Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Kennedy: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Kennedy, or Ciudad Kennedy, is the eighth locality of Bogotá, capital of Colombia. It is located in the southwest of the city and is the second most populous being home to 14% of the city's residents.

Kennedy, Bogotá · CC BY-SA 4.0

Mapa miejsc
Teraz w mieścieKennedy+13 st. CPochmurno · wschód słońca 05:46zaktualizowano 23:48
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie37

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 20 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Podróżuj tylko w niezbędnych celach do części krajuPodróżuj tylko w niezbędnych sprawach, wyłącznie do wybranych regionów kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information on earthquake response and removal of information about the closure of Matecaña International Airport ('Warnings and insurance' page).

Departament Stanu USAPoziom 3Zastanów się dwa razy przed podróżą; rozważ podane poniżej przyczyny.
  • przestępczość
  • terroryzm
  • niepokoje społeczne
  • porwania
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information on civil unrest and kidnapping. Reconsider travel to Colombia due to crime, terrorism, civil unrest, and kidnapping . Some areas have an increased risk. Read the entire Travel Advisory. Do Not Travel to: Arauca, Cauca (excluding Popayán), and Norte de Santander departments due to crime and terrorism .

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
El Dorado International Airport BOG9,4 km od centrum
Vanguardia Airport VVC77 km od centrum
Perales Airport IBE112 km od centrum

Osoby, które tu były

Shalgyn SeifullaCzytaj
Ameryka nigdzie nie zniknęła, czyli mój pierwszy lot za granicę

Ameryka nigdzie nie zniknęła! Albo mój pierwszy w życiu wyjazd za granicę! A więc, Najprawdopodobniej każdy człowiek planuje i stara się spędzić swoje lato DOSKONALE. W końcu lato to coroczny, trzymiesięczny słodki kawałek życia. Moje lato w Ameryce było najbardziej pamiętne. O wyjeździe do Ameryki marzyłem od 2012 roku, kiedy byłem jeszcze na drugim roku studiów, wtedy moi przyjaciele latali już tam na krótkoterminowe letnie kursy językowe. Ich wrażenia z Ameryki nie tylko mnie zmotywowały, ale także doprowadziły do działania i rezultatu. Po dostaniu się na uczelnię we wrześniu, od razu zarejestrowałem się w International Exchange Center na program Work and Travel USA 2017 w mieście Ałmaty. Bardzo starannie przygotowywano nas do wyjazdu, etapami informowano i wyjaśniano wszystkie zasady, za co jestem bardzo wdzięczny naszym koordynatorom. Wszystko było zaplanowane już zimą: gdzie będziemy mieszkać, jak będziemy dojeżdżać, kto będzie naszym pracodawcą i jak to wszystko będzie przebiegać. I wreszcie, po udanej rozmowie z konsulem w kwietniu i otrzymaniu J-1 Visa, po raz pierwszy w życiu wsiadam do samolotu niemieckiej linii Lufthansa. Po udanym lądowaniu na lotnisku w New Jersey „EWR”, pojechaliśmy odebrać innych studentów z lotniska w Nowym Jorku „John F. Kennedy”, w środku było tyle emocji, że Ameryka naprawdę czekała i nigdzie nie zniknęła, właśnie wtedy, w drodze na inne lotnisko poczułem oddech miasta, rytm, gdzie wszyscy się spieszą i gdzie każdy jest zajęty tylko swoją sprawą, gdzie od razu widać, że czas ma dla nich naprawdę ogromne znaczenie. W końcu nie bez powodu mówi się CZAS TO PIENIĄDZ. Wielkość tego miasta naprawdę odpowiadała moim oczekiwaniom. Wszystko jest tak, jak w filmach: wieżowce, wilgotność powietrza, przyjaźni ludzie i wszystkiego jest pod dostatkiem. Miasto, które niszczy wiele stereotypów swoją kulturą i populacją. W Ameryce wiek nie jest ważny, jeśli człowiek nawet po 25 roku życia chce pójść na studia licencjackie, dla nich to normalne, u nas wyglądałoby to tak, jakby człowiek stracił swoje lata edukacji. Następnie, po tym jak spotkaliśmy innych studentów, czekała nas droga do Bethany Beach, w stanie Delaware. Do naszego punktu docelowego dotarliśmy Shuttle bus firmy E-Point, która zajmuje się specjalnie przyjmowaniem i odprowadzaniem J-1 students. I oto jesteśmy w Bethany Beach, zakwaterowaliśmy się, rano poszliśmy do pracodawcy poznać lokalnych pracowników naszej restauracji, wszystko poszło zgodnie z planem: prezenty i pamiątki z Kazachstanu, przyjazne nastawienie i życzliwe uśmiechy. Nasz zespół składał się z chłopaków i dziewczyn z Rosji, Kazachstanu, Rumunii i Macedonii. Ciekawie było poznawać nie tylko kultury amerykańskie, ale także europejskie. Nawet w najbardziej zajęte i ciężkie dni praca z nimi była bardzo zabawna.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Shalgyn Seifulla
  • Zdjęcie z posta użytkownika Shalgyn Seifulla
  • Zdjęcie z posta użytkownika Shalgyn Seifulla+4
Valeriya MatyukhinaCzytaj
Los Angeles i marzenie każdej dziewczyny – Hollywood!

Co jest najbardziej wyczekiwaną rzeczą w Los Angeles... to Hollywood. Zamieniłam bardziej szczegółowe zwiedzanie miasta, dom z serialu „Czarodziejki”, a nawet Disneyland na spacer po Alei Sław, wizytę w Universal Studio i poczucie bycia częścią czegoś globalnego, światowego. I udało mi się. Najpierw ruszyliśmy na Aleję Sław, gdzie zobaczyliśmy gwiazdy gwiazd, wybaczcie tautologię. Shakira, Rihanna, Chuck Norris, Frank Sinatra, a nawet Myszka Miki – wszyscy oni są tutaj! Moim zdaniem to był genialny pomysł, żeby zebrać ich wszystkich razem na hollywoodzkiej „Alei Sław”. Ale po Alei najbardziej ekscytującą, poruszającą i pobudzającą rzeczą było Universal Studio. Od menedżera motelu, w którym się zatrzymaliśmy, dostaliśmy karnet wstępu, który teoretycznie mógł nas zwolnić z opłaty prawie 100 dolców za wejście. Ale niestety, teoria zawsze wywraca się do góry nogami, gdy przychodzi do praktyki, a w praktyce poproszono nas o oddanie odcisków palców, które naturalnie nie zgadzały się z osobą, która dała nam ten bilet. Trzeba było płacić. Universal Studio to ogromny teren, skąd dobrze widać wzgórza Hollywood, gdzie do każdego słynnego filmu zrobiono osobną atrakcję lub wystawiono spektakl. Och, gdzie my tylko nie byliśmy: Minionki, Shrek, Transformery (spadliśmy parę razy z wieżowców, wszystko w porządku), Park Jurajski z 5-metrowymi plującymi delfinami i prawie pionową zjeżdżalnią, z której lecisz, a z góry wylewa się na ciebie pewnie parę litrów wody. A atrakcja „Mumia”... tylko dla niej warto było tam pójść. Na początku jedziesz w wagoniku, jest trochę strasznie, ale da się wytrzymać, potem wjeżdżasz do jaskini i... najsilniejszy wiatr w twarz, a ty po prostu lecisz w dół i do przodu. Ostry zakręt, znosi cię, lecisz dalej gdzieś w dół z ogromną prędkością (!wszystko to w kompletnej ciemności!). Może to wyszło przypadkiem i tak nie było zaplanowane, ale jak tylko dotarło do mnie, że lecimy Bóg wie gdzie w absolutnej ciemności, włączył się półmrok. Można by odetchnąć z ulgą, ale horror, który widzisz przed sobą, zmusza do krzyku jeszcze głośniej, aż do zachrypnięcia... lecieliśmy w ścianę! I dosłownie metr czy dwa od niej gwałtownie się zatrzymaliśmy, boleśnie uderzając plecami o siedzenia. Wrażliwe przedstawicielki płci pięknej odetchnęły z ulgą, a chłopaki po prostu śmiali się z nas. Nagle uświadamiamy sobie, że lecimy do tyłu z taką samą prędkością! Krótko mówiąc, to nierealna adrenalina, absolutny wstrząs fizyczny i emocjonalny, ale to jest super! Tych odczuć na pewno nigdy nie zapomnę. Wydaje mi się, że nawet skok ze spadochronem nie jest taki... chociaż... jeszcze nie sprawdzałam! A następnego ranka odleciałam ze „stolicy rozrywki” do Nowego Jorku. Tam czekałam na przesiadkę na samolot do Moskwy i przygotowywałam się, ale nie byłam gotowa pożegnać się z Ameryką. I z Amerykanami... Tam, na lotnisku im. J. Kennedy'ego, poznałam wspaniałą kobietę, która ma 70 lat, ale w żaden sposób nie nazwiesz jej staruszką. Opowiedziała mi swoją historię o tym, że jej mąż zmarł na raka, ale mimo to nie traci ducha, podróżuje, tańczy, krótko mówiąc, żyje pełnią życia! I tak, prawie wywołała skandal na lotnisku, bo nigdzie, w żadnej kawiarni ani w poczekalni nie było darmowego Wi-Fi. Ameryka zapamiętała mi się jako taki beztroski, żywy, energiczny kraj z hiper-towarzyskimi i wesołymi ludźmi. Właśnie w takim kraju chciałabym być jeszcze raz. Jeśli przeczytałeś do końca i udało mi się rozbudzić w tobie chęć wyjazdu do stanów lub przynajmniej ciepłe wspomnienia z minionej podróży, to znaczy, że nie na darmo wstrząsałam powietrzem. A teraz zapomnij wszystko, co przeczytałeś, bo Ameryka... każdy ma swoją. To były moje notatki „Poza stanami”. Do zobaczenia wszystkim! ;)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Valeriya Matyukhina
  • Zdjęcie z posta użytkownika Valeriya Matyukhina
  • Zdjęcie z posta użytkownika Valeriya Matyukhina+3
Oleg SukhorukovCzytaj
Nieoczekiwany zwrot akcji

„Dima, wstawaj, spóźnisz się na samolot!” – głos ojca dobiegał z kuchni. Dima otworzył oczy. Dzień, na który tak długo czekał, wreszcie nadszedł. Kto by pomyślał, że czas oczekiwania na rozpoczęcie programu minie tak szybko. Poczuł lekkie zdenerwowanie, chłopak był podekscytowany niezapomnianym latem, które go czekało. – Tato, opowiedz mi proszę jeszcze raz o swoim programie Work and Travel USA, brałeś w nim udział w 2016 roku. Jak to jest? – Synu, to było 23 lata temu, wiesz, że od tego czasu wszystko się zmieniło. Pracowałem jako kelner, spędziłem wesoło tamto lato z przyjaciółmi, nigdy nie zapomnę tych emocji! Ale teraz program zmienił się nie do poznania. Odkąd NASA w ramach eksperymentu zaczęła angażować zagranicznych studentów do swoich ekspedycji, nie jesteś jedynym, który chciał w tym wziąć udział. Teraz to nie tylko zabawa, ale też odpowiedzialność, ale jestem pewien, że ci się uda i nas nie zawiedziesz! A teraz marsz się szykować, twój samolot do kosmodromu im. Kennedy’ego startuje za 3 godziny. „A jeśli coś mi się stanie?” – Dima denerwował się, stojąc przy kontroli na lotnisku. „Nie martw się, mamy 2039 rok, wiek wysokich technologii, nie martw się, będą cię obserwować specjaliści z Interexchange, nie pozwolą ci wpaść w kłopoty. Możesz pisać do nich w każdej sytuacji, na pewno ci pomogą. Powodzenia, pisz częściej, jestem z ciebie dumny!” – Dmitrij Olegowicz, dzień dobry. Witam w bazie przydziałowej NASA. Jestem kapitan Smith, będę kierował waszym przydziałem do zespołów. – Dzień dobry. Czy wyjaśni pan, czym konkretnie będę się zajmował, jaką pensję będę otrzymywał? – Oczywiście, twoim głównym zadaniem jest badanie kosmosu pod kątem zasobów mineralnych, ich wydobycie, analiza planet pod kątem zdatności do życia, będziesz zajmował się monitoringiem i przewidywaniem klęsk żywiołowych, przeprowadzał eksperymenty z bakteriami, roślinami, zwierzętami. Praca jest niebezpieczna, mogą wystąpić pewne ryzyka dla życia. Będziesz musiał podpisać określoną liczbę dokumentów, w tym o zachowaniu poufności informacji. Pensja będzie wynosić 190 dolarów za godzinę, przy nadgodzinach 280 dolarów. Czy są jakieś pytania? – Czekajcie, w opisie programu nie było powiedziane, że będą jakieś ryzyka związane ze zdrowiem i życiem. Jestem studentem, nie chcę narażać się na niebezpieczeństwo. – Obawiam się, że nie możesz już zrezygnować, podpisałeś umowę programu, w której wszystko było szczegółowo opisane. Potrzebujemy młodych i energicznych ludzi do tego typu pracy, dlatego przyciągamy studentów w ramach programu Work and Travel USA. Ryzyka rzeczywiście istnieją, ale dzięki temu twoja pensja będzie wysoka. – Nie chcę, odmawiam, nie jestem gotowy ryzykować życiem dla pieniędzy! Wracam do domu! Nie dotykajcie mnie! Puśćcie! – Sierżancie, odprowadź młodego człowieka do bunkra, wydaje się, że mamy kolejnego awanturnika. „Dim! Diim! Wstawaj! Spóźnisz się na zajęcia!” – głos ojca dobiegał z kuchni. Dima otworzył oczy. To był tylko sen. – Tato, a czysto teoretycznie, mogą mnie wysłać w kosmos w ramach programu Work and Travel USA i zmusić do ryzykowania życiem? – Synu, nie gadaj głupot, nikt nie będzie narażał studentów na takie niebezpieczeństwo. Naoglądałeś się za dużo filmów science-fiction? – Po prostu miałem taki sen, że można by nawet napisać opowiadanie...

Oleg SukhorukovCzytaj
Niespodziewany zwrot

«Dima, wstawaj, spóźnisz się na samolot!» - głos ojca dochodził z kuchni. Dima otworzył oczy. Dzień, na który tak długo czekał, wreszcie nadszedł. Kto by pomyślał, że czas oczekiwania na rozpoczęcie programu tak szybko przeminie. Pojawiło się lekkie zdenerwowanie, chłopak z niecierpliwością oczekiwał niezapomnianego lata, które miał przed sobą. - Tato, opowiedz, proszę, jeszcze raz o swojej programie W&T, przecież uczestniczyłeś w nim w 2016 roku. Jak to było? - Synku, to było 23 lata temu, wiesz, że od tamtej pory wszystko się zmieniło. Pracowałem jako kelner, wesoło spędziłem tamto lato z przyjaciółmi, nigdy nie zapomnę tych emocji! Ale teraz program zmienił się nie do poznania. Odkąd NASA, jako eksperyment, zaczęła angażować zagranicznych studentów w swoje ekspedycje, nie jesteś jedyny, kto zapragnął wziąć w tym udział. Teraz to nie tylko zabawa, ale i odpowiedzialność, jednak jestem pewien, że sobie poradzisz i nas nie zawiedziesz! A teraz marsz się szykować, twój samolot do kosmodromu im. Kennedy'ego za 3 godziny. «A jeśli coś mi się stanie?» - Dima denerwował się, stojąc przy kontroli na lotnisku. «Nie martw się, jest rok 2039, era wysokich technologii, nie bój się, specjaliści Interexchange będą nad tobą czuwać, nie pozwolą, żeby coś ci się stało. Możesz pisać do nich w każdej sytuacji, oni na pewno ci pomogą. Powodzenia, pisz częściej, jestem z ciebie dumny!» - Panie Dmitriju Olegowiczu, dzień dobry. Witam Pana w dystrybucyjnej bazie NASA. Jestem kapitan Smith, będę kierował przydziałem Pana do zespołów. - Dzień dobry. Czy wytłumaczy Pan, czym konkretnie będę się zajmować, jakie otrzymam wynagrodzenie? - Oczywiście, Pana podstawowym zadaniem będzie badanie kosmosu pod kątem występowania surowców mineralnych, ich wydobycie, analiza planet pod kątem zdolności do podtrzymywania życia; będzie Pan zajmował się monitorowaniem i przewidywaniem katastrof naturalnych, przeprowadzaniem eksperymentów z bakteriami, roślinami, zwierzętami. Praca jest niebezpieczna, mogą wystąpić określone ryzyka dla życia. Będzie Pan musiał podpisać pewną liczbę dokumentów, w tym dotyczących zachowania poufności informacji. Wynagrodzenie wyniesie $190 za godzinę, a za nadgodziny $280. Czy są jakieś pytania? - Chwileczkę, w opisie programu nie było napisane, że będą jakieś ryzyka związane ze zdrowiem i życiem. Jestem studentem, nie chcę narażać się na niebezpieczeństwo. - Obawiam się, że już nie może Pan zrezygnować, podpisał Pan umowę programu, w której wszystko było szczegółowo opisane. Potrzebujemy młodych i energicznych ludzi do tego typu pracy, dlatego w ramach programu W&T angażujemy studentów. Ryzyka rzeczywiście istnieją, ale dzięki temu Pana wynagrodzenie będzie wysokie. - Nie chcę, rezygnuję, nie jestem gotów ryzykować życia dla pieniędzy! Wracam do domu! Nie dotykajcie mnie! Puście! - Sierżancie, odprowadźcie młodego człowieka do bunkra, wygląda na to, że mamy kolejnego awanturnika. "Dim! Diiiiim! Wstawaj! Spóźnisz się na zajęcia!" - głos ojca dobiegł z kuchni. Dima otworzył oczy. To był tylko sen. - Tato, a czysto teoretycznie, czy mogą mnie wysłać w kosmos w ramach programu W&T i zmusić do ryzykowania życia? - Synku, nie opowiadaj bzdur, nikt nie będzie narażał studentów na takie niebezpieczeństwo. Oglądałeś za dużo filmów science fiction? - Po prostu mi się to teraz przyśniło, można by z tego napisać opowiadanie...

Natalia OshaninaCzytaj
Część 2. Przyjazd.

Jak często w codziennym życiu spotykasz coś absolutnie nowego, co wykracza poza twoje postrzeganie świata? Od tego momentu, aż do powrotu do domu, każdego dnia czułam się jak odkrywca. Każdy nowy człowiek, nowe miejsce, nowe słowo – na początku po prostu nie nadążasz z dziwieniem się wszystkiemu, co napotykasz. Oczywiście, przed tym latem nie podróżowałam zbyt wiele po świecie, ale nawet zwyczajne rzeczy potrafią zburzyć twój światopogląd. Warto wspomnieć, że w trakcie przygotowań do wyjazdu do Mishy i mnie dołączyło jeszcze kilka osób. W dużej grupie łatwiej szukać mieszkania, a i żyje się weselej... W rezultacie na lotnisku im. Johna F. Kennedy'ego spotkało się sześcioro przyszłych przyjaciół – troje z nich widzieliśmy po raz pierwszy. Pierwszym wyzwaniem dla mnie był transfer z lotniska do Wildwood, naszego domu na najbliższe miesiące. Mishy udało się wcześniej dogadać z pewnym Rosjaninem, który od dawna mieszkał w Stanach i był gotów zabrać nas wszystkich (!) z naszymi walizkami (!) do samochodu i zawieźć do domu (a to cztery godziny jazdy) za pięć bloków rosyjskich papierosów (!). Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt ufną osobą i ten pomysł wydawał mi się podejrzany. Było nas 5 dziewczyn i jeden chłopak, ze sobą mnóstwo pieniędzy i dokumentów… Ale to był pierwszy przełamany stereotyp nieufności wobec ludzi – chłopak okazał się bardzo towarzyski, dał wiele przydatnych rad i dowiózł nas z wiatrem prosto pod próg domu. Za oknem przemykały krajobrazy Nowego Jorku, dzielnica Brighton Beach z rosyjskimi „pielmiennymi” i „warenicznymi”, maleńka Statua Wolności, dziesiątki kabrioletów (chyba wcześniej w życiu widziałam je tylko kilka razy), nietypowe znaki drogowe, niekończące się lasy w palącym słońcu... Wyjazd z nowojorskich korków Gdzieś na horyzoncie widać Statuę Wolności Tak zaczęło się nasze amerykańskie życie. Właściciele domu okazali się przemiłymi emerytami z dwoma miniaturowymi pieskami. Połowę domu, z osobnym wejściem, co roku wynajmują studentom, w drugiej połowie mieszkają sami. Kuchnia, łazienka, trzy pokoje i salon, weranda przed domem i strefa grillowa na podwórku – wszystko było do naszej dyspozycji. Nasz cudowny dom Prawda jest taka, że zrozumienie tego wszystkiego przychodziło mi z wielkim trudem, ponieważ nie zdążyłam obejrzeć żadnego serialu po amerykańsku… Zdecydowanie warto to zaliczyć do rzeczy, które należałoby zmienić. Jednak na początku prawie każdy ma problem z językiem. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle (przy moich idealnych ocenach), ale z czasem się przyzwyczajasz, bo nie masz wyboru. Przyzwyczajasz się do tego, że połowa słów przelatuje ci koło uszu – przez slang i szybkość mówienia. Przyzwyczajasz się też do otaczającej cię rzeczywistości. Pierwsze dni chodziliśmy po mieście pieszo i zachwycaliśmy się niemal każdym domem, każdym samochodem, każdym sklepem… Oceńcie sami: Nazwy ulic i niezliczone flagi od razu dają do zrozumienia, w jakim kraju jesteś Cudowne amerykańskie domy Oczywiście wiedziałam, jak wygląda nasz Wildwood i w ogóle jednopętrowa Ameryka. Ale zobaczyć to w rzeczywistości to zupełnie co innego niż na zdjęciach… Na początku tylko fotografujesz i dziwisz się. Ocean zrobił na mnie szczególne wrażenie – wcześniej moją granicą było Morze Czarne. W przeciwieństwie do architektury, sklepów, nietypowej mentalności i wszystkiego innego, do oceanu nie da się przyzwyczaić. Za każdym razem wita cię na nowo – lodowatym spokojem lub burzliwą pianą, błękitną gładzią lub czarną otchłanią… Powiecie, że morze zachowuje się tak samo, i będziecie mieli rację, ale majestat oceanu przewyższa każdy inny majestat na świecie. Zwłaszcza wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę, że twój dom znajduje się gdzieś za tą nieskończonością, na drugiej półkuli ziemskiej… Pierwsze spotkanie z oceanem

IEC AlmatyCzytaj
Podróże dają wiedzę.

To był taki okres, kiedy bardzo wielu studentów wyjeżdżało. My też byliśmy wśród nich, 2 czerwca wylatywało nas prawie 70 osób. Wszyscy byli bardzo podekscytowani i starali się szybko poznawać, wiedząc, że spędzimy w Nowym Jorku tylko dwa dni, ale mimo to wszyscy trzymali się razem, nawet nie znając się dobrze. Nastawienie wszystkich było bardzo pozytywne, bo wśród nas byli tacy, którzy po raz pierwszy lecieli samolotem naprzeciw samodzielnemu życiu, niech choć na krótko, ale dla nich to ogromne doświadczenie. Ktoś żegnał się z bliskimi, było bardzo wielu żegnających przyjaciół, którzy krzyczeli za nami, życząc przyjaciołom udanego lata, a ktoś żegnał się z ukochanymi. Ale po przejściu kontroli celnej wszystkim na chwilę robi się samotnie, wszyscy o czymś myślą, nawet jakoś smutno się zrobiło, pewnie zaczynają zastanawiać się nad tym, co czeka ich tego lata?! Ale to szybko minęło... Potem zaczęło się "selfie", fotografowanie kart pokładowych, paszportów i wreszcie Instagram, tak minęły nasze 40 minut do wejścia na pokład... Lecieliśmy liniami Lufthansa, no co tu dużo mówić, nam się podobało))) Nie było czasu na nudę, przez całą drogę filmy, muzyka, biblioteka. W samolocie studenci nie mogą spać, zwłaszcza gdy lecisz do USA. Wszyscy coś omawiają, ciekawe jest to, że spotykają się koledzy z grupy, którzy przez cały rok akademicki nie wiedzieli o sobie nawzajem, że też są uczestnikami programu. Dobrze, że spotkali się na lotnisku w drodze do USA, bywały i takie przypadki, że spotykają się po raz pierwszy dopiero w locie powrotnym. I tak bardzo się dziwią) Przesiadka we Frankfurcie. Przesiadka była bardzo wygodna, czekaliśmy tylko około 2 godzin, szybko przeszliśmy rejestrację, pół godziny w poczekalni i oto znów jesteśmy w samolocie, ale już wszyscy nie są tak aktywni, wszystkim chce się spać... Kiedy ogłoszono, że zbliżamy się do Nowego Jorku, nakarmiono nas ostatni raz, poproszono o podniesienie oparć foteli i zapięcie pasów. Na twarzach wszystkich malowało się uczucie oczekiwania na coś niesamowitego, wszyscy byli tacy czujni, tacy podekscytowani! Samolot wylądował bardzo miękko, długo jechaliśmy do terminala, powoli wszyscy zaczęli brać bagaż podręczny i ruszać do wyjścia. Międzynarodowy port lotniczy im. Johna F. Kennedy'ego (ang. John F. Kennedy International Airport) to największy międzynarodowy port lotniczy w USA, położony w dzielnicy Queens w południowo-wschodniej części Nowego Jorku, 20 km na południowy wschód od Dolnego Manhattanu. Czy możecie sobie wyobrazić korki na lotnisku, kiedy wszyscy czekają na pozwolenie na lądowanie lub start, ponieważ po prostu nie ma miejsca i utworzył się "korek samolotowy". Ludzi na lotnisku było bardzo dużo, tak dużo, że przechodziliśmy kontrolę celną prawie 3 godziny. Rada: Jeśli wzięliście ze sobą owoce, proszę, koniecznie wpiszcie je w deklaracji celnej. W przeciwnym razie możecie zostać ukarani grzywną lub zatrzymani do wyjaśnienia okoliczności. Dotyczy to również innych produktów. Po przejściu kontroli i odebraniu bagażu. Wszyscy zebraliśmy się przy wyjściu, przyjechał po nas fajny autobus z przewodnikiem i zabrał nas w stronę hotelu Pennsylvania. Po drodze przewodnik opowiedział nam o wszystkim, co spotykaliśmy na drodze, o sklepach, produktach, wynajmie aut, a nawet o niedrogich restauracjach i zakupach. Hotel Pennsylvania, lokalizacja tego hotelu jest po prostu fantastyczna. Pennsylvania znajduje się na Manhattanie, naprzeciwko kompleksu sportowego Madison Square Garden, był jednym z najczęściej rezerwowanych w Nowym Jorku! Times Square i Muzeum Sztuki Nowoczesnej znajdują się mniej niż 15 minut jazdy metrem od hotelu Penn. Hotel znajduje się również jeden kwartał od domu towarowego Macy's i 2 kwartały od wieżowca: Empire State Building. Midtown to świetny wybór, jeśli interesują was zabytki, zakupy i muzea. W hotelu czekała na nas dziewczyna przy osobnym stanowisku recepcyjnym z napisem "INTEREXCHANGE". Szybko zebrała nasze paszporty i wywołując wszystkich po kolei, wydawała ka

Natalia ZhilinaCzytaj
Pierwsze trudności

26 maja, wylot do Ameryki, z przesiadką w Londynie. British Airways, nawet nie myślałam, że polecę tak komfortowym samolotem. Od Nowego Jorku, miasta, w którym chciałam być bardziej niż w życiu, dzieliło mnie kilka tysięcy kilometrów. I wszystko, co mi pozostało, to przelecieć kilka godzin, a marzenie stanie się rzeczywistością. Rzecz w tym, że panicznie boję się latać! I po raz kolejny, znajdując się w samolocie, stałam się najbardziej wierzącą osobą! Chociaż tylko to pomagało mi przezwyciężyć strach. Mój krzyżyk, wisiorek i prezent od rodziców, pierścionek – wszystko, czego potrzebowałam! Do Londynu jeszcze dawałam radę, lot trwał tylko około czterech godzin. Towarzystwo też było niezłe, młody człowiek, który leciał w tym samym programie co ja. Wspierał mnie, jak tylko mógł! Jestem gotowa być za to wdzięczna wiecznie! Zostało najmniejsze: przelecieć nad Oceanem Atlantyckim! Podwozie dotknęło pasa, samolot zaczął gwałtownie zwalniać... Nie do opisania uczucie. Jestem w Nowym Jorku! To było tylko lotnisko im. Johna Fitzgeralda Kennedy'ego, ale byłam szalenie szczęśliwa, być może dlatego, że byłam już na ziemi. Mój pierwszy sprawdzian – komunikacja z pracownikiem na granicy. Wtedy zrozumiałam, jak bardzo niepewny był mój angielski, bardzo trudno się zorientować, gdy osoba stojąca obok ciebie płynnie mówi po angielsku. Taki stres, ale poradziłam sobie. Lotnisko okazało się dla mnie niełatwym wyzwaniem. A wszystko dlatego, że przed wylotem naczytałam się opinii o tym, jak gubią bagaż. I co myślicie? Na taśmie odbioru bagażu nie znalazłam swojej torby. Tak się starałam, przyczepiałam wstążki identyfikacyjne, żeby z kupy czarnych toreb błyskawicznie znaleźć swoją i zdążyć na ostatni autobus do Manhattanu. Spojrzałam na chłopaków, z którymi poznaliśmy się w samolocie i już na granicy, wszyscy wyglądali na zadowolonych i stali ze swoim bagażem. A ja jestem zwycięzcą życia! Mimo wszystko trzeba będzie pisać oświadczenie... i, hura! Spod góry toreb wyjrzała czerwona wstążka, pobiegłam jak oparzona sprawdzić i... pierwszy sprawdzian zaliczony, mój bagaż jest na miejscu, jestem zadowolona, w Nowym Jorku, wydawałoby się, co może być gorszego? Nic, prawda! Dasza, Ania (przejdę jednak na imiona, inaczej będzie trudno) i ja szybko pobiegłyśmy do wyjścia, ostatni autobus do Manhattanu jest o 10:45 pm, jeśli na niego nie zdążymy, to perspektywa spędzenia półtorej godziny w nowojorskim metrze lub oddania 52 dolarów plus napiwek taksówkarzowi nas nie pociągała. Ale gdy tylko zobaczyłyśmy stojący obok autobus, poczułyśmy ulgę. Oddałyśmy tylko 16 dolarów i maksymalnie w czterdzieści minut znalazłyśmy się na Penn Station, całkiem blisko znajdował się nasz Hotel Pennsylvania, w którym w ramach full-service zaproponowano nam zamieszkać na dwa dni, no i pomoc w uzyskaniu Social Security Number z orientacją w programie w dodatku.

33posty uczestników o Kennedy — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko
Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu