrzebny był wrzątek. W USA wygodne jest to, że każde danie instant można podgrzać w mikrofalówce. Ale ja tego nie chciałem. W głowie miałem myśl, że gotowanie wody w mikrofalówce jest szkodliwe. Do tej pory nie wiem, czy to prawda, czy nie, ale myśl pozostała. Zacząłem szukać czajnika elektrycznego i napotkałem wielki problem. W USA ich nie ma. Są drogie ekspresy do kawy, a w bardziej wyspecjalizowanych sklepach można znaleźć czajniki do podgrzewania na kuchenkach gazowych. I to wszystko. Nie zapomnę, jak obszedłem około 15 sklepów i na standardowe pytanie o dostępność czajnika widziałem uśmiech od ucha do ucha i zdziwione spojrzenie konsultanta. Na eBay czy Amazon czajniki też były rzadkością i kosztowały dość drogo. Ogólnie rzecz biorąc, zostałem wtedy bez czajnika na całe lato, a w następnym roku zabrałem ze sobą grzałkę z dumnym napisem „Wyprodukowano w ZSRR”. Proszę, nie powtarzajcie moich błędów. Powodzenia!

Виктория Базароваraymig · Czytaj
Miesiąc w Ameryce

Jak szybko zleciał ten miesiąc! Niby nic szczególnego nie robiłam, a już jedna trzecia czasu minęła. W tym miesiącu poznałam tyle nowych osób :-) Odwiedziłam Uniwersytet Hawajski, bardzo mi się podobał, nie miałabym nic przeciwko, żeby tam studiować :-) Pojechaliśmy do wodospadu w dżungli, chodziliśmy tam boso, było świetnie. Góra Tantalus, z której rozpościera się obłędnie piękny widok na nocne Honolulu. Chyba nigdzie indziej nie widziałam czegoś takiego. Tyle świateł, niebo w gwiazdach, w oddali ocean i odbijający się w nim Księżyc. Pewnej nocy w fajnym towarzystwie pojechaliśmy w miejsce o nazwie Black Point. To taki basen w skałach, o który rozbijają się fale. Pływasz sobie, a z góry uderzają takie wielkie fale :-) uczucie jest wspaniałe. W jeden z moich dni wolnych poszłam do zoo na Hawajach, gdzie najbardziej spodobały mi się żółwie z Galapagos, nakrapiane, pełne gracji żyrafy i gigantyczny hipopotam :-)

Nelly PrisNelly_Pris · Czytaj
List 1. Przed Ameryką.

Od połowy lata 2010 roku w mojej głowie codziennie brzmiała ta sama myśl: chcę do Ameryki! Ten pomysł był tak natrętny, że po prostu doprowadzał mnie do szaleństwa. I w tym momencie zrozumiałam, że Work & Travel USA to jest to, czego potrzebuję. POCZĄTEK Wszystko zaczęło się, oczywiście, od niekończącego się studiowania sieci Internet. Boże, ile ja stron przejrzałam, w ile linków kliknęłam, przeczytałam mnóstwo blogów, wysłałam masę maili z pytaniami "Co, kiedy, ile?" – innymi słowy, starałam się dowiedzieć jak najwięcej o tym, co to za program i z czym to się je. Ze wszystkich jekaterynburskich agencji oferujących usługę obsługi programu W&T USA, ja i moja przyjaciółka, Ainura (o niej opowiem trochę później), wybrałyśmy Centrum Wymiany Międzynarodowej (Jekaterynburg, ul. Prospekt Lenina 50 ż). Drugim etapem było przygotowanie i zawarcie umowy o uczestnictwo w programie. To naprawdę najciekawsza procedura! Na początek czytasz i podpisujesz same umowy, a w tym przypadku były dwie: jedna z IEC Jekaterynburg, druga – bezpośrednio umowa o uczestnictwo w programie. Potem idziesz to wszystko pięknie opłacić do banku… Boże, ile razy ja się tam w tym banku podpisałam, ręka mi prawie odpadła! Tamże w banku wyrabiają też międzynarodową legitymację studencką. Przy okazji, trochę się odwrócę i opowiem o tym, jak odbierałam ISIC. Poszłam go odebrać nie w swoim terminie, a pięć dni później. Był poniedziałek. Wstałam o 6:30 rano, bo musiałam odebrać paszport zagraniczny, a potem już iść do banku po ISIC. Jak pewnie wiecie, w Rosji nic nie robi się normalnie, wszystko ciągle przez jedno wszystkim znane miejsce. No więc, przyszłam na Kryłowa 2 o 8:00, dostałam w terminalu numerek z czasem wydania paszportu. Siedzę, spokojnie czekam. Wywołują mnie, ja ze spokojnym sercem idę do okienka wydawania, i tutaj się zaczyna…. Twój paszport nie jest gotowy, dopiero w środę, idź do inspektora i tam wyjaśniaj, nie wstrzymuj kolejki… Poszłam do tego inspektora, który zresztą okazał się bardzo nawet, ku mojemu zdziwieniu, normalną kobietą. Ta mi popularnie wyjaśniła, że paszportu do środy nie dostanę. Okej. Poszłam do banku. Przychodzę, i co byście myśleli? Mojej karty nie ma! I kiedy będzie, nie wiadomo! No tak… Konkretnie mi tego dnia nie szło. Za to w środę wszystko odebrałam: i paszport, i ISIC. Prawda, w legitymacji studenckiej źle mi wpisali instytut, niezdary jedne, cholera… Ich zdaniem studiuję w EAA, a nie w EASA… No cóż, to Rosja! Trzeba się przyzwyczaić! Wróćmy do sporządzania umowy. Kwota pierwszej wpłaty wyniosła około 15 000 rubli, co nieźle uderzyło w moją studencką kieszeń. Ale co zrobić, jeśli czegoś bardzo się chce, zawsze trzeba poświęcić coś innego. W moim przypadku tymi "innymi" stały się kawiarnie, kina, koncerty, teatry, książki i wszelkie inne radości życia… Trzeci etap – to spotkanie wprowadzające z konsultantami IEC. Co na nim będzie, jeszcze dokładnie nie wiem, ale przypuszczam, że mowa będzie bezpośrednio o szukaniu pracy w stanach, wypełnianiu JobOffer, wizie, przelocie, rozmowie w konsulacie USA. Przy okazji, chcę dodać. Początkowo, jeszcze latem przed podpisaniem umowy, byłam po prostu wniebowzięta wszystkim, co związane z programem W&T USA. Teraz jednak, na zmianę uczuciu "to jest mega super!" przychodzi zrozumienie tego, w co się wpakowałam. Trzy miesiące we dwie z przyjaciółką w obcym kraju żyć, odpoczywać i PRACOWAĆ! Nie myślę, że wszystko będzie proste, ale nudno na pewno nie będzie. To mogę zagwarantować. ;) A propos przyjaciółki. Ainura – to moja koleżanka z roku w Jekaterynburskiej Akademii Sztuki Współczesnej (instytut). Prymuska, mądra, piękna, tylko może nie komsomołka! Gdyby nie ona, nie widzieć mi moich ocen w indeksie jak własnych uszu. Ale to nie jest jej najważniejsza zaleta! Podoba mi się w niej to, że nie próbuje wyskoczyć ze skóry, żeby komukolwiek się spodobać, nie próbuje być kimś innym, krzyczeć na całe gardło, przerabiać świata pod siebie. Ona przyjmuje mnie taką, jaka jestem, z całym moim charakterem, k

9postów uczestników o Tanta — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko

Podobne w pobliżu

Podobne pod względem budżetu i blisko Tanta

Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę

Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu