Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Bronx: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

The Bronx is the northernmost of the five boroughs of New York City. The Bronx has a land area of 42 square miles (109 km2) and a population of 1,472,654 at the 2020 census.

The Bronx · CC BY-SA 4.0

Mapa miejsc
Bronx na zdjęciach23 zdjęcia · 1 miejsce
Gryffindor · cc-by-sa-3.0 · 7 maj 2010
Dhaluza at English Wikipedia · cc-by-3.0 · 19 lis 2007
Teatro Borinquen · pdm
olekinderhook · cc-by-3.0 · 11 mar 2011

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
LaGuardia Airport LGA8,1 km od centrum
Teterboro Airport TEB16 km od centrum
John F. Kennedy International Airport JFK25 km od centrum

Osoby, które tu były

Anastasiya TaranavaCzytaj
Jakie ciekawe miejsca warto odwiedzić w Nowym Jorku?

Nowy Jork jest bardzo drogi. Serio, jeden posiłek kosztuje tyle, co moje wydatki na tydzień w Mińsku. Ale przyjazd tutaj bez pieniędzy to nie problem – da się przeżyć, i to całkiem nieźle. ⠀ Przygotowałam małą listę miejsc, do których można pójść i dobrze się bawić. ⠀ 1. High Line Park Wyjątkowość parku polega na tym, że został zbudowany na dawnych torach kolejowych 10 metrów nad ziemią. To nie tylko świetna okazja, by „wznieść się” ponad hałaśliwy zgiełk nowojorskich ulic, ale także by cieszyć się oazą natury w samym środku betonowej dżungli. ⠀ 2. Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej Nawet jeśli nie jesteś fanem „Nocy w muzeum”, wizyta jest obowiązkowa. Dlaczego umieściłam to muzeum na liście dla „budżetowego turysty”? Ponieważ nie ma tu stałej ceny. Zwiedzający mogą zapłacić za wstęp tyle, ile uznają za stosowne (choć sugerowana cena biletu to 22 USD). ⠀ 3. Ogrody botaniczne Wstęp do ogrodu jest bezpłatny w środy i soboty od 10:00 do południa. Ponadto we wtorki można bezpłatnie podziwiać wspaniałą kolekcję storczyków w Ogrodzie Botanicznym w Brooklynie. 4. Kino pod gołym niebem Najpopularniejszym miejscem wśród kinomanów jest Bryant Park, gdzie w każdy poniedziałkowy wieczór odbywają się masowe pokazy. Ponadto w poniedziałki filmy można oglądać na Coney Island (tuż przy morzu), we wtorki – na dachu Bronx Terminal Market w Bronksie, w środy – w parkach Hudson River i McCarren, w czwartki – w Brooklyn Bridge Park, a w soboty – na Roosevelt Island. ⠀ 5. Wycieczki piesze Całego Nowego Jorku oczywiście nie da się obejść pieszo, ale niektóre dzielnice można dokładnie poznać, dołączając do bezpłatnych wycieczek prowadzonych przez entuzjastów. Na przykład w każdy piątek w południe odbywa się bezpłatna wycieczka po Times Square (zbiórka uczestników – Times Square Visitors Center, między 47. a 46. ulicą). Po East Side można pospacerować w niedziele od 11:00; punkt zbiórki – na rogu ulic East Houston i Ludlow Street. Wiele organizacji prowadzi bezpłatne wycieczki po Harlemie, Greenwich Village, Dolnym Manhattanie, Central Parku i innych ciekawych miejscach, ale trzeba śledzić harmonogram takich wydarzeń i rejestrować się na nie z wyprzedzeniem. ⠀ 6. I zakończę niezastąpionym placem – Times Square Zakładam, że utkniesz tu na długo. Wspaniały plac z ciekawostkami i popularnymi sklepami, takimi jak M&Ms, Disney itp.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Anastasiya Taranava
  • Zdjęcie z posta użytkownika Anastasiya Taranava
  • Zdjęcie z posta użytkownika Anastasiya Taranava+2
Aziz NadjimutdinovCzytaj
Nowy Jork. Część 6.

Powrót do mojego „niby” wymarzonego miasta nie był już tak epicki jak wcześniej. Rozumiecie, o co chodzi? Będąc tutaj już 4. raz (właściwie 5., ale raz po prostu przespałem się na lotnisku w oczekiwaniu na lot), zacząłem zdawać sobie sprawę, że to najbardziej zwyczajne miasto w tym zwyczajnym kraju. Nie, nadal je kocham i być może chciałbym tu mieszkać, ale po kilku pobytach turystyczna warstwa miasta znika i zdajesz sobie sprawę, że w zasadzie nie ma już dokąd iść. Można po prostu pospacerować, posiedzieć w kawiarni itp. Co na przykład oznacza, że nie trzeba pędzić na Times Square przy każdym przyjeździe. Po prostu Nowy Jork jest dla mnie standardowym miejscem przylotu i odlotu ze Stanów, więc przyzwyczaiłem się już do przylatywania tutaj, załatwiania wszystkich spraw, takich jak karta SIM, zakupy, a potem wyjazd do Montany lub kontynuowanie podróży. Myślę, że zrozumieją mnie tylko ci, którzy byli w tym samym mieście kilka razy. Chociaż oczywiście nawet będąc w mieście, w którym byłeś kilka razy, można znaleźć coś nowego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie było cię tam około roku. Po przyjeździe spotkałem się jak zwykle z moim starym znajomym Rusłanem, który tym razem pomógł mi wynająć mały pokój w dobrej dzielnicy Brooklynu, biorąc pod uwagę, że robił u siebie remont. Dobra rzecz dla tych, którzy zamierzają wynająć pokój lub mieszkanie – Airbnb. Aplikacja, w której można znaleźć apartamenty do wynajęcia w przystępnych cenach w krótkim czasie (krótki czas to kilka godzin, a może nawet mniej). Prawda, o ile zrozumiałem, aby uzyskać adres, trzeba opłacić czynsz kartą, ale można kupić kartę jednorazową w każdym tanim sklepie, gdzie sprzedają karty typu Amazon, eBay itp. Są tam jednorazowe karty debetowe, a w kasie od razu wpłacą gotówkę, którą zapłacisz. Szybko, wygodnie. Potem zjedliśmy w jednym miejscu, a potem pojechaliśmy do jego przyjaciół, a ja już po prostu spałem na stojąco, biorąc pod uwagę lot. Więc wieczorem Rusłan obudził mnie i zawiózł do mieszkania, gdzie wynajęliśmy mi pokój, i tam padłem. Dzień drugi. W zasadzie nie robiłem żadnych planów. Potrzebowałem tylko karty SIM, bo bez internetu, szukając Wi-Fi – nie jest fajnie, tak. Nie wiem, czy mówiłem o tym wcześniej, ale pakiety typu nielimitowane rozmowy+sms na miesiąc i 10GB LTE (które się nie kończy, a po prostu zwalnia po 10GB) kosztują około 60 dolarów. No, to na przykład w T-mobile. Tak, czysto informacyjnie. Kto chce się podłączyć. No, po biurze T-mobile zaczęły się zwykłe spacery po mieście z telefonem, fotografując „momenty w zwyczajności”. Właściwie kierowałem się do Central Parku, próbując złapać jeden ciekawy zespół, którego słucham od mojego pierwszego roku w Stanach. Powiem o tym później. Nie złapałem ich, więc wyszedł po prostu długi spacer z dobrymi zdjęciami. Nie pamiętam, czy mówiłem wcześniej, ale to nieistotne. Mogę przypomnieć na wszelki wypadek. Szczerze mówiąc, przyjaciele, branie ze sobą dużego aparatu – nie jest warte zachodu. Jeśli oczywiście nie zajmujesz się profesjonalnie fotografią i nie planujesz jakichś unikalnych zdjęć. Ale nawet w takim przypadku można robić zdjęcia telefonem (jeśli oczywiście pozwala). W moim pierwszym roku wziąłem ze sobą aparat. Wyjąłem go kilka razy z torby, a potem zdałem sobie sprawę, że to tylko zbędny ciężar na ramieniu podczas podróży. A z telefonem: wyjąłeś z kieszeni, zrobiłeś zdjęcie, włożyłeś z powrotem. O gustach się nie dyskutuje, oczywiście, ale daję radę na podstawie doświadczenia. Tego dnia w ogóle nic znaczącego się nie wydarzyło, a ja wróciłem do domu dość późno. Biorąc pod uwagę, że mieszkałem sam, szczerze mówiąc, było trochę strasznie. Ale nic – poradziłem sobie. Ogólnie warto jeszcze raz powiedzieć, że w Nowym Jorku trzeba być ostrożnym, zwłaszcza w niektórych dzielnicach Brooklynu, Bronxu itp., gdzie wieczorami i nocami bywa dość niebezpiecznie. No i w dzień może być wielu oszustów, przestępców itp. Dlatego szczególnie apeluję do tych, którzy jadą pierwszy raz: starajcie się nie chodzić

  • Zdjęcie z posta użytkownika Aziz Nadjimutdinov
Elnara KainazarovaCzytaj
Nowy Jork oczami tych, którzy spędzili tam tydzień.

Wyjeżdżając z Filadelfii, pojechaliśmy do Nowego Jorku do Port Authority na 42. ulicy. O 3 nad ranem byliśmy na miejscu. 42. ulica w Nowym Jorku to jedna z najsłynniejszych ulic, na równi z Broadwayem. Ci, którzy byli w Nowym Jorku dłużej niż jeden dzień, wiedzą, że jest tam Times Square. Nowy Jork to miasto dla turystów. Jest pełne jadłodajni, restauracji, hoteli i hosteli. Z wyprzedzeniem zarezerwowaliśmy pokój w chińskim hotelu w Chinatown na Manhattanie. Z Demi Moore oczywiście nie dzieliłam się sekretami, ale mimo wszystko to był Manhattan. Nasz hotel miał bardzo dogodną lokalizację, można było spacerować całą noc i niczego się nie obawiać. Most Brookliński, naprawdę przeszliśmy go kilka razy, w tę i z powrotem, puszczaliśmy chińskie lampiony z dziewczynami z Uniwersytetu Nowojorskiego. W Nowym Jorku byliśmy tydzień, więc byliśmy prawie wszędzie na Manhattanie, do Harlemu oczywiście nie jeździliśmy, tak jak do Bronxu czy na Brighton Beach. Pewnego razu pojechaliśmy promem na Staten Island (ciche, przytulne miejsce). Na Statuę Wolności nie weszliśmy, bo postanowiliśmy zostawić coś na przyszły rok, a poza tym chciałam wejść na koronę (tam trzeba kupować bilety z miesięcznym wyprzedzeniem). Weszliśmy do Metropolitan Museum, ale nie dotarliśmy do muzeum Madame Tussauds. Szkoda oczywiście, ale wierzę w drugą szansę. W Chinatown swoją drogą bardzo dobrze karmią)) tak na marginesie, a w Brooklynie można znaleźć rosyjskie sklepiki, towary tam nie są drogie, i oczywiście restauracja kuchni ukraińskiej w centrum Manhattanu też przyciąga. Szczerze mówiąc, tylko dla jednego miejsca wracałabym do Nowego Jorku za każdym razem, to – Central Park. To kolosalnych rozmiarów park z niesamowitym krajobrazem, placem zabaw, boiskiem piłkarskim, skałami i jeziorem w centrum parku. Można tam spotkać różnych niesamowicie utalentowanych ludzi, począwszy od harfistki siedzącej przy wejściu, po iluzjonistę na drugim końcu parku. Park łączy wszystkie części Manhattanu. Przez 3 dni z rzędu po prostu spacerowaliśmy po nim. To miejsce jest jak osobny świat, osobna wyspa, z pięknem właściwym tylko jemu. Od południowej strony parku można wyjść na hotel Plaza, ten sam hotel, w którym kręcono „Kevina samego w domu”. Nowy Jork to w istocie seria wszystkich tych miejsc, które często widzicie w telewizji, czy to „Spider-Man”, czy serial „Plotkara”. Ulica Little Italy przypomina trylogię „Ojca chrzestnego”. Przeszłam przez wszystkie miejsca, gdzie Chuck Bass snuł swoje intrygi, włącznie z „Empire”. Przezroczysta kostka firmy Apple wygląda fajnie) Wyszła z tego bardzo długa opowieść o tym, jak odwiedziłam Amerykę po raz pierwszy. Wszystkim tym, którzy zastanawiają się, czy jechać, czy nie, nie tylko doradzam, ale krzyczę z całej siły „TAK, JEDŹCIE”. To unikalna szansa, by zobaczyć kraj, o którym mogliśmy marzyć, ten sam, który widzimy na ekranach naszych telewizorów, możecie stać się częścią tego, najważniejsze to zrobić właściwy krok. Proszę tylko, żebyście się niczego nie bali, USA, jak i sama podróż, wcale nie są niebezpieczne i straszne, najważniejsze to chcieć. Spróbujcie. Niemożliwe jest możliwe, szanse mają wszyscy, tak jak i opcje. Nie bójcie się jechać sami, tam znajdziecie przyjaciół, z którymi będziecie mogli zarówno mieszkać, jak i podróżować. Powodzenia. I dziękuję organizatorom za możliwość opowiedzenia o podróży. Koniecznie napiszę o przyszłym roku) Tym razem planuję San Francisco, Chicago i Detroit. Pozdrowienia dla wszystkich fanów Eminema, do zobaczenia przyszłego lata na jego koncercie. Kocham świat, ludzi i oczywiście InterExchange... ...marzenia kiedyś się spełniają, trzeba tylko chcieć...

  • Zdjęcie z posta użytkownika Elnara Kainazarova
Dmitrii DvornikovBonhamJohn · Czytaj
Długie, powolne pożegnanie

I tak nadszedł ten fatalny dzień. 10 września. Pierwsza myśl po przebudzeniu: ostatni dzień w Stanach. Czekała mnie jeszcze dłuższa droga niż zwykle na Manhattan. Jechałem na Brooklyn do Leny, u której zostały moje walizki. Pamiętam, jak mi tłumaczyła: "Zawsze wsiadaj w pociągi w kierunku Downtown, nie chcesz trafić do Bronxu, stary, naprawdę nie chcesz!" Długa, bardzo długa droga do Leny, a potem czekanie, aż uda mi się zwrócić jej uwagę. Rzecz w tym, że wtedy nie miałem amerykańskiego telefonu, a domofon w jej domu nie bardzo działał. W końcu przyjechałem, wołałem ją, rzucałem kamykami w okno i na szczęście po pół godzinie w końcu otworzyła mi drzwi. "-Nic nie zapomniałeś? -Chyba nie!" W końcu i tak zostawiłem pudełko po iPodzie ze starym odtwarzaczem i aparat fotograficzny. Drobiazgi, Lena później mi to wszystko przywiozła. Autobus do Newark. Dziwne, ale to właśnie stamtąd wylatywałem. Ostatni raz patrzę na panoramę Manhattanu. Mieszane uczucia, mimo wszystko. Kiedy wjechaliśmy do Jersey, od razu przypomniały mi się słowa z serialu "Jak poznałem waszą matkę": "Ted, nie możesz przeprowadzić się do New Jersey! Teeed! To przecież New Jersey!" Odprawa, bagaż. To już wszystko. Czas pożegnać Lenę. Haha, żegnaliśmy się tak, jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć, chociaż tydzień później siedzieliśmy już razem na uczelni i narzekaliśmy sobie nawzajem, jak bardzo chcemy wrócić. Wsadziłem ją do autobusu powrotnego do Nowego Jorku, ona wylatywała zaledwie dzień później. Pamiętam, jak błąkałem się po lotnisku, zjadłem w McDonaldzie, wszedłem do Duty Free, żeby kupić ojcu karton amerykańskich Marlboro. No cóż, to by było na tyle. Wszystko pamiętam jak przez mgłę, głowa była przepełniona jednocześnie dwoma diametralnie przeciwnymi pragnieniami: wrócić do domu i zostać tutaj. Cóż, postanowiłem być grzeczny i nie robić głupstw, więc wsiadłem do samolotu. Dalej, myślę, nie ma sensu opowiadać. Tak skończyło się moje najlepsze lato, najbardziej pamiętne, pełne głupich, śmiesznych historii, nowych przyjaciół i niezapomnianych wrażeń. To ogromne doświadczenie, nie tylko językowe. To doświadczenie przetrwania, prawdziwego przetrwania, tutaj trzeba myśleć głową, kręcić się i robić wszystko, żeby ułatwić sobie życie. Bez tego, niestety, bardzo łatwo zepsuć sobie lato. Mimo wszystkich problemów i trudności przed wyjazdem i w trakcie wyjazdu—a było ich jak zwykle pod dostatkiem—jestem szalenie szczęśliwy, że przeszedłem przez 7 kręgów piekła i trafiłem do Stanów. Dziękuję wszystkim bliskim, przyjaciołom, wykładowcom, którzy stawiali łatwe egzaminy, dziękuję chłopakom, których miałem okazję poznać w USA, dziękuję Janus Inc. za tak wspaniałe miejsce pracy i Pontiac, dziękuję, dziękuję, dziękuję.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Dmitrii Dvornikov
Александр Горбачевmenus12 · Czytaj
Kapitan opowiada. Część 19: Google, Google, jesteś potężny

Tak, pojechaliśmy do Connecticut. Początek był nieco przygnębiający. Mój szef, jakby to ująć kulturalniej... jest maksymalistą xD. Musi mieć wszystko idealnie. Od samego rana zajmowaliśmy się przygotowaniem samochodu, co brzmi oczywiście zbyt górnolotnie... Po prostu wrzuciliśmy dużą deskę, folię, taśmę, koce i styropian... brzmi zbyt skromnie. Krótko mówiąc, cały ten proces zajął około 3 godzin zamiast 20 minut... brzmi zbyt szalenie. Po bardzo ciężkim pakowaniu w końcu ruszyliśmy. Cel podróży – Bridgeport. Nasza trasa wiodła głównie autostradami, ale udało nam się też zahaczyć o strefę przemysłową Bronxu. Przemysł jest tam bardzo ciężki :)))). Swoją drogą, znajduje się tam drukarnia New York Times. Wjeżdżając do Connecticut, przejeżdżaliśmy przez jakieś miasto, nie pamiętam nazwy, ale bardzo przypomina nasze 3. osiedle Zarecznoje – mnóstwo wieżowców i bardzo dużo Rosjan xDDD. Wiele ulic nazwanych jest na cześć plemion indiańskich. Bridgeport. Cała populacja jest czarniejsza niż najczarniejsza czerń nieskończoności. Dość szybko dotarliśmy do magazynu, w którym mieli nam wydać naszą maszynę. Wewnątrz ogromne pomieszczenie całkowicie zastawione kserokopiarkami. Nigdy nie widziałem tylu kserokopiarek w jednym miejscu. Nigdy nie widziałem tak dużego miejsca z kserokopiarkami. Poproszono nas o potwierdzenie zamówienia w biurze na drugim piętrze. Wchodząc po schodach, patrząc przez okno, kapitan podziwiał bardzo industrialne krajobrazy i był zachwycony. Najpierw, jak to zwykle bywa, weszliśmy nie w te drzwi. Tam też było ogromne pomieszczenie, mniejsze niż na parterze, ale jednak. Mnóstwo różnych maszyn, narzędzi, a tuż przy ścianie stały stojaki ze świeżo wyrzeźbionymi gitarami elektrycznymi, jeszcze nawet niepomalowanymi. Custom shop. No cóż, potwierdziliśmy zamówienie, zabraliśmy kserokopiarkę, załadowaliśmy do samochodu, odjechaliśmy i załadowaliśmy porządnie xDDD, ze wszystkimi gratami, które zbieraliśmy 3 godziny, i pojechaliśmy z powrotem. Jechaliśmy zgodnie z trasą, którą dał nam google. Wpisuje się adres wyjazdu, adres docelowy, a on podaje najkrótszą trasę, gdzie wszystko jest rozpisane – gdzie na autostradzie trzeba skręcić, długość każdego odcinka i całkowity czas. W drodze stopniowo uświadamiałem sobie całą potęgę google. Przecież jeśli jest napisane „Całkowity czas podróży 1:42, bez korków”, to pojedziemy dokładnie 1:42. Wszystko jest tak dopracowane i precyzyjne, że aż strach pomyśleć, jak potężną mają bazę. Zachwycają też same autostrady. Jak długo oni to wszystko budowali? Kiedy przejeżdżaliśmy przez Bronx, tam te autostrady przeplatały się ze sobą w liczbie około 5, a wszystko to w formie ogromnych estakad. To po raz kolejny potwierdza myśl kapitana, że tutaj wszystko jest absolutnie przemyślane. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, bardzo ciężką próbą było wciągnięcie tej 100-kilogramowej maszyny do piwnicy, ale dzięki cudowi rosyjskiej myśli inżynieryjnej daliśmy radę. Deska okazała się przydatna, po niej zsuwaliśmy maszynę po schodach. W ciągu tych 10 minut można było ze mnie wycisnąć co najmniej litr potu. Maszyna jest dobra, maszyna działa i sądząc po wszystkim, będzie to mój nowy stół roboczy, bo kierownictwo na razie nie chce mnie sadzać przy rizografie. Na tym kończą się najnowsze wieści. Jutro pójdę na pocztę się oburzyć i wyjaśnić, dlaczego mój mikser nie chce się zmieścić do skrzynki pocztowej.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Александр Горбачев
  • Zdjęcie z posta użytkownika Александр Горбачев
  • Zdjęcie z posta użytkownika Александр Горбачев
Ромаbr1ckk · Czytaj
Nowy Jork

Nawet nie wiem, ile czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Teraz, zdejmując znoszone buty, jadę pociągiem, pół godziny drogi od Montauk (najdalej wysunięty punkt stanu NY), do domu. Trudno wyobrazić sobie dziwniejszą podróż niż ta, którą odbyliśmy. Mieliśmy jak zawsze wielkie plany na dzisiaj, ale opowieść o ich realizacji odłożę na później. Na początek powiem, że przeszliśmy mnóstwo ulic, alei, bloków i prospektów Nowego Jorku i wszystkich jego okolic. Głównie przez brak rozeznania trafialiśmy do najbardziej odległych, cichych i przytulnych dzielnic, gdzie czasem stoją samotne domy, otoczone lasami i polami. Jak lubi mawiać jeden z moich wykładowców, poznaliśmy Nowy Jork do szpiku kości, choć nie byliśmy w wielu znanych miejscach. Dojeżdżaliśmy do brudnego Południowego Bronxu, do Harlemu, który nie wygląda na tak przestępczy, jak lubią mówić, do Queens z jednolitymi domami i ulicami, do południa cichego, skromnego Staten Island, przespacerowaliśmy cały różnorodny Brooklyn, nie wspominając już o samym Manhattanie. Chyba naszym głównym wydarzeniem było poznanie miejscowego Amerykanina, już w podeszłym wieku, któremu na początku po prostu machaliśmy ręką, przechodząc obok jego domu. Pewnego wieczoru zaprosił nas do siebie i zaczęliśmy rozmawiać. Dalej było tylko lepiej – ciągle nas do siebie wołał, zasypując prezentami, częstując obfitym obiadem i deserem. Taka gościnność nie przestawała zadziwiać. Niedawno dał mi grubą książkę z obrazami hiszpańskiego malarza, aż poczułam się zawstydzona. Porada! Może to nam tak sprzyja szczęście, ale coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że Amerykanie są bardzo przyjaźni i otwarci na nowe znajomości. Rozmawiajcie, dowiedzieliśmy się bardzo dużo nowego o amerykańskim życiu i codzienności, o tanich sklepach, ciekawych miejscach, nawet z naszym łamanym angielskim. W końcu obdarowano nas mnóstwem, mnóstwem pamiątek. :) Myślę, że nie wszyscy wiedzą, że tutaj prowadzą całe wycieczki po cmentarzach, w jednej z których zdążyliśmy wziąć udział, prawda, że przewodnik, gorliwie opowiadający nam przy wejściu o lokalnych atrakcjach i chwalący nasz angielski, mówił tak szybko, że nic nie zrozumieliśmy i po prostu zaczęliśmy spacerować między kamiennymi blokami. Oglądanie dużych pomników i stylizowanych na egipskie grobowców jest ciekawe, ale szybko się nudzi. Cmentarz znajduje się na Brooklynie, stacja 53 Street, linia N. Zdążyliśmy odwiedzić Metropolitan Museum i muzeum sztuki nowoczesnej (MoMa). Pierwsze jest ogromne, nawet przez cały dzień nie zdążycie obejrzeć połowy, za to tutaj zebrano eksponaty z całego świata, zaczynając od tych samych egipskich grobowców, a kończąc na nowoczesnych instalacjach. MoMa jest znacznie mniejsza, obeszliśmy ją szybciej, jednak tutaj będzie ciekawiej raczej studentom, ponieważ można znaleźć mnóstwo ciekawych rzeczy designerskich, zdjęć, nowoczesnych ekspozycji itp. Przez cały czas słychać tam zewsząd nagrane krzyki ludzi, za pierwszym razem było zabawnie je usłyszeć. :) Byliśmy na meczu piłki nożnej, na spotkaniu miejscowych Red Bulls i gości z angielskiego Tottenhem. Jeszcze w drodze (stadion jest w New Jersey), trafiliśmy do wagonu z Europejczykami, którzy w unisono śpiewali przez cały pociąg. Sam stadion okazał się przytulny i przypominał angielski. Siedzieliśmy w drugim rzędzie i byliśmy w centrum wydarzeń jeszcze przed rozpoczęciem meczu, kiedy pokazywano nas na dużym ekranie podczas wykonywania amerykańskiego hymnu. Bardzo symboliczne! :) Kibice przez cały mecz przeklinali wybornymi przekleństwami, ale zachowywali się bez agresji, więc do sektora kibiców można iść spokojnie (tutaj wbiegł angielski kibic, którego „uprzejmie” wyzwała cała południowa część stadionu). W planach mamy jeszcze wizytę na baseballu (idziemy na Mets, bo na Yankees najtańsze bilety zaczynają się od 90 dolarów!). Jeśli chodzi o pamiątki, to myślę, że nie odkryję Ameryki, jeśli polecę Best Buy. Oczywiście wszystkie sklepy (z rzadkimi wyjątkami), rozsiane wokół Times Square, są przeznacz

Ромаbr1ckk · Czytaj
Nowy Jork

Nawet nie wiem, ile czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Teraz, zdejmując znoszone adidasy, jadę pociągiem, pół godziny drogi od Montauk (najdalej wysunięty punkt stanu NY), wracam do domu. Trudno wyobrazić sobie dziwniejszą podróż niż ta, którą odbyliśmy. Mieliśmy jak zawsze wielkie plany na dzisiaj, ale historię o ich realizacji na chwilę odłożę. Na początek powiem, że przeszliśmy mnóstwo ulic, alei, kwartałów i prospektów Nowego Jorku i wszystkich jego okolic. Głównie przez nieuwagę trafialiśmy do najbardziej odległych, cichych i przytulnych dzielnic, gdzie czasem stoją samotne domy, otoczone lasami i polami. Jak lubi mawiać jeden z moich wykładowców, poznaliśmy Nowy Jork do szpiku kości, choć nie byliśmy w wielu znanych miejscach. Dojeżdżaliśmy do brudnego Południowego Bronxu, do Harlemu, który nie wygląda na tak przestępczy, jak lubią mówić, do Queens z jednolitymi domami i ulicami, do południa cichego, skromnego Staten Island, przedeptaliśmy cały różnorodny Brooklyn, nie wspominając już o samym Manhattanie. Chyba naszym głównym wydarzeniem było poznanie miejscowego Amerykanina, już w podeszłym wieku, któremu na początku po prostu machaliśmy ręką, przechodząc obok jego domu. Pewnego wieczoru zaprosił nas do siebie i zaczęliśmy rozmawiać. Dalej więcej – ciągle zapraszał nas do siebie, zasypując nas prezentami, częstując obfitym obiadem i deserem. Taka gościnność nie przestawała zadziwiać. Niedawno dał mi grubą książkę z obrazami hiszpańskiego malarza, aż poczułem się zawstydzony. Porada! Może to nam tak sprzyja szczęście, ale coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że Amerykanie są bardzo przyjaźni i otwarci na nowe znajomości. Rozmawiajcie, dowiedzieliśmy się bardzo dużo nowego o amerykańskim życiu i codzienności, o tanich sklepach, ciekawych miejscach, nawet z naszym łamanym angielskim. W końcu obdarowano nas mnóstwem, mnóstwem pamiątek :). Myślę, że nie wszyscy wiedzą, że tutaj prowadzą całe wycieczki po cmentarzach, w jednym z których zdążyliśmy być, prawda, przewodnik, który przy wejściu gorliwie opowiadał nam o miejscowych atrakcjach i chwalił nasz angielski, mówił tak szybko, że nic nie zrozumieliśmy i zaczęliśmy po prostu spacerować między kamiennymi blokami. Oglądanie dużych pomników i stylizowanych na egipskie grobowców jest ciekawe, ale szybko się nudzi. Cmentarz znajduje się na Brooklynie, stacja 53 Street, linia N. Zdążyliśmy być w Metropolitan Museum i muzeum sztuki nowoczesnej (MoMa). Pierwsze – ogromne, nawet przez cały dzień nie zdążycie obejrzeć połowy, za to tutaj zebrano eksponaty z całego świata, zaczynając od tych samych egipskich grobowców, a kończąc na nowoczesnych instalacjach. MoMa jest znacznie mniejsza, ją obeszliśmy szybciej, jednak tutaj będzie ciekawiej raczej studentom, bo tutaj można znaleźć mnóstwo ciekawych designerskich rzeczy, zdjęć, nowoczesnych ekspozycji itp. Cały czas stamtąd zewsząd wydobywają się nagrane rozpaczliwe krzyki ludzi, za pierwszym razem było zabawnie je usłyszeć :). Byliśmy na piłce nożnej, na meczu miejscowych Red Bulls i gości z angielskiego Tottenhem. Jeszcze w drodze (stadion w New Jersey), znaleźliśmy się w wagonie z Europejczykami, którzy w unisono śpiewali przez cały pociąg. Sam stadion okazał się przytulny i przypominał angielski. Usiedliśmy w drugim rzędzie i byliśmy w centrum wydarzeń jeszcze przed rozpoczęciem meczu, kiedy pokazywano nas na dużym ekranie podczas wykonywania amerykańskiego hymnu :) Bardzo symbolicznie :). Kibice przez cały mecz przeklinali wybornymi przekleństwami, ale zachowywali się bez agresji, więc na sektor kibiców można iść spokojnie (tutaj wbiegł też angielski kibic, którego „uprzejmie” zwymyślała cała południowa część stadionu). W planach mamy jeszcze wizytę na baseballu (idziemy na Mets, bo na Yankees najtańsze bilety zaczynają się od 90 dolarów!). Jeśli chodzi o pamiątki, to myślę, że nie odkryję Ameryki, jeśli polecę Best Buy. Oczywiście, wszystkie sklepy (z rzadkimi wyjątkami), rozsiane wokół Times Square, są przeznaczon

Ромаbr1ckk · Czytaj
Szukam domu

Absolutnie nie ma czasu, żeby usiąść i zdążyć przelać na papier choć część wrażeń, które nieustannie na nas spadają. W głowie pomieszały mi się już wszystkie dni, nogi są zdarte od chodzenia po niezliczonych ulicach, alejach, bulwarach i parkach, ale mimo to chcę zobaczyć jak najwięcej. W ciągu tych kilku dni zdążyliśmy odwiedzić różne dzielnice Nowego Jorku, z których każda ukazała się nam w inny sposób. To naprawdę miasto kontrastów, można tu spotkać wszystko, ponieważ współistnieje tu wiele kultur z całego świata. Wczoraj graliśmy w piłkę z czarnoskórymi chłopakami z Bronxu, spacerowaliśmy w pobliżu stacji „Great Kills” na Staten Island, słuchaliśmy piosenek przypadkowych przechodniów i oglądaliśmy amatorski baseball w Central Parku. Nie będziemy opowiadać o Manhattanie, o którym napisano mnóstwo przewodników. Dodamy tylko, że lepiej nie spieszyć się z zakupami i pamiątkami, a szukać wszystkiego taniej w bardziej odległych dzielnicach. Między tak ważnymi dla urządzenia się w USA sprawami jak podróżowanie, znaleźliśmy nawet mieszkanie. Prawdę mówiąc, nie sami – podeszła do nas właścicielka jednego z mieszkań na Brighton, kiedy bezskutecznie próbowaliśmy dzwonić do wynajmujących z automatu telefonicznego, i zaproponowała dość tani pokój tuż przy plaży ze wszystkimi udogodnieniami. Great! Po obejrzeniu mieszkania weszliśmy do pobliskiego domu, gdzie również wynajmowano pokój. Czekając na właściciela, wysłuchaliśmy strasznej historii mieszkającego tam Ukraińca o tym, jak jest tu źle, jak męczy go właściciel domu i że w ogóle lepiej się tu nie pchać. W końcu, po 15 minutach, podszedł zarośnięty, kulejący mężczyzna i zaprowadził nas do pokoju. Początkowo długo szukaliśmy włącznika światła, a gdy zobaczyliśmy apartments, zamilkliśmy – pusta izba ze starą łóżkiem w kącie, telewizorem na podłodze i gołymi ścianami za czynsz wyższy niż ten przy plaży. Wchodząc do kuchni i łazienki, poczuliśmy okropny zapach i towarzyszące mu muchy. Porada! Nie załamujcie się w poszukiwaniu mieszkania i pracy. Nie bierzcie pierwszych lepszych apartments, szukajcie lepiej. Na przykład na Brighton można kupić kilka newspapers (Russkaya reklama, Russky Bazar) z dużą liczbą ogłoszeń. Obzwońcie wszystkich, zbierzcie jak najwięcej ofert i chodźcie oglądać pokoje. Prędzej czy później znajdziecie coś odpowiedniego. Jeśli słabo znacie angielski – Brighton to droga dla was – jest tu mnóstwo Rosjan, których można zapytać o pokój i pracę. Swoją drogą, często podchodzili do nas Rosjanie, nie tylko na Brighton, i wdawaliśmy się w rozmowy. Rosjan łatwo rozpoznać w tłumie, można prosić o pomoc, jedna dziewczyna dała nam telefon do wynajmujących pokój. Rekomendacje W&T dotyczące szukania mieszkania na piechotę nie bardzo nam pomogły – obeszliśmy setki domów w różnych dzielnicach NY, ale ani razu nie spotkaliśmy ogłoszeń RENT, chyba mieliśmy wielkiego pecha.

16postów uczestników o Bronx — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu