Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Susa: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Sousse, Sūsah, or Soussa, is a city in Tunisia, capital of the Sousse Governorate. Located 140 km (87 mi) south of the capital Tunis, the city has 271,428 inhabitants (2014).

Sousse · CC BY-SA 4.0

Mapa miejsc
Teraz w mieścieSusazachód słońca 18:20
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie7

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze gospodarzy oferujących darmowe zakwaterowanie — najbliższe miasto, w którym są dostępni:

Rome1292 hostów · 4 godz. 10 min
2 źródła · Stan na 19 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Unikaj podróży do części krajuCałkowity zakaz podróży do wybranych regionów kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

This travel advice has been reviewed for accuracy with changes made throughout, including visa requirements, taking money into and out of Tunisia, electronic devices, drugs and illegal substances and power supply in summer months ('Entry requirements' and 'Safety and security') pages.

Departament Stanu USAPoziom 2Zachowaj większą czujność wobec otoczenia i dobytku niż zwykle.
  • terroryzm
  • przestępczość
Pełna treść komunikatu (angielski)

There was no change to the advisory level. The “Crime” and “Unrest” risk indicators were added. Advisory summary was updated. Exercise Increased Caution in Tunisia due to terrorism, crime, and unrest . Some areas have increased risk. Read the entire Travel Advisory. Do Not Travel to: Within 16 km of the Algerian border due to terrorism , except for the cities of Tabarka and Ain Draham.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
Monastir Habib Bourguiba International Airport MIR13 km od centrum
Enfidha - Hammamet International Airport NBE33 km od centrum
Tunis Carthage International Airport TUN120 km od centrum

Osoby, które tu były

Alesia NikifaravaCzytaj
Druga historia (Czy to prawda, że rodzina nie kończy się na więzach krwi? Odpowiedź: zapytajcie moich chłopaków z Fair Hills)

Ostatecznie tak bardzo kocham swój amerykański pokój, swój rosyjski akcent, swoich amerykańskich przyjaciół. Pretty dramatic wyobrażać sobie zmianę wiatrów. (c) wpis na Twitterze. Pracowałam w małym miasteczku Detroit Lakes w Minnesocie. Rano byłam housekeeper, wieczorem – waitron. To był kurort z drogimi jachtami, niekończącymi się polami golfowymi i momentami wzburzonym jeziorem. Co tydzień przyjeżdżały tu dziesiątki amerykańskich rodzin, których częścią się stawaliśmy. Moja przełożona Petty powiedziała kiedyś: „Naszym zadaniem jest sprawić, by te rodziny poczuły troskę”. Wszystko, co robiłam, było troską. Troszczyłam się za pieniądze, za ogromne napiwki, które często sięgały stu lub dwustu dolarów. Czy to nie brzmi wystarczająco jak lato, które może uczynić człowieka szczęśliwym do szaleństwa? Międzynarodowym studentom przydzielono domy bezpośrednio na terenie kurortu – przestronne (dwupiętrowe) drewniane mieszkania, czule nazywane chatami. Semih, Luliu, Deniz, Berkay, Yazan, Winni, Fariza, Ola, Alexandru, Luby, Anel, Madina – ta lista mogłaby trwać w nieskończoność, ponieważ nasza Fair Hills family liczyła pięćdziesiąt osób. Mieszkaliśmy razem, pracowaliśmy razem. Razem snuliśmy plany na przyszłość. Pewnego dnia w kuchni, sprawiając, że lekko drgnęłam, podbiegła do mnie Deniz – odważna Turczynka z kruczoczarnymi włosami i fioletową szminką. W swoich czarnych dżinsach, czarnym t-shircie, ze śniadą skórą w ogóle nie pasowała do kolorowego szaleństwa kuchennych półek. Słabo mówiła po angielsku, ale często leniwie siedziałyśmy (w jakimś błogim półśnie) na balkonie jej chaty, jak właścicielki swojego amerykańskiego życia, i wykreślałyśmy z naszego amerykańskiego kalendarza kolejny dzień w Minnesocie. Patrzyłyśmy na ulice kurortu, które według Deniz tak bardzo przypominały kręte ulice Stambułu, a ja porównywałam rzędy domów do gwieździstych promieni prostych ulic Paryża. Często przychodziły mi też do głowy paryskie bulwary z mostami. Well, podbiegając do mnie w kuchni, Deniz zaproponowała wycieczkę rowerową do meksykańskiej knajpy, która znajdowała się czterdzieści minut drogi autostradą. Wiedziałam, jak to będzie: wieczorem będę na nią czekać, ona przyjdzie, będzie mówić, ja będę słuchać, z jej przyjściem zapachnie tytoniem, a ona, pokasłując, będzie opowiadać, opowiadać, opowiadać mi o tym, jak bardzo nie przypomina porządnej muzułmanki i jak bardzo pierożki Susan przypominają jej bułeczki babci (pamiętam nawet, że babcia miała ogromny ciepły dziergany kardigan, który, jak twierdziła Deniz, bardzo by mi pasował). Wszystko potoczyło się wcale nie według przemyślanego scenariusza: Otgoo przyczepiła się do mnie, a Deniz przyprowadziła swojego przyjaciela – takiego samego śniadego Turka Berkaya. Do meksykańskiej knajpy weszliśmy we czwórkę. Siedzieliśmy przy barze, oglądaliśmy telewizję i jedliśmy pizzę w półmroku ścian obwieszonych zdjęciami, podczas gdy wszyscy interesowali się, kim jesteśmy, co oznaczają nasze imiona w naszym ojczystym języku i jak nam się podoba Ameryka. Och, bardzo nam się podobała! Co jeszcze podobało mi się tego wieczoru? Cóż, na przykład Berkay (przypuszczam, że wszystko dlatego, że akceptował wszystkie szalone pomysły, które przesiąkały podświadomość mojego mózgu; podczas rozmowy lubił powtarzać „spójrz mi w oczy” albo odwrotnie „no co ty, chodź, nie stój i nie patrz na mnie tak zdezorientowana”; był szalenie nieustraszony, przy czym tak nieustraszony, jakimi bywają chyba tylko głupcy; nosił okulary; pewnej nocy leżeliśmy na polu golfowym i nie drgnęliśmy nawet wtedy, gdy zbierało się na burzę, a trawa, na którą padały umierające cienie, stała się mokra). Ani gwiazd, ani śmiechu, ani spokoju. Stąd znów płynnie wynikają moje rady: 1. Ten świat jest mocno zepsuty, pełen wrogości, okrucieństwa i bezsensownego tragizmu. W Ameryce poznasz ludzi całkowicie odmiennych od ciebie. Ciesz się tym. Nie opieraj się i nie bój się zmieniać. 2. To nie jest tylko lato spędzone za granicą. Dzięki arabskim przyjaciołom zmie

  • Zdjęcie z posta użytkownika Alesia Nikifarava
  • Zdjęcie z posta użytkownika Alesia Nikifarava
  • Zdjęcie z posta użytkownika Alesia Nikifarava+9
ravikCzytaj
Na wszystko przychodzi czas

STARA GWARDIA Nie bierzcie tego za reklamę. Chociaż... co (jak powiedzieliby Ukraińcy) grzechu nie wyznać! Dla mnie to po prostu wielkie wydarzenie! Sylvester Stallone kręci nowy film „The Expendables”! Będzie cholernie ciekawie zobaczyć. Chociaż w takich przypadkach zawsze istnieje obawa przed rozczarowaniem. Z drugiej strony, Stallone w ostatnich latach nigdy nie zawiódł moich oczekiwań. Wręcz przeciwnie! Zrobił wszystko nawet lepiej, niż mogłem przypuszczać. Dlatego mu ufam i pójdę na każdy film, który nakręci, z dowolną fabułą i obsadą. A Z TAKĄ OBSADĄ!!! Nawet Arnold Schwarzenegger zrobi wyjątek dla Sylvestra, wracając do kina! A przecież przez ponad pięć lat, odkąd został gubernatorem Kalifornii, nie zagrał w żadnym filmie. Co ciekawe, zagra samego siebie — gubernatora Kalifornii. Film opowiada o próbie zamachu stanu w jednym z krajów Ameryki Łacińskiej przez grupę najemników. Reżyserem i scenarzystą filmu jest sam Stallone. Zagra również jedną z głównych ról. W projekcie biorą udział także Eric Roberts, Mickey Rourke, Jet Li, Jason Statham, Dolph Lundgren i Forest Whitaker. Po prostu konstelacja aktorów! OSTATNIE WYDARZENIA Aleksiej odpłynął statkiem dziewiętnastego lutego. O pierwszej po południu zadzwonił, żeby się pożegnać, informując, że „Akademik Fiodorow” przepłynie obok Sea Point za około dziesięć minut. Poszedłem na brzeg, żeby ich pożegnać. Byli już w dość dużej odległości od nas i oczywiście nie mogłem dostrzec ludzi na pokładzie. Mimo to pomachałem im na pożegnanie, życząc dobrej podróży. W piątek Kirill i ja wybraliśmy się w piękne miejsce. Niedawno był tam w nocy samochodem z kolegami z pracy. Byli tam nad jakimś stawem, który według Kirilla jest niezwykle uroczy. I skąd roztacza się oszałamiający widok na miasto. — Byłem w szoku, kiedy tam byłem! — opowiadał z entuzjazmem Kirill. — Nie wiedziałem, że jest tu takie fajne miejsce! Kirill powiedział, że ten staw na pewno znajdziemy sami. Przed naszą wyprawą opowiedziałem o tym Kristinie i wyraziła chęć pójścia z nami. I tak, w piątek od dziesiątej rano do drugiej po południu włóczyliśmy się po Signal Hill, próbując znaleźć to tajemnicze miejsce, co jest bardzo dziwne, bo wcześniej go nie widziałem, mimo że zwiedziłem już trzy góry i nie widziałem tego stawu ani z boku, ani z góry, ani z dołu. Nasze wysiłki, by znaleźć staw, nie zakończyły się sukcesem, co najbardziej zdziwiło Kirilla — naszego Susanina. Jednak nie byliśmy zbyt smutni, bo i tak dobrze spędziliśmy czas w swoim towarzystwie. A wieczorem tego samego dnia Kirill i ja poszliśmy na basen pod gołym niebem — ten sam, gdzie na Boże Narodzenie SASTS zorganizowało imprezę, na którą nie dotarłem. Pamiętacie moją opowieść o tym? Spędziliśmy tam około trzech godzin: pływaliśmy, opalaliśmy się, rozmawialiśmy o tym i owym... Aż nagle... — Dzień dobry! — odezwał się siedzący niedaleko starszy pan, przysłuchując się naszej rozmowie i orientując się, że mówimy po rosyjsku. Już dawno przestałem się dziwić spotykaniu rodaków za granicą. Kirill też często spotyka turystów słowiańskiego pochodzenia na Waterfront. — Dzień dobry! — przywitaliśmy go. Porozmawialiśmy, po czym ze zdziwieniem odkryliśmy, że dziadek jest Francuzem! A rosyjskiego się nauczył, i to tylko trochę. Niemniej jednak mówił czysto, bez żadnego akcentu. Dlatego w pierwszych minutach rozmowy wzięliśmy go za rodaka. — A co wy tu robicie? — zainteresowaliśmy się. — We Francji zimą jest mi zimno! Każdej zimy przyjeżdżam do Kapsztadu i mieszkam tu przez trzy miesiące. — Świetnie! A czy potrzebujecie do tego wizy? — Nie. Kupiłem bilet i przyjechałem! — Fajnie! A nam na razie jest potrzebna! Opowiedzieliśmy mu o nas. Bardzo ciekawie było z nim porozmawiać i tak niezwykle było spotkać w RPA Francuza mówiącego po rosyjsku. Opowiedział, że swego czasu kilka razy latał do Moskwy. Raz spędził tam całe dwa tygodnie. Mówi, że za każdym razem podziwia piękno rosyjskiej stolicy! I że bardzo lubi Moskwę. Mówi też, że był w Kijowie. Pojechał tam samochodem. Kijów też

  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik
  • Zdjęcie z posta użytkownika ravik+2
Anastasia SakharovaCzytaj
O Ameryce i wciąż o Rosji

U nas wszystko dzieje się bardzo szybko. Czas jest ten sam, ale nie chce się z nikim liczyć. Zdołaliśmy doliczyć tylko do trzech: raz-lipiec, dwa-sierpień, trzy-wrzesień... To jak otwarcie upragnionych drzwi, brak czasu, by zobaczyć, co jest za nimi, i natychmiastowe ich zatrzaśnięcie.. Nasz naczynie życia kipi, wybucha, pryska sokiem, przelewa się przez krawędź. Wewnątrz wszystko się przewraca, przerabia, zakręca, rozlatuje. Ale na zewnątrz niby nic, cisza. To tylko dla nas, to, co dzieje się w środku. Bo nikt inny nie będzie w stanie tego zrozumieć. Będąc w różnych zakątkach globu, niestety o wielu z nich nie będę w stanie napisać ani linijki, bo niczego nie zapamiętam. Prędzej czy później trzeba pożegnać się ze wspomnieniami. Piszę tylko dlatego, że nie chcę potem się zgubić, pomylić. Nie zrobić zdjęcia lub nie zapisać - oznacza stracić więź z przeszłością. Wczepiam się w swoje wspomnienia pazurami, mocno, na śmierć, żeby potem nie dawały mi spokoju. Okoliczności ułożyły się tak, że początkowo mieliśmy jechać do bardziej północnego miasta, Providence, niedaleko Bostonu. Marzyliśmy o nim cały rok, snuliśmy plany, szukaliśmy miejsc, planowaliśmy wieczory i weekendy. Naprawdę je pokochaliśmy. Ale na trzy dni przed wyjazdem skierowano nas do Durham. Ustępowało ono Bostonowi i Providence pod każdym względem - w pobliżu nie było dużych znanych miast, wieżowców, parków narodowych i parków rozrywki, poza tym jest znacznie mniejsze i nudniejsze. Jechaliśmy tam, nie wiedząc, czego się spodziewać, ale wyboru już nie było. Więc, spędziwszy tutaj połowę czerwca, lipiec i sierpień, przez cały ten czas uważaliśmy, że mieszkamy w najbardziej nudnym i nikomu nieznanym mieście na świecie. Z tym, że jest nudne, nikt nie odważyłby się dyskutować. Ale potem, pewnego wieczoru siedząc przed telewizorem w Sarasocie, mieliśmy ogromne szczęście w poszukiwaniu filmu - na ekranie mignęły boleśnie znajome krajobrazy fabryki tytoniu Lucky Strike i boiska do baseballu w Durham. Kiedyś dawno temu drużyna baseballowa naszego miasta tak często zapewniała sobie zwycięstwo, że ta historia została wzięta za scenariusz filmu z Susan Sarandon w roli głównej. Uważano go za najlepszą ekranizację o sporcie. Wtedy, widząc ten film, prawie się zakrztusiliśmy - mieszkać tutaj trzy miesiące i nawet nie wiedzieć, że Durham jest tak sławne. Ale ogólnie rzecz biorąc, to raczej niczego by nie zmieniło. Często zadają mi pytanie (całkiem rozsądne, choć nieprecyzyjne), co najbardziej podoba mi się lub nie podoba w Ameryce. Jak o dużej i dobrej książce - nie można powiedzieć, że po prostu ci się podoba lub nie, to nie wystarczy. Ameryka to wspaniały kraj, ze swoimi wadami i przywarami. W swoich opowieściach mogę śmiało wypowiadać się o Rosji czy Ameryce, nie krępując się w wyrażeniach. A jaki jest sens unikać i omijać to, co wszyscy i tak wiedzą? Mogę sobie wyobrazić szczery szok Amerykanina, któremu nie poszczęściło się przyjechać do Rosji bez kursów przygotowawczych lub przynajmniej opowieści o rosyjskiej mentalności. Co oni w ogóle wiedzą o Rosjanach? Skojarzenia są mniej więcej takie - "wódka", "zimno". Tak myśli przeciętny Amerykanin, jak pokazało częste zdziwienie naszych zagranicznych przyjaciół, kiedy opowiadaliśmy im o Rosji. To zabawne i nasuwa myśli o ignorancji. Nie żyjemy za taką żelazną kurtyną. Rosjanie wiedzą wszystko o amerykańskim stylu życia; czytają o nich artykuły, tworzą społeczności, nie przepuszczają ani jednego amerykańskiego filmu, kupują zeszyty, notatniki, breloki i plakaty ze Statuą Wolności i wieżowcami, koszulki z amerykańską flagą i coraz więcej zapożyczają słów z angielskiego, podczas gdy Amerykanie nawet nie wiedzą, że są wzorem do naśladowania, a jedyną rzeczą, którą pamiętają o Rosji, nadal pozostaje to, że jest tam zimno. A zapożyczyli tylko "babushka" i "sputnik". Będziesz miał szczęście, jeśli porozmawiasz z Amerykaninem, a on nie zapyta cię, czy nadal mieszkasz w ZSRR.. W tym kraju każdy jest sam dla siebie. Ludzie łatwiej się poznają i

5postów uczestników o Susa — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu