Houston. Największe miasto stanu Teksas. Postanowiłem poświęcić mu całą stronę mojej opowieści. Piękne miasto, jakby nie patrzeć. Tak więc następnego dnia rano obudziliśmy się około 11 w garażu Ricka, wypoczęci i gotowi do dalszej drogi. Postanowiliśmy, że ten dzień w Houston będzie dniem odpoczynku. Kiedy się obudziliśmy, Rick jeszcze spał. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, czym zajmuje się w życiu. Nawet nie wiem, czy gdzieś pracuje. Ale jest dobrym człowiekiem i bardzo gościnnym. Zjedliśmy i poszliśmy pospacerować po mieście. A właściwie pojechaliśmy). Nawet nie wiem dlaczego, iść nie było daleko, ale mimo wszystko pojechaliśmy do centrum, zaparkowaliśmy samochód i poszliśmy się rozejrzeć. Centrum Houston jest niewielkie, ale piękne. Naprawdę można je obejść w 1 godzinę. Cóż, tak właśnie zrobiliśmy. Obejrzeliśmy wieżowce, zrobiliśmy zdjęcia, wypiliśmy kawę i postanowiliśmy jeszcze pojechać do sklepów, może coś kupić. Pojechaliśmy na obrzeża miasta do “Macy’s”. Potem zauważyłem, że te Macy’s są prawie wszędzie takie same. I nie widziałem sensu w wożeniu jakiejś rzeczy z Teksasu przez cały kraj. W sumie nic tam nie kupiliśmy. Wróciliśmy jeszcze raz do Ricka, żeby spakować rzeczy i pożegnać się z nim, zjedliśmy i około 3 po południu ruszyliśmy w stronę Kalifornii. Ponieważ, jak już mówiłem, ten dzień był dla nas dniem relaksu, postanowiliśmy jechać, dopóki nie będziemy zmęczeni, gdzieś do wieczora, a potem położyć się spać gdzieś w górach (namiot, 2 poduszki i koce wzięliśmy ze sobą). W sumie tak właśnie zrobiliśmy. Przejechaliśmy jeszcze jakieś 6-8 godzin. I zatrzymaliśmy się niedaleko miasta San Antonio w centrum stanu Teksas, gdzieś w górach. Zatrzymaliśmy się na kempingu. Za pomocą nawigacji GPS można znaleźć wszystko, w tym kempingi. Tak po prostu przy drodze namiotu w Ameryce stawiać nie wolno, tylko w wyznaczonych do tego miejscach, czyli na kempingach. Tak więc – znaleźliśmy kemping, wjechaliśmy tam. Stało tam już kilka przyczep. Nikogo z administracji nie znaleźliśmy, bo było już późno, ale za to znaleźliśmy ogłoszenie, w którym było napisane, że ludzie, którzy przyjechali w nocy, powinni wypełnić ankietę (którą można było wziąć ze skrzynki na ankiety), włożyć pieniądze (jakieś 30-40 dolców za samochód za noc) i ankietę do koperty, i wrzucić kopertę do skrzynki na koperty. Tak właśnie zrobiliśmy. Z wyjątkiem ostatniego punktu. To znaczy, pieniądze do koperty włożyliśmy, ale nigdzie jej nie wrzuciliśmy :). Postanowiliśmy, że jeśli przyjadą właściciele, to po prostu oddamy im tę kopertę z pieniędzmi. Dalej, według starego schematu, wzięliśmy prysznic (na wszystkich kempingach są całkiem niezłe łazienki z prysznicami), wypiliśmy po piwie i położyliśmy się spać, bo jutro czekał nas bardzo trudny dzień.


+2


