Wstęp Kiedy jesteś w wielkim, zimnym mieście, trudno sobie wyobrazić inne życie. Nie myślisz o tym, że gdzieś, 8000 km od ciebie za oceanem, na południu kontynentu północnoamerykańskiego, w stanie Karolina Południowa, w mieście Myrtle Beach jest Broadway at the beach, a tam na zapleczu sklepu Coastal Outfitters David sprawdza koszulki z długim rękawem, a Sam tłumaczy studentom J-1, czym różnią się wieszaki. Miejsce, gdzie pieszy to rzadkość, a jeśli jesteś jeszcze biały i do tego dziewczyną, to spodziewaj się przestrachu od klaksonów samochodów i okrzyków. Miejsce, gdzie twoi afroamerykańscy sąsiedzi codziennie odprowadzają i witają cię z pracy spojrzeniem. Miejsce, gdzie ciepło jest nie tylko od słońca, gdzie niby wszystko jest tak samo, ale zupełnie inaczej. Część 1 Droga do miasta M Dotarcie do Nowego Jorku, miasta marzeń wielu tancerzy, programistów, muzyków, biznesmenów, turystów, podróżników i innych mieszkańców naszej planety, było łatwiejsze niż oczekiwano. Dziwne, ale to nie jest miasto moich marzeń. Nigdy nie marzyłam o NYC ani o USA w ogóle. Na program zgłosiłam się zupełnie spontanicznie i ostatniego dnia. Aby dotrzeć do NY, trzeba było tylko zostawić wszystko, wejść na lotnisko, odebrać karty pokładowe, przejść kontrolę, spotkać tam pierwszy raz w życiu swoje towarzyszki podróży (przynajmniej na najbliższe 24 godziny) i wsiąść do samolotu Mińsk-Frankfurt. Tam trochę odetchnąć i zadzwonić do mamy, usłyszeć płacz w słuchawce i znowu trochę się zdenerwować. Ale potem poznać sąsiada w samolocie i przez 2 godziny lotu słuchać opowieści o lekarzach. Jego pytania o moją podróż wcale mnie nie uspokajały, raczej przeciwnie – dawały świadomość, że robię coś szalonego, przynajmniej dla siebie. – „Oho, lecicie do Nowego Jorku, tak daleko. Zostajecie tam? Ktoś was odbierze? Jak sobie poradzicie same? Oho, wy potem do Myrtle Beach, autobusem! Tam jest dużo Meksykanów i jest niebezpiecznie. Na 2,5 miesiąca? Dobrze znacie dziewczyny, z którymi lecicie? Poznałyście się godzinę temu? Och, jesteś odważną dziewczyną, Luba”. W głowie myślałam: „co ja robię? dokąd w ogóle jadę? po co mi to wszystko?” Po szczęśliwym dotarciu do Frankfurtu pozostało przesiąść się na inny lot i sprawa nr 1 była prawie załatwiona. Prawda, trzeba było przejść milion kontroli, zwłaszcza mnie. Postanowili wysłać mnie na dodatkową kontrolę, gdzie dla pełni szczęścia pozostało im tylko poświecić mi latarką w usta. Wsiąść do ogromnego Boeinga do NY było już ulgą, że przez najbliższe 8 godzin można zapomnieć o panice, nigdzie się nie spieszyć i nigdzie nie błądzić. Ale w rzeczywistości w spokojnie siedzącym ciele było tyle myśli, biegały, skakały i miałam wrażenie, że rywalizują ze sobą o tytuł najbardziej panicznej myśli. Przylecieliśmy we wtorek i wyszły nam aż dwa wtorki. Przeszliśmy wszystkie kontrole i od razu zderzyliśmy się z amerykańskim optymizmem. „Dlaczego takie smutne? Przecież lecicie do Myrtle Beach, sam bym tam teraz pojechał. Uśmiechnijcie się, zrobimy wam zdjęcie”. Potem było 30 minut zawrotnego czekania na walizkę przy taśmie. I alleluja, my i nasz bagaż jesteśmy na terytorium USA, na słynnym lotnisku JFK. W głowach czarna dziura, a przed nami wielka droga, wielka historia, całe życie w kraju za oceanem. Kilka godzin w AirTrain na różnych terminalach i metrem, i byliśmy gdzieś wewnątrz miasta o nazwie Nowy Jork. Według mapy znaleźliśmy nasz przystanek autobusowy i ruszyliśmy tam z walizkami. Po drodze odkryliśmy, że jesteśmy w chińskiej dzielnicy, gdzie pachniało rybą, każdy napotkany był Chińczykiem i nie było ani jednego szyldu po angielsku. Na sekundę wydawało się, że wsiedliśmy do złego samolotu i przylecieliśmy do Pekinu. Mimo wszystko dotarliśmy do tak zwanego przystanku autobusowego, wypełnionego Afroamerykanami. Podałam swój telefon z biletami elektronicznymi Chińczykowi w okienku, odpowiedział coś po angielsko-chińsku i oczywiście żadnych kart pokładowych nie zobaczyliśmy. Mieliśmy jeszcze 2 godziny do autobusu i ruszyliśmy na poszukiwa

David: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026
David, known as David City in colonial times, is a city and corregimiento in western Panama. It is the capital of the Chiriquí Province and has a population of 76,863 inhabitants as of 2023 census.
Dojazd i zakwaterowanie
Loty, lotniska, hosty i wynajem
Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.
2 źródła · Stan na 19 września 2026
Wizy i kwestie praktyczne
Wybierz paszport
Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.
Bezpieczeństwo i zdrowie
Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne
Dojazd
Lotniska, odległości i transport publiczny
Osoby, które tu były
Od samego początku to miasto było tylko punktem przesiadkowym między Waszyngtonem a Bostonem. W ogóle nie chciałem tu jechać (i do tej pory uważam, że trzeba było zostać w Waszyngtonie jeszcze na 1 dzień i zobaczyć wszystkie muzea), ale na poranny autobus już nie zdążyłem, a biletu Filadelfia-Boston nikt nie odwołał, więc musiałem jechać z Davidem samochodem. Porada: Jeśli podróżujecie samochodem, bądźcie uważni! Przegapienie odpowiedniego zjazdu na trasie oznacza stratę około godziny czasu na to, żeby wrócić i wjechać ponownie. Studiując mapę i przeklinając wszystkimi słowami, które znamy, próbowaliśmy ominąć Tolls (to takie punkty na drogach, gdzie trzeba zapłacić, żeby jechać dalej). O wpół do szóstej wieczorem przyjechaliśmy do miasta (oczywiście wszystkie muzea zamknęły się o 5). W Filadelfii można zobaczyć dokładnie 2 rzeczy - Dzwon Wolności i Independence Hall. No dobrze, jeszcze statuę LOVE. Dzwon widzieliśmy, Hall - tylko z zewnątrz, w środku trwały jakieś prace i nie wpuszczali. Skoro już nas zaniosło do tego miasta, trzeba spróbować "Philadelphia cheesesteak", pomyślałem. Jak myślicie, ile czasu potrzeba, żeby 2 mniej więcej dorosłe osoby znalazły "Philadelphia cheesesteak" w Filadelfii? Poprawna odpowiedź - 1 godzina 20 minut) Zaraz po tym, jak zjedliśmy, zaczęła się ulewa i postanowiliśmy wrócić do samochodu. I nagle, bez żadnego ostrzeżenia, 1700 całkowicie nagich ludzi na rowerach postanowiło przejechać się głównymi ulicami miasta! Takie rzeczy. Szukanie noclegu na 1 noc nie miało sensu, więc przespaliśmy się na pięknym parkingu. Bardzo niezwykłe doświadczenie) Filadelfia to miasto, gdzie kręcono słynny film "Rocky Balboa". David trenował boks, to jego ulubiony film, więc pojechaliśmy na te same schody, na które wspinał się Rocky i z których roztacza się oszałamiający widok na miasto. Zjadłszy jakieś niezdrowe jedzenie, dojechaliśmy do dworca autobusowego i pożegnaliśmy się. Nie spodziewałem się tego po tym mieście, ale było zabawnie) Przed nami był Boston.
+5
I nadszedł ten dzień. Lotnisko w San Francisco, spotykamy się, po raz pierwszy widzimy przyjaciela, witał nas też nasz inny znajomy. I ruszamy na poszukiwanie naszego hotelu. Który znajdował się w centrum miasta, 10 minut od parku przy Golden Gate. Przez trzy dni, nie czując nóg, chodziliśmy w górę i w dół, czekając na to, co przyniesie nowy dzień; to magiczne, wietrzne, fascynujące i zapadające w pamięć miasto. Autobus z San Francisco do Los Angeles przywitał nas ciepłym słońcem, około 7 godzin drogi, a pogoda przyjemnie zaskoczy was gorącym, palącym słońcem. Hotel znów był w centrum – dlaczego kładę na to nacisk? Bo bardzo ważne jest, aby mieć wygodny dostęp do lokalnych atrakcji. Pierwszy dzień spędziliśmy na słynnej plaży Santa Monica Beach, spaliliśmy się, oszaleliśmy i po prostu nie mogliśmy uwierzyć, że jesteśmy w Los Angeles, mieście Aniołów i przemysłu filmowego. Cały następny dzień spędziliśmy w Universal Studio, wydaje mi się, że nadrobiłam tam całe dzieciństwo, tyle emocji.. Aaaa.. Powtórzyłabym wycieczkę w to miejsce milion razy! W ostatni, trzeci dzień w LA zobaczyliśmy wszystko, co się dało: Aleję Gwiazd, Walt Disney Concert Hall, gdzie trafiliśmy na plan reklamy Cadillac i „pożyczyliśmy” od policjanta jego prawdziwy harley davidson, który z uśmiechem i całą swoją życzliwością pozwolił nam zrobić mini-sesję zdjęciową na jego motocyklu. I nadszedł ten wieczór, najjaśniejszy moment wyjazdu, pojechaliśmy na najbardziej fotogeniczną plażę LA, czyli Venice Beach. Droga była długa, około półtorej godziny, a w autobusie nie było co robić, więc rozmawialiśmy ze wszystkimi dookoła, a moją najdłuższą rozmowę odbyłam z przemiłym mężczyzną, z którym po prostu rozmawialiśmy o mieście, ludziach i ogólnie o Ameryce. Opowiedziałam mu też wiele ciekawych, a nawet zaskakujących rzeczy o Rosji. A na koniec czekała mnie szokująca wiadomość: był aktorem i producentem w jednej osobie, który po prostu jeździ autobusem i jest z tego zadowolony, lubi obserwować ludzi, mówi, że to pomaga mu w pracy. Aktor, który brał udział w zdjęciach do Zielonej Mili (The Green Mile)… I oto ONA – Plaża. Zdjęcia wszystkiego i wszystkich, mnóstwo kamer, surferzy, skaterzy, atmosfera warta milion.. Po prostu zamarliśmy.. Do momentu, aż fala nie przykryła wszystkich naszych rzeczy.. Długo i wesoło czyściliśmy je z piasku.. A potem zadowoleni ruszyliśmy na kolejny transfer: Los Angeles – Las Vegas. Gdzie również czekały na nas wspaniałe trzy dni. Las Vegas okazało się jeszcze gorętsze, ale przywitało nas przyjemnym deszczem, podczas którego rano mogliśmy trochę pospać, co było potrzebne do naładowania baterii. Wieczorem zaczyna się tam życie, naturalnie zostawiliśmy trochę pieniędzy w automatach i ruletce. Bez tego nie można stamtąd wyjechać, poszliśmy na najlepszy na świecie show Le Reve The Dream, to coś niesamowitego, miałam łzy w oczach z zachwytu podczas oglądania tego spektaklu. Cały następny dzień spędziliśmy w Grand Canyon, po prostu odebrało nam mowę… Marzenia się spełniają… Tak minęło moje lato. I to prawdopodobnie jedna setna tego, co chcę powiedzieć.. Długo będę wspominać to lato. Ostatni dzień w Las Vegas zakończyliśmy zakupami, no bo jak bez nich, w końcu jesteśmy dziewczynami… I polecieliśmy, kto gdzie.. Wszystkie byłyśmy z różnych miast, ale to, co przeżyłyśmy, połączy nas na zawsze.. I na pewno jeszcze się spotkamy!!!
Wstęp Kiedy jesteś w wielkim, zimnym mieście, trudno wyobrazić sobie inne życie. Nie myślisz o tym, że gdzieś, 8000 km od ciebie za oceanem, na południu kontynentu północnoamerykańskiego, w stanie Karolina Południowa, w mieście Myrtle Beach znajduje się Broadway at the beach, a tam na zapleczu sklepu Coastal Outfitters David sprawdza koszulki z długim rękawem, a Sam tłumaczy studentom J-1, czym różnią się wieszaki. Miejsce, gdzie pieszy to rzadkość, a jeśli jesteś jeszcze biały i do tego dziewczyną, to spodziewaj się przestrachu od klaksonów samochodów i okrzyków. Miejsce, gdzie twoi afroamerykańscy sąsiedzi codziennie odprowadzają i witają cię z pracy spojrzeniem. Miejsce, gdzie jest ciepło nie tylko od słońca, gdzie niby wszystko jest tak samo, ale zupełnie inaczej. Część 1 Droga do miasta M Dotarcie do Nowego Jorku, miasta marzeń wielu tancerzy, programistów, muzyków, biznesmenów, turystów, podróżników i innych mieszkańców naszej planety, było łatwiejsze, niż oczekiwano. Dziwne, ale to nie jest miasto moich marzeń. Nigdy nie marzyłam o NYC ani o USA w ogóle. Na program zgłosiłam się zupełnie spontanicznie i ostatniego dnia. Aby dotrzeć do NY, trzeba było tylko zostawić wszystko, wejść na lotnisko, odebrać karty pokładowe, przejść kontrolę, spotkać tam pierwszy raz w życiu swoje towarzyszki podróży – przynajmniej na najbliższe 24 godziny – i wsiąść do samolotu Mińsk-Frankfurt. Tam trochę odetchnąć i zadzwonić do mamy, usłyszeć płacz w słuchawce i znowu trochę się zdenerwować. Ale potem poznać sąsiada w samolocie i przez 2 godziny lotu słuchać opowieści o lekarzach. Jego pytania o moją podróż wcale mnie nie uspokajały, raczej przeciwnie – dawały świadomość tego, że robię coś szalonego, przynajmniej dla siebie. – „Oho, lecicie do Nowego Jorku, tak daleko. Zostajecie tam? Ktoś was odbierze? Jak sobie poradzicie same? Oho, wy potem do Myrtle Beach, autobusem! Tam przecież dużo Meksykanów i jest niebezpiecznie. Na 2,5 miesiąca? Dobrze znacie dziewczyny, z którymi lecicie? Poznałyście się godzinę temu? Och, jesteś odważną dziewczyną, Luba”. W głowie myślałam: „co ja robię? Dokąd ja w ogóle jadę? Po co mi to wszystko?” Szczęśliwie dotarłszy do Frankfurtu, pozostawało przesiąść się na inny lot i sprawa nr 1 była prawie załatwiona. Prawda, jeszcze trzeba było przejść milion kontroli, zwłaszcza mnie. Postanowili wysłać mnie na dodatkową kontrolę, gdzie do pełni szczęścia brakowało im tylko poświecenia mi latarką w usta. Wsiąść do ogromnego Boeinga do NY było już ulgą, wiedząc, że przez najbliższe 8 godzin można zapomnieć o panice, nigdzie się nie spieszyć i nigdzie nie błądzić. Ale w rzeczywistości w spokojnie siedzącym ciele było tyle myśli; biegały, skakały i miałam wrażenie, że rywalizują ze sobą o tytuł najbardziej panicznej myśli. Przylecieliśmy we wtorek i wyszło nam ich aż dwa. Przeszliśmy wszystkie kontrole i od razu zderzyliśmy się z amerykańskim optymizmem. „Dlaczego takie smutne? Lecicie do Myrtle Beach, ja sam bym tam teraz pojechał. Uśmiechnijcie się, zrobimy wam zdjęcie”. Potem było 30 minut zawrotnego czekania na walizkę przy taśmie. I alleluja, my i nasz bagaż jesteśmy na terytorium USA, na słynnym lotnisku JFK. W głowach czarna dziura, a przed nami wielka droga, wielka historia, całe życie w kraju za oceanem. Kilka godzin w AirTrain na różnych terminalach i metrem, i byliśmy gdzieś wewnątrz miasta o nazwie Nowy Jork. Według mapy znaleźliśmy nasz przystanek autobusowy i ruszyliśmy tam z walizkami. Po drodze odkryliśmy, że jesteśmy w chińskiej dzielnicy, gdzie pachniało rybą, każdy napotkany był Chińczykiem i nie było ani jednego szyldu po angielsku. Na sekundę wydawało się, że wsiedliśmy nie do tego samolotu i przylecieliśmy do Pekinu. Mimo wszystko dotarliśmy do tak zwanego przystanku autobusowego, wypełnionego Afroamerykanami. Podałam swój telefon z biletami elektronicznymi Chińczykowi, odpowiedział coś po angielsko-chińsku i oczywiście żadnych kart pokładowych nie zobaczyliśmy. Mieliśmy jeszcze 2 godziny do autobusu
Podobne w pobliżu
Podobne pod względem budżetu i blisko David
≈ 3 godz. 25 min drogiSan José- Miesiąc
- ≈ 1500 $
- Odległość
- 246 km
Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę