Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Kusti: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

major city in Sudan

Teraz w mieścieKusti+30 st. CPochmurno · zachód słońca 17:48zaktualizowano 07:07
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie1

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 19 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Unikaj podróży do części krajuCałkowity zakaz podróży do wybranych regionów kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information on operations in Sudanese airports ('Safety and security' page).

Departament Stanu USAPoziom 4Władze odradzają podróżowanie w tym kierunku.
  • przestępczość
  • porwania
  • terroryzm
Pełna treść komunikatu (angielski)

There was no change to the advisory level or risk indicators. Advisory summary was updated. Do not travel to Sudan due to risk of unrest, crime, kidnapping, terrorism, landmines, and health risks . Advisory summary The U.S. Embassy in Khartoum suspended its operations in April 2023 due to the outbreak of armed conflict in Sudan. The U.S.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
El-Obeid Airport EBD264 km stąd — najbliższe lotnisko
Khartoum International Airport KRT269 km od centrum
Asosa Airport ASO406 km od centrum

Osoby, które tu były

Артём СелезнёвZellss · Czytaj
Wieczorne cytaty lub "facepalm"

Pewnego wieczoru postanowiłem odpocząć: po prostu poleżeć i poczytać książkę. Oto lista tekstów z zaledwie jednego wieczoru: Ja: Gdzie się tak wystroiłaś? Vika: Mam randkę z lesbijką. Będzie po mnie za 10 minut. Ja: (facepalm) Vika: Tiom, pomóż mi to rozpiąć, nie wyrabiam się (podaje mi stringi i stanik). Ja: (facepalm) Vika: Nigdy nie uprawiałam seksu z dziewczyną. Ira: A ja tak. Ja: (facepalm) Ira: Na ile ocenisz mój tyłek? Ja: (facepalm) Yulia: Dzisiaj na plaży chłopaki powiedzieli nam, że Indianie uprawiają seks w kapeluszach. Odpowiedziałam im: A Rosjanie w SKARPETKACH!!! Ja: (facepalm) Vika: Budzę się pewnego ranka w Baltimore i orientuję się, że proces już trwa. Ja: (facepalm) Yulia: Mam nadzieję, że Kostia do mnie dzisiaj nie zadzwoni. Pukanie do drzwi. Tam stoi Kostia. Yulia: Cześć! (2 minuty później) Yulia: MÓZGOWY ZJEDZIE, WYNOSIĆ SIĘ STĄD!!! Ja: (facepalm) Vika leży pół metra ode mnie, z facetem. Vika: O, stanął! Teraz opadł... Ja: (facepalm)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Артём Селезнёв
Наталья Ефимоваnatalilili · Czytaj
Konsulat? To proste!

1 marca 2010 roku, godzina 6 rano. Jak zwykle, budzik dzwoni już od godziny. Nagle, w przypływie strachu, łapiąc wielki haust powietrza, otwierasz oczy: 7.15. Rozumiesz, że nowy dzień się zaczął i trzeba pilnie wstawać, żeby zdążyć na zajęcia z dobrym wyglądem, szkoda, że mój mocny sen ukradł czas na owsiankę. Poza tym dzisiaj pierwszy dzień wiosny! Doczekaliśmy się, tylko mrozy nie odpuszczają! W tramwaju, jadąc, myślisz: „praca, jak ona jednak męczy… moje nogi, oby szybciej usiąść na krześle. A tu jeszcze to szukanie pracy, i tak nie udaje się wyspać. Nie udało się, ale ja też nie bardzo się starałam, i, dzięki Bogu, bo inaczej bym się jeszcze bardziej zdenerwowała”. Krótko mówiąc, ledwo wysiedziałam te trzy nudne wykłady + niełatwy WF z hantelkami, bieganie po instytucie ze zbieraniem papierków i podpisów, które są im tak potrzebne do pozwolenia mi na wyjazd do Ameryki. Cholera, nawet konsul potrzebuje mniej rzeczy! A kiedy jest konsul? – jutro! Ech… no teraz do domu, zrzucę CV na pendrive i do IEC po pomoc! Nie, trzeba jeszcze przebiec się po sklepach, mama ma niedługo jubileusz, trzeba wybrać godny prezent! Wszystko w końcu, mniej więcej, 19.30 wieczorem, wydaje się, że ze wszystkim udało się poradzić! Hura! Tak, teraz pośpię trochę, tak chce mi się spać, pod prysznic, żeby konsul docenił zapach i piękno moich umytych włosów, no i zobaczę, co tam przysłało mi Centrum tydzień temu o tym wspaniałym dniu – 2 marca! W rezultacie, trochę pospać nie wyszło i dopiero o 23.00 z mokrymi włosami usiadłam do komputera, żeby poczytać coś o tym Konsulu. Internet zaczął nabierać obrotów, kontakt, przyjemne tematy do rozmowy, od razu wypłynęło, że Sasza (kolega z grupy, z którym idziemy jutro do konsula) ma jutro urodziny i będę musiała złożyć mu życzenia jako pierwsza. Krótko mówiąc, godzina 2 w nocy, przejrzałam pytania, które zadaje konsul i jak kula spać z nastawieniem: „Jutro trzeba wstać na czas!” 2 marca 2010 roku, 7 rano. Hura, wstałam na czas! Ubrałam się ciepło, wezmę torbę, potem jeszcze zdążę na naukę, a na czas pobytu w konsulacie zostawię ją w samochodzie u naszych Ani i Kostii. Sprawdzę dokumenty: rosyjski paszport, indeks, legitymacja – wszystko wzięłam! Mroźno… A oto tłum młodych stoi, widocznie, tu moje miejsce! A oto i Sasza się znalazł: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!” Kostia coś tam gada do wszystkich: „Przyszłam. Jefimowa”. Stoimy, marzniemy, ale wesoło, bardzo wesoło mi było, bo do niewyspanej głowy zawsze przychodzą różne śmieszne głupoty! Zaczęło się, zaczęli wywoływać, kieszenie jeszcze raz sprawdzili – w moich nie było nic. A oto i moja para – jakiś chłopak z Kazachstanu i do tego bardzo poważny. Dobra. Dalej, ochrona, pierwsze piętro: zdjęli z mojej spódnicy agrafkę, chociaż nie było mowy o biżuterii (kolczykiem też można wybić oko), potem zaczęli prowadzić wokół mojego ciała swoją czasami piszczącą pałeczką, ta pałeczka widocznie się we mnie zakochała, bo piszczała bez przerwy, jakby cały mój organizm składał się z żelaznych komórek! Ochroniarz też piszczał, wzdychał, jeszcze 10 razy prowadził tą pałeczką wokół mnie. Mówię mu: „Odejdź ode mnie, nie mam żadnego żelaza, twoja pałka się zepsuła!” Krótko mówiąc, on też się zepsuł i przepuścił mnie. Może na kurtce było dużo guzików, chociaż bez kurtki… nie wiem, dlaczego wszystko tak piszczało! Na pierwszym piętrze trzeba było jeszcze wpisać się do dziennika i zdjąć pasek, jeśli jest, i nieść go w rękach do czwartego piętra – też niezrozumiały dla mnie fakt. „Żeby spodnie nie spadły, czy co, lekarz tam stoi, sprawdza coś”, – myślałam, idąc do czwartego piętra. Czwarte piętro i znowu Witajcie ochrona! Tylko tutaj goście są jeszcze mniej przyjaźni, powiedziałabym nawet – nerwowi, bo jeden ochroniarz użerał się z jakimś młodzieńcem z czerwonymi włosami i kolczykami na twarzy (nazwijmy go Wowoczka): u niego też wszystko piszczało, tak jak u mnie na pierwszym piętrze, tylko teraz trzeba było przechodzić przez białe bramki! Zagrzałam się, czekając i obserwuj

  • Zdjęcie z posta użytkownika Наталья Ефимова
Dariamiata_breath · Czytaj
13 września. Czas się pożegnać.

Moje ostatnie 2 dni pamiętam bardzo dobrze. 2 pełne zmiany w pracy, dodatkowa praca, znowu dzika plaża i mięso z ogniska, tropikalny deszcz, picie w domu. Kiedy wyjeżdżałam, wszyscy poszli na urodziny Maszki i prawie z nikim się nie pożegnałam. Miałam takie uczucie, że nie jadę do domu, tylko na wakacje... a oni, moja rodzina, zostają tutaj. I tutaj wszystko jest poukładane... dom, praca, przyjaciele, Jurka. A co jest tam - zupełnie nie wiadomo. Pamiętam, jak Sasza, wchodząc do domu, krzyczała od progu: "Cześć rodzinko!" Wspominam teraz Kostę, zawsze z patelnią, na której smaży się coś pysznego... pierwszy raz, kiedy przyszłam pod 40-tkę, on i Vanka spalili ryż... Pamiętam, jak cieszyliśmy się nawzajem, kiedy ktoś znajdował pracę albo po prostu wracał do domu z dobrymi wieściami. I nieważne, że ostatnie dni były dla mnie ciężkie, bo nie mogłam zasnąć. Bardzo chciałam do domu... ale teraz jeszcze bardziej chcę do domu na Seaside Avenue... gdzie pewnie znowu siedzą dziewczyny z Liliuokalani albo Sasza przyszedł łapać internet... albo gdzie teraz siedzi Anton i znowu opowiada, jak bardzo wkurzają go Hawaje. Piszę te ostatnie linijki, siedząc w samolocie Chicago - Moskwa. Ostatniej nocy w Nowym Jorku widziałam kilkuset rosyjskich chłopaków, którzy tak jak ja spędzali swoje ostatnie amerykańskie godziny. Nie wiem, co zmieni w nas ta podróż. Pierwszy raz w życiu jadłam omlet (dzięki Eldar). Zrealizowałam swój pierwszy czek i pierwszy raz w życiu przekręciłam kluczyk w kasie. Nigdy nie spałam na podłodze. Wszystkim, którzy byli tego lata na Hawajach - chłopaki, dziękuję! Cieszę się, że was poznałam. Jurce, Ulianoczce i Katiuszce, moim drogim współlokatorom Katii, Vanyi, Eldarowi, Denisce, Saszy... Koli i Saszce, Markowi, Denisowi i wszystkim dziewczynom z Liliuokalani - jasnowłosej Aniucie i ciemnowłosej Aniucie, Marince, Maszuni. Dzięki Leszce i Felixowi, wielkie dzięki dla Żeni i Nikity. Dzięki Kostii (specjalne podziękowania dla twojego dostawcy))), dzięki Antonowi i Igorowi. Dzięki Armanowi za dobry nastrój Ulianki =))) Dzięki dużemu Dimce i "po prostu Dimce", Veni i Kiriłłowi, a także Poleczce i Wierunie. Wiem, że gdybyście pisali dzienniki, byłyby zupełnie inne. Nie stanęłam na desce surfingowej, nie obeszłam wszystkich klubów, nie imprezowałam z lokalsami, ani razu mnie nie aresztowali. Nie chodziłam po restauracjach i nie zabrałam ze sobą nadbagażu ubrań. Wiele rzeczy nie zdążyłam zrobić. Zawsze zostaje coś, czego nie zrobiłeś. Ale to lato jest najlepsze... ale życzę wam, żebyście, gdziekolwiek jesteście, znajdowali takie same emocje, jakie my znaleźliśmy tam. To wszystko =) Aloha and mahalo for your attention =)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
Dariamiata_breath · Czytaj
29 sierpnia... jest piątek, jestem zakochany =)

Odwołałam swoje bilety na kontynent. Miałam dobrze zarobić i pojechać w podróż po Ameryce: Nowy Jork, Waszyngton, wodospad Niagara, Nowy Jork... i do domu. Ale przełożyłam to, żeby dłużej cieszyć się tą stabilizacją i wygodą, którą w końcu zyskałam. Praca w restauracji i u Gilberta przynosi mi dokładnie tyle pieniędzy, ile potrzebuję na realizację mojego planu minimum - laptop, walizka ubrań i kilka drobiazgów "tylko dla siebie". Plus, oczywiście, Señor Frog's. Wczoraj byliśmy u Antona (tego samego, którego przyjaciel pomógł mi dostać pracę w Señor Frog's) - robiliśmy grilla, piliśmy whisky z colą... a właściwie whisky i trochę coli... Upiłam się przed pracą.... Kostia rozprawiał o różnicach w cenach ekstazy, Jurka próbował załatwić swoją sprawę z wizą, na co mu nie pozwalałam, bo stałam się bardzo słodka =). Potem był nasz pierwszy wspólny dzień pracy w Señor Frog's. "Mój kompan" - żaba Kenny (właściwie nazywał się Cwietok i był Bułgarem, ale dla uproszczenia wszyscy nazywali go Kenny) zwolnił się z restauracji, bo zaczął się rok akademicki w college'u. I szybko wkręciłam Jurkę na to miejsce, bo stanie na dole samej z menu jest strasznie nudne. Teraz będziemy stać razem - to nie praca, a przyjemność... =) Jurce najbardziej podobało się robienie zdjęć z ładnymi Amerykankami, ale dzieci (zwłaszcza małe Japonki) bały się go i płakały... niektóre wręcz przeciwnie, zachowywały się agresywnie i go biły. Poza tym ciągle flaczał, co wprawiało naszego nowego hosta Waltera w przerażenie. Z Jurką nie stałam ani minuty - przez ostatnie dni Carlitos stawia mnie na górze... nie wiem, z czym to jest związane, myślę, że jest zadowolony z tego, jak pracuję... to miłe =) Chociaż teraz byłoby o wiele lepiej stać na dole z Jurką i się uśmiechać... ale nic nie da się zrobić =). A potem zgasło światło... Amerykanie wpadli w panikę.. Ludzie nie mogli korzystać z ruchomych schodów, niepełnosprawni nie mogli wyjechać windą, kelnerzy nie mogli dojść do ładu z rachunkami, bo nie działała żadna maszyna elektroniczna... Menedżerowie biegali z latarkami i wyprowadzali ludzi z restauracji... Nasi kelnerzy wyciągnęli z zaplecza gitarę i grali La Bamba, a potem rozpylali na ludzi zawartość gaśnic... tequila wciąż lała się strumieniami)) Do tego trzeba dodać, że tego dnia była mega-fajna impreza surferska, na którą przyszła masa starych wyjadaczy surferów i powodowali dodatkowe niedogodności... bałam się, że puszczą mnie wcześniej (a bardzo potrzebowałam przepracowanych godzin) i zaczęłam wycierać menu w całkowitej ciemności... po pół godziny i tak wysłali mnie do domu =). A w domu czekał już na mnie mój Frog i poszliśmy do Pocho (mojego starego szefa, u którego rozdawałam ulotki) zjeść taco) Jestem szczęśliwa =)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
Dariamiata_breath · Czytaj
28 lipca... Urodziny Vanyi na plaży =)

Dziś cała nasza rosyjskojęzyczna diaspora wybrała się świętować urodziny Vani na jedną z dzikich plaż, a konkretnie do Kahana Bay Beach Park. Planowaliśmy być tam od 16:00 (nawet odwołałam pracę), ale ostatecznie wyjechaliśmy w pół do ósmej. Rano „zaopatrzyliśmy się” w noclegowni, dziewczyny coś wyniosły ze sklepu, coś chyba nawet kupiliśmy. Około 15 osób z kocami, torbami, jedynym namiotem i workami z jedzeniem ruszyliśmy za miasto... plaża była pełna. Pamiętam, jak po omacku szukałam sera... pamiętam, jak chłopaki znosili z dżungli suche gałęzie i paliliśmy (próbowaliśmy) wielkie ognisko. Pamiętam, jak zaczął się długotrwały, wstrętny tropikalny deszcz – wszystkie koce zmokły, „my wszyscy” zmokliśmy, ale najważniejsze było uratowanie ogniska... więc 6 osób trzymało nad nim koc, ktoś na nie dmuchał (ktoś w tym czasie po prostu dmuchał)... tutaj, w zasadzie, pokazano, jak siedzimy pod kocem wokół ogniska, które zostało poza kadrem. Kiedy deszcz ustał, ludzie odżyli i zaczęło się picie. Pamiętam, jak piliśmy z Yurką whisky z colą z jednego kubka (jak zawsze coli brakowało). Jak ludzie przyjeżdżali i odjeżdżali. Nawet Amerykanie, których też ktoś zaprosił, dobrze się bawili)) Potem wszyscy poszli „spać”. Ale wątpię, żeby ktoś naprawdę spał, bo znowu zaczęło padać. Komuś zabrakło koców, ale ci, którym starczyło, nie byli dużo szczęśliwsi, bo i tak byli przemoczeni do suchej nitki, w piasku i mrówkach. W nocy przyjechali jeszcze chłopaki, dziewczyny za to wyjechały. Przytuliłam się do ciepłego Yurki i przespałabym prawie do rana... gdyby nie KURCZAKI. To one obudziły nas z Katią jako pierwsze... właściwie dla Katii i dla mnie ta noc była wyjątkowa (wiesz, o co mi chodzi (w końcu się doczekałyśmy)))))... chodziliśmy po terenie, goniliśmy kurczaki, zbieraliśmy puste kubki. Potem obudzili się pozostali i zrozumieliśmy, że nie zostało nic do picia... Z inicjatywy Yurki rozbiliśmy kokosy (świetne na kaca)))) A potem kręciliśmy filmy dokumentalne i udawaliśmy bohaterów serialu LOST, jak ostatni pozerzy =) Ogólnie wszystko było po prostu niesamowite... z wyjątkiem tego, że do domu wiózł nas naćpany Amerykanin (kolega Kostii), który okresowo zapominał, do czego służy kierownica i zachowywał się nie do końca adekwatnie... Katii i mnie mocno się oberwało w pracy, bo obie się spóźniłyśmy... ale wyjazd był po prostu czymś niesamowitym =) Chciałam jeszcze raz powiedzieć wszystkim, ŻE KOCHAM HAWAJE! CHŁOPAKI, DZIĘKI =)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria+1
Наталья Ефимоваnatalilili · Czytaj
Konsulat? - To proste!

1 marca 2010 roku, 6 rano. Как обычно, целый час играет будильник. Вдруг, в порыве страха, заглотив большую порцию воздуха, открываешь глаза и: 7.15. Понимаешь, что новый день начался и надо срочно вставать, чтобы во время прийти на пару с хорошей мордочкой, жаль, время на кашу украл мой крепкий сон. К тому же сегодня – первый день весны! Дождались, только морозы не отпускают! W tramwaju, пока jedziesz, myślisz: «работа, как она всё-таки утомляет… мои ноги, поскорей бы сесть на стул. А тут ещё этот поиск работы, итак не удается выспаться. Не удалось, да я и не сильно старалась, и, Слава Богу, а то бы расстроилась ещё». Krótko mówiąc, ledwo odsiedziałam te trzy nudne zajęcia + niełatwy WF z hantlami, przebieżka po uczelni ze zbieraniem papierków i podpisów, które im tak potrzebne dla pozwolenia mi wyjechać do Ameryki. Cholera, u konsula to nawet mniej trzeba! A konsul kiedy? – jutro! Ech… no więc teraz do domu, wrzucę CV na pendrive i do IEC po pomoc! Nie, trzeba jeszcze pobiec po sklepach, u mamy wkrótce jubileusz, trzeba dobrać godny prezent! W końcu wszystko, jakoś tu i tam, 19.30 wieczorem, wydaje się, że ze wszystkim udało się poradzić! Hurra! No to teraz trochę się zdrzemnę, tak bardzo chce się spać, pod prysznic, żeby konsul ocenił zapach i piękno moich umytych włosów, no i sprawdzę, co przysłał mi Centrum tydzień temu o tym cudownym dniu – 2 marca! W rezultacie trochę pospać się nie udało i dopiero o 23.00 z mokrymi włosami usiadłam przy komputerze, żeby coś przeczytać o tym Konsulu. Internet zaczął pracować na pełnych obrotach, kontakt, przyjemne tematy do rozmowy, i od razu wyszło na jaw, że u Sashy (współkolega z grupy, z którym jutro idziemy do konsula) jutro są urodziny i będę musiała pogratulować mu pierwsza. Krótko mówiąc, godzina 2 w nocy, przejrzałam pytania, które zadaje konsul i jak strzała poszłam spać z nastawieniem: «Завтра надо встать вовремя!» 2 marca 2010 roku, 7 rano. Hurra, wstałam na czas! Ubrałam się ciepło, wezmę torbę, później jeszcze zdążę na zajęcia, a na czas pobytu w konsulacie zostawię ją w samochodzie u naszej Ani i Kostii. Sprawdzę dokumenty: rosyjski paszport, indeks, legitymacja studencka – wszystko wzięłam! Zimno… A oto i masa młodych stoi, widocznie tu mam iść! A oto i Sasza się znalazł: „Z dniem urodzin!” Kostia coś opowiada tu wszystkim: „ja przyszła. Efimowa”. Staliśmy, marzliśmy, ale było wesoło, bardzo wesoło mi było, bo do niewyspanej głowy zawsze przychodzą różne głupstwa! Zaczęło się, zaczęli wołać, jeszcze raz sprawdzili kieszenie – w moich nic nie było. A oto i moja para – jakiś chłopak z Kazachstanu i do tego bardzo poważny. Dobra. Dalej, ochrona, pierwsze piętro: zdjęli z mojej spódnicy agrafkę, chociaż nie było mowy o ozdobach (kolczykiem też można oko wydziobać), potem zaczęli prowadzić wokół ciała swoją pikającą od czasu do czasu pałeczką, ta pałeczka chyba się we mnie zakochała, bo pikała nie przestając, jakby całe moje ciało składało się z żelaznych elementów! Ochroniarz też zaczął pikować, wzdychać, jeszcze 10 razy przeszedł tą pałeczką wokół mnie. Mówię mu: «Отстаньте от меня, у меня никакого железа нет, ваша палка – сломалась!» W skrócie, on też się zmieszał i przepuścił mnie. Może na kurtce było dużo guzików, chociaż bez kurtki… nie wiem, dlaczego wszystko tak pikało! Na pierwszym piętrze trzeba było jeszcze wpisać się do księgi i zdjąć pasek lub pas, jeśli był, i nieść go w rękach aż na czwarte piętro – też niezrozumiały dla mnie fakt. „Żeby spodnie co, spadły, czy tam stoi lekarz i coś sprawdza” – myślałam, idąc na czwarte piętro. Czwarte piętro i znowu Dzień dobry, ochrona! Tylko tu goście byli jeszcze mniej serdeczni, nawet powiedziałabym – nerwowi, bo jeden ochroniarz zajmował się jakimś młodzieńcem z czerwonymi włosami i kolczykami na twarzy (nazwijmy go Wowoćka): u niego też wszystko pikało, jak u mnie na pierwszym piętrze, tylko teraz trzeba było przejść przez białe bramki! Tu się rozgrzałam, czekając i obserwując narastające wydarzenia… w końcu Wowoćka powi

24posty uczestników o Kusti — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko

Podobne w pobliżu

Podobne pod względem budżetu i blisko Kusti

Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę

Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu