Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Hawana: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Havana is the capital and largest city of Cuba. The heart of La Habana Province, Havana is the country's main port and commercial center.

Havana · CC BY-SA 4.0

Mapa miejsc
Teraz w mieścieHawanazachód słońca 19:30
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie56

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Podróżuj tylko w niezbędnych celachPodróżuj tylko w niezbędnych sprawach, na terenie całego kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

New information on levels of crime and updated information about power outages ('Warnings and insurance' and 'Safety and security' pages).

Departament Stanu USAPoziom 2Zachowaj większą czujność wobec otoczenia i dobytku niż zwykle.
  • przestępczość
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated to reflect information on power grid failures and Department of the Treasury Office of Foreign Assets Control (OFAC) licenses for travel. Exercise increased caution in Cuba due to crime and unreliable electrical power . Country Summary: Petty crime is a risk for travelers in Cuba. This includes pick pocketing, purse snatchings, and car break-ins.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
José Martí International Airport HAV16 km od centrum
Juan Gualberto Gomez International Airport VRA98 km od centrum
Rafael Cabrera Airport GER150 km od centrum

Osoby, które tu były

USAblogi · Czytaj
Miami, Floryda

Tak właśnie zamieszkaliśmy w Little Havana – kubańskiej dzielnicy Miami... małe, malutkie mieszkanko... pod drzwiami dziura na 3 centymetry i przez nią przychodzą do nas „w gości” karaluchy z Florydy... albo jaszczurki... a raz była nawet mysz... ale za to płaciliśmy tylko 500$ miesięcznie za dwoje, bardzo tanio jak na standardy Miami. Wokół społeczność hiszpańskojęzyczna, Kubańczycy to ludzie specyficzni, trochę stuknięci – kiedy idziesz rano ulicą, za plecami słychać charakterystyczne gwizdy, powitania, niecenzuralne słowa i głośne cmokanie... „Hola, chikas bonitas! Hi, mami! Hola, muchachas...” Początkowo było fajnie – u nas tak nie jest przyjęte, a tutaj tyle uwagi! Ale już po kilku dniach zaczęło to otwarcie irytować: stoisz na przystanku, czekasz na autobus – a przejeżdżające samochody trąbią, z okien wychylają się wstrętne kubańskie gęby i ślą komplementy oraz całusy albo oferują podwózkę... jeden gość nawet dwa razy do nas podjeżdżał, kiedy czekaliśmy na autobus – ledwo wytłumaczyliśmy, że nie potrzebujemy jego pomocy, bo po angielsku nie rozumie... potem po prostu zaczęliśmy ich wszystkich spławiać – kogoś po rosyjsku, kogoś – po angielsku... albo odpowiadaliśmy na ich hiszpański po rosyjsku..)) W nocy, a nawet wieczorem, lepiej w ogóle nie wychodzić na ulicę – niebezpiecznie.. a jeszcze zdziwiła nas taka rzecz: idziesz rano do pracy i widzisz, że wysoko na przewodach wiszą czyjeś trampki.. tak bawi się postępowa kubańska młodzież – zabrać obuwie i rzucić jak najwyżej.. Do pracy zaczęliśmy mieć bliżej, jednak żadnych rozrywek nie przewidziano – to nie Miami Beach, gdzie można wieczorem spokojnie pospacerować po nocnym mieście.. tutaj wszystko jest inaczej.. więc rozrywki wymyślaliśmy sobie sami i staraliśmy się mądrze spędzać nasze wspólne dni wolne.

  • Zdjęcie z posta użytkownika USA
USAblogi · Czytaj
Miami, Floryda

Jak już mówiłam, poszukiwaniem mieszkania zajęła się właścicielka. I trzeba przyznać, że podeszła do tego z pełną odpowiedzialnością. Następnego dnia zawołała mnie i moją przyjaciółkę i powiedziała, że znalazła dla nas the best place ever! Tym miejscem okazał się... dom! Nasz własny dom z dwiema łazienkami, lodówką, klimatyzacją... w sąsiedztwie domu Reiny, 5 minut od pracy i plaży! Jedyny problem był taki, że nie było tam mebli, ale za to nie trzeba było za nic płacić. Pracowałyśmy w samym sercu parku narodowego, po zachodzie słońca nikogo tam nie wpuszczano, jedynymi ludźmi, którzy mieszkali w tej części wyspy, byli rangerzy (pracownicy parku) i właściciele restauracji, w której pracowałyśmy. Gdyby Reina nie powiedziała nam, że ktoś tu mieszka, nawet byśmy nie wiedziały – bo domki były z dala od ciekawskich oczu wczasowiczów, bezpiecznie ukryte za drzewami. W tym domu przed nami mieszkała jedna z rangerek, dlatego nie było mebli – niedawno się wyprowadziła. Prąd jeszcze był, ale w każdej chwili mogli go wyłączyć. W drzwiach nie było zamka, ale jak się okazało, na wyspie, w tej części parku, nikt nie zamyka drzwi – nie ma się czego bać, wokół tylko zwierzęta: zające, wiewiórki, bociany, legwany, szopy i papużki. Swoją drogą, to było najlepsze miejsce ze wszystkich, w których przyszło nam mieszkać podczas pobytu w Miami. Szkoda, że nie zostałyśmy tam długo. Przez dwa dni wszystko było po prostu wspaniale: nie trzeba było już wstawać o 5:40, spałyśmy do 8!!! Potem spokojnie jadłyśmy śniadanie i szłyśmy do pracy – tylko 5 minut pieszo! Nie zamykałyśmy drzwi, w końcu było gdzie zostawić rzeczy. Spałyśmy na podłodze (była wykładzina), właścicielka przyniosła nam pościel. Miałyśmy własny dom! Ogromna przestrzeń, 5 lub 6 pokoi... dwie łazienki! Pięknie! Wieczorem po pracy spotykałyśmy się na plaży (kiedy mieszkałyśmy na Miami Beach, nie mogłyśmy sobie na to pozwolić – wracałyśmy z pracy, kiedy było już ciemno). A na plaży dla employee wszystko było za darmo: leżaki, parasole, rowerki wodne, a nawet kajaki! Wszyscy rangerzy nas znali i traktowali nas życzliwie, było super! Ale szczęście nigdy nie jest pełne, dobrze, że nie zaczęłyśmy rozpakowywać rzeczy – jakbyśmy czuły. Dwa dni później Reina poinformowała nas, że musimy się wyprowadzić. Do parku przyjechali wolontariusze i dom zostanie oddany im. Bardzo przykro było tak wszystko stracić... bezdomne... znowu. Ale właścicielka nie zostawiła nas w potrzebie, powiedziała, że jeśli nie znajdzie nam mieszkania, to jest gotowa przyjąć nas u siebie. Ale do tego nie doszło. Następnego dnia Reina zabrała nas na oglądanie apartmants – mieszkanka w kubańskiej dzielnicy Miami, Little Havana. Cóż mogę powiedzieć, po zmianie tylu miejsc chciało się już mieć pewność jutra, chciało się móc normalnie rozłożyć rzeczy, wkładać jedzenie do lodówki, a nie gdzie popadnie, nie nosić wszędzie ze sobą torby z dokumentami i biletami powrotnymi. Ale po tym, jak miałyśmy prawie własny dom, zobaczyć TO (co okazało się naszym przyszłym schronieniem), nie byłyśmy gotowe... wcale. Tutaj muszę opowiedzieć dokładniej o miejscu, w którym spędziłyśmy cały pozostały czas w Miami – naszym 5. domu... ach, jaki tam dom... malutkie, tycie mieszkanko... całość wielkości jednego z pokoi w naszym poprzednim domu. Ściany pomalowane na okropny żółty kolor, na ścianie wisi klimatyzator, od którego ściana wyraźnie wibruje. Do łazienki trzeba wchodzić po schodkach, kuchnia jest prosto w sypialni 1x2 m, jest mikrofalówka, ale nie działa, jest kuchenka, ale nie można jej włączać jednocześnie z klimatyzatorem – inaczej wszystko przepadło=))

  • Zdjęcie z posta użytkownika USA
10postów uczestników o Hawana — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu