Pojechaliśmy do tej samej Harbor View Restaurant & Bar. Sonyi doradzono, żeby szukała tam drugiej pracy na wieczór. W końcu jej biznes z bańkami mydlanymi nie jest zbyt dochodowy. Ta restauracja znajduje się w drodze do Cape May, między dwoma miastami. Droga prowadzi autostradą Ocean Drive. Sprawdziliśmy na mapie, że trzeba przejechać trzy mosty, a potem od razu skręcić w lewo. Gdy tylko wyjechaliśmy poza granice WW, od razu poczuliśmy się jak na wakacjach! Tak fajnie, jakbyśmy już podróżowali! Wspaniale jest odkrywać nowe miejsca! Prawda, droga nie jest przystosowana dla rowerzystów, jechaliśmy ostrożnie wąskim poboczem. Mosty okazały się po prostu bardzo wąskie. Dokładnie jeden pas dla samochodu, ani w lewo, ani w prawo. Przepuściliśmy kilku kierowców i zaryzykowaliśmy. Samochody za nami pełzły jak żółwie. Gorzej było na drugim moście, to (jak się później dowiedziałam) most zwodzony. Czyli wielka górka. Wjazd na niego jest trudny, ciągnęliśmy rowery sami))) powoli, i odpowiednio wstrzymywaliśmy cały ruch. Więc nie udało się nacieszyć pięknym widokiem. Ten most jest płatny dla samochodów. Fajnie było zjeżdżać z niego w dół bez pedałowania! W rzeczywistości WW i CM są otoczone jeziorami tam, gdzie nie ma oceanu. Dlatego mostów jest naprawdę dużo. Wszystkie te jeziora to przystanie dla ogromnej liczby jachtów. Można pływać, wypożyczać! Restauracja znajduje się tuż nad brzegiem. To swego rodzaju przystań. Wygląda na to, że goście mogą przypływać własnym jachtem, zaparkować go i cieszyć się śniadaniem, obiadem lub kolacją! Od razu zauważyliśmy napis help wanted, co nas bardzo ucieszyło. Hostessa zawołała menedżerkę Irene. Pierwsze pytanie brzmiało, czy mamy SSN, bez niego nikogo nie zatrudnia. Cóż, surowo, ale dla nas też tak jest bezpieczniej. Irene przyjęła Sonyę na stanowisko Line Cook na rano! 6 dni w tygodniu, ze ścisłym harmonogramem! Bardzo, bardzo dobrze! Prawda, Sonya będzie musiała odejść z hotelu. Ale to zdecydowanie tego warte! Skończyliśmy o 4. Może byśmy skoczyli do Cape May? Niby od dawna chcemy, a nigdy nie było okazji. Fakt, że o 6 zaczynam pracę na samym końcu WW, tylko mnie zmotywował. Jechaliśmy około 20 minut. Jeszcze jeden duży most i prawie jesteśmy u celu. Miejscami musieliśmy stosować przepisy ruchu drogowego, zmieniając pasy na zakrętach na potrzebny nam rząd. Tak naprawdę widzieliśmy tylko jedną część miasta. Ale nas zachwyciła! Tak czysto, pięknie, cicho. Najbardziej zdumiewające są drzewa! Tutaj jest ich tak dużo! Siedzę teraz na swojej alei, piszę bloga, rozejrzałam się - ani jednego drzewa! W CM jest ich tak dużo! A samochodów prawie nie ma. Śmiało jeździliśmy środkiem jezdni, zawracaliśmy gdzie i jak chcieliśmy! Wszędzie bardzo piękne, zadbane domy, trawniki - prawdziwa amerykańska prowincja! Takie wrażenie, że nasz WW utknął w szczelinie czasoprzestrzennej. Na Ocean ave są fajne nowoczesne hotele, ale reszta budynków w głębi jest stara, bez remontu. Komu to potrzebne, zimą nie da się w nich mieszkać, a i nie ma komu. A latem studenci i nielegalni imigranci cieszą się z tanich mieszkań! Od razu zachciało mi się mieszkać w tym przytulnym miasteczku, dusza się raduje! Po Ocean drive skręcaliśmy tylko w lewo, żeby się nie zgubić i szybko objechać część przybrzeżną. Tak naprawdę, kiedy nadszedł czas powrotu, zrozumieliśmy, jak daleko zajechaliśmy! Powiedziałabym nawet, że się zgubiliśmy! Zrobiliśmy nie kółko, a ogromną pętlę! O 5:10 dopiero wyjechaliśmy na Ocean drive. Mój biedny rower, wyciskałam z niego niemożliwe! A jeśli wziąć pod uwagę, jaki był upał, to i z siebie też!!! Droga była bardzo ciężka, pedałowałam bez przerwy, a na tych dwóch wysokich mostach myślałam, że stoczę się w dół! Za to o 5:35 byłam już w domu. Nogi nie chodziły!!! A jeszcze trzeba lecieć do pracy! Nie wiem, jak to zrobiłam! Ogólnie rzecz biorąc, pod koniec lata albo będę nienawidzić roweru, albo nie będę mogła bez niego żyć! W rezultacie do CM, przez niego i z powrotem - 30 km, i jeszcze do pracy 4,5!
+4
