Czy wiedzieliście, że Amerykanie mają dosłownie obsesję na punkcie antyków? Przynajmniej w Ameryce sklepy z antykami można spotkać częściej niż gdziekolwiek indziej... Tak, jest tam pełno kolekcjonerów wszelkiego rodzaju: ktoś zbiera znaczki, ktoś monety lub figurki, na przykład żaby :))), a ktoś inny samochody (dlaczego nie, jeśli poziom dochodów na to pozwala?). Dla zamożnych Amerykanów kupno jakiegoś starego grata, zainwestowanie w niego dziesiątek tysięcy dolarów i przerobienie go na cacko to kwestia prestiżu. Ktoś nazwie to dziwactwem, a dla kogoś innego to udana inwestycja, a nawet stabilny biznes. Nie mogę powiedzieć, żebym miała obsesję na punkcie samochodów czy ceniła antyki, choć mogę przyznać, że też zajmuję się kolekcjonowaniem, ale nie zdradzę wam, wybaczcie :), wielkiej tajemnicy, czego dokładnie ;)... Zrządzeniem losu, jak to mówią, znalazłam się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu i trafiłam razem ze znajomymi chłopakami na wystawę zabytkowych samochodów. Ojej! Co to było! Chłopaki z dziecięcym zachwytem biegali od jednego eksponatu do drugiego, robiąc sobie nawzajem zdjęcia. Początkowo z rozczuleniem obserwowałam to widowisko z boku, bo cierpliwie czekałam, kiedy w końcu pojedziemy do sklepu (przecież obiecali!), ale potem sama się „wciągnęłam”. W końcu takiego RARYTASU nie spotyka się codziennie! ;) Szczególnie moją ciekawość wzbudził glamourowy różowy Cadillac, jak u Elvisa Presleya, oraz anty-glamourowy czarny Mustang, z którego zamiast spalin wydobywał się OGIEŃ!!! Szczerze mówiąc, myślałam, że takie rzeczy robią tylko do filmów z Hollywood... Cena tego egzemplarza (patrz ostatnie zdjęcie) wynosiła 80 000 $!!! Pomyślcie tylko, prawie 2,5 miliona! A przy tym nowy Mercedes kosztuje około 50 000 $. Właśnie to nazywam PROFESJONALNYM ROBIENIEM PIENIĘDZY Z POWIETRZA! ;)


+2
