Przejdź do treści
TravelHub

Twoje ustawienia

Zapamiętywane na tym urządzeniu i stosowane na każdej stronie.

Popularne

Żyj

Doba: Przewodnik, ceny i darmowe noclegi · 2026

Doba is a city in Chad, the capital of the region of Logone Oriental.

Doba, Chad · CC BY-SA 4.0

Teraz w mieścieDobazachód słońca 17:51
WjazdWybierz paszportOdpowiedź zależy od posiadanego paszportu.
Miejsca na mapie1
Warto na jednodniową wycieczkę
Doba na zdjęciach3 zdjęcia
Legeekdunord · cc-by-sa-4.0 · 8 maj 2026
Legeekdunord · cc-by-sa-4.0 · 8 maj 2026
Earth Science and Remote Sensing Unit , Lyndon B. Johnson Space Center · pdm · 27 mar 2012

Dojazd i zakwaterowanie

Loty, lotniska, hosty i wynajem

Nie ma tu jeszcze hostów oferujących darmowe zakwaterowanie.

2 źródła · Stan na 18 września 2026
Źródło: TravelHub · OurAirports (public domain)

Wizy i kwestie praktyczne

Wybierz paszport

Wybierz swój paszport — czas oczekiwania, opłaty i wymagane dokumenty różnią się w zależności od kraju wydania paszportu.

Bezpieczeństwo i zdrowie

Oficjalne porady dla podróżnych i niezbędne minimum medyczne

Bezpieczeństwo · oficjalne poradydane na dzień 15 wrz 2026
Brytyjskie MSZ (FCDO)Unikaj podróży do części krajuCałkowity zakaz podróży do wybranych regionów kraju.
Pełna treść komunikatu (angielski)

Updated information about health risks you’ll face in Chad (‘Health’ page).

Departament Stanu USAPoziom 4Władze odradzają podróżowanie w tym kierunku.
  • terroryzm
  • porwania
Pełna treść komunikatu (angielski)

The advisory level was increased to 4. The “health” indicator was added. Advisory summary was updated. Do not travel to Chad for any reason due to risk of crime , terrorism , unrest , inadequate health infrastructure, kidnapping , and landmines . Advisory Summary Outside of N’Djamena, the U.S. government has extremely limited ability to provide emergency services to U.S. citizens in Chad. U.S.

Źródło: UK FCDO Foreign Travel Advice · US Department of State Travel Advisory

Dojazd

Lotniska, odległości i transport publiczny

DojazdOurAirports (public domain)
Salak Airport MVR347 km stąd — najbliższe lotnisko
Garoua International Airport GOU390 km od centrum
N'Gaoundéré Airport NGE391 km od centrum

Osoby, które tu były

Viktormorfeus929 · Czytaj
Wycieczka do Cali [1] - Planowanie

Pojechać do Kalifornii samochodem… o tym marzyliśmy od pierwszego dnia w Ameryce. Ale niestety tylko marzyliśmy. Szczerze mówiąc, do końca nie wierzyłem w realność tego przedsięwzięcia. Ta Kalifornia była jakoś za daleko. Ale pod koniec lata wszystko stało się bardziej realne – mieliśmy samochód, ja miałem prawo jazdy, trochę pieniędzy zaoszczędziliśmy, dobrze nam płacili + w końcu wypłacili mi ubezpieczenie. Choć bardzo trudno było to osiągnąć. Sam, w obcym kraju, bez prawnika, „wywalczyłem” pieniądze od firmy ubezpieczeniowej. Prawie pół lata „walczyłem”. I „wywalczyłem”! Wysyłałem im różne zdjęcia, skany moich rachunków, nie podobała im się jakość itp. Ale w końcu stał się cud i przysłali mi czek na 3500 dolarów, co moim zdaniem było już niezłym osiągnięciem. Oczywiście mogłem dostać znacznie więcej. Ale byłem zadowolony i z tego. Te pieniądze pozwoliły nam już całkiem realnie rozmawiać o wyjeździe do Kalifornii. I zaczęliśmy planować. Najpierw, kto pojedzie – zdecydowaliśmy się na wariant 4 osób: ja, brat i postanowiliśmy wziąć 2 znajome dziewczyny, żeby było weselej i żeby starczyło na benzynę)) Potem trasa – ponieważ musieliśmy zabrać dziewczyny z Myrtle Beach (Karolina Południowa), zdecydowaliśmy się jechać przez Luizjanę, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę. Właśnie tamtędy przebiegała droga Interstate 10 (najszybsze drogi w Ameryce to właśnie autostrady międzystanowe). Zdecydowaliśmy się jechać tą drogą. Planowaliśmy dojechać do Kalifornii, robiąc tylko dwa postoje na sen, z czego drugi bardzo krótki. Planowaliśmy w trzy dni dojechać z Myrtle Beach do Los Angeles. Trudne przedsięwzięcie, powiem wam. Chcieliśmy zrobić długi postój w Houston (Teksas), żeby się wyspać, potem gdzieś w górach zrobić krótki postój, a potem bez zatrzymywania się jechać do Los Angeles. Planowaliśmy mieszkać u ludzi z projektu couchsurfing.org. Dla tych, którzy nie wiedzą, co to jest – kilka słów. Couchsurfing.org to sieć społecznościowa w Internecie, gdzie zarejestrowani są ludzie gotowi na nowe kontakty i znajomości. Ci ludzie są gotowi przyjmować w domach innych ludzi z tego projektu całkowicie za darmo, po prostu to lubią. Znam ten projekt, ponieważ podczas naszej poprzedniej podróży z bratem autostopem po Europie mieszkaliśmy właśnie u takich ludzi. Więc postanowiliśmy szukać tam noclegu. W Ameryce znalezienie noclegu na couchsurfing.org okazało się znacznie łatwiejsze niż w Europie. Bez problemu znaleźliśmy nocleg na jedną noc u jakiegoś faceta i nocleg na 3 noce w Los Angeles u jakichś dwóch dziewczyn (tak wtedy myśleliśmy :)). Dalej za Los Angeles postanowiliśmy nie planować, albo zaplanować już w drodze. Szczerze mówiąc, trochę baliśmy się, że z naszym „gratem” może się coś stać – był trochę stary + przez lato musieliśmy sami wymienić jedną dość poważną część. Więc zdecydowaliśmy, że planowania wystarczy. Spakowaliśmy walizki, skończyliśmy pracę, poprosiliśmy naszego Aleksa o pożyczenie nam koła zapasowego i dużej walizki na dach samochodu, żeby włożyć tam małe, i pojechaliśmy do Myrtle Beach do dziewczyn. Do wieczora spokojnie tam dotarliśmy. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy piwo (okazało się to już tradycją w Ameryce) i poszliśmy spać, bo o 3 nad ranem (czy w nocy?) miała się zacząć najdłuższa i najbardziej ekscytująca podróż w naszym życiu...

  • Zdjęcie z posta użytkownika Viktor
  • Zdjęcie z posta użytkownika Viktor
  • Zdjęcie z posta użytkownika Viktor+2
Андрейminsk_8186 · Czytaj
Dni pracy, pierwsze wrażenia.

Wreszcie nadeszły nasze pierwsze dni pracy. Powoli zaczynamy wciągać się w życie wędrownych jarmarków. Jeszcze nie mówiłem: Julia i ja będziemy pracować na objazdowych jarmarkach. Wyjaśnię nieco bardziej szczegółowo, co to oznacza. W Ameryce w różnych miastach o różnych porach roku stale otwierają się jarmarki, tutaj jest to bardzo popularne. Każde szanujące się miasto ma specjalne miejsca, gdzie wszystko to jest organizowane. Z wyprzedzeniem, przed rozpoczęciem, zjeżdża się tu duża liczba ciężarówek i autobusów, ludzie zaczynają montować atrakcje, karuzele, kioski z fast foodem, do specjalnych zagród przywożą zwierzęta domowe: konie, krowy, osły, króliki i wiele innych. Z reguły jarmarki odbywają się rok do roku w określonym okresie, czyli miejscowi mieszkańcy wiedzą, że w takich a takich dniach otwiera się jarmark. Jest to bardzo popularne i ludzie przychodzą całymi rodzinami. Organizatorzy przemyślują program rozrywkowy: koncerty celebrytów, wyścigi samochodowe, pokazy zwierząt, konkursy. Przyczepy pracowników, którzy pracują i obsługują jarmark, stoją w nieco innym, specjalnie wyposażonym miejscu. Jeśli chodzi o naszego szefa, to jest to jego rodzinny biznes, w którym pracują prawie wszyscy członkowie rodziny. Bardzo im się to podoba, to ich styl życia i warto to od razu zrozumieć, żeby nie było nieporozumień. Kiedy przyjechaliśmy, wyobrażałem sobie, co mnie czeka. Wiedziałem, że dla Amerykanów jestem jakimś rosyjskim studentem, nikim, czystą kartką. Dlatego nie żywiłem żadnych różowych złudzeń. Wiedziałem, że czeka mnie ciężka praca i że tylko dobrą pracą będę mógł zdobyć szacunek do siebie. W pierwszych dniach pracy przydzielono mnie do najstarszej przyczepy rodziny - Meatball. Mój współlokator Al pokazał, co i jak robić. Na razie smażę chipsy. Ale nic nie szkodzi, wszystko mi się podoba, tylko na razie trochę ciężko jest stać cały dzień na nogach. Wszyscy stali pracownicy już dawno do tego przywykli, jestem pewien, że też sobie poradzę. Julia pracuje w sąsiedniej przyczepie przy sprzedaży Elephant Ears, z nią czasami pracuje bezpośrednio nasz szef Ryan, nie jest właścicielem biznesu, ale jesteśmy pod jego zwierzchnictwem, przyjemny facet. Zaczynam trochę przyzwyczajać się do angielskiego. Wkrótce napiszę kontynuację. Zdjęcia zobaczcie w albumie fotograficznym.

  • Zdjęcie z posta użytkownika Андрей
Dariamiata_breath · Czytaj
29 sierpnia... jest piątek, jestem zakochany =)

Odwołałam swoje bilety na kontynent. Miałam dobrze zarobić i pojechać w podróż po Ameryce: Nowy Jork, Waszyngton, wodospad Niagara, Nowy Jork... i do domu. Ale przełożyłam to, żeby dłużej cieszyć się tą stabilizacją i wygodą, którą w końcu zyskałam. Praca w restauracji i u Gilberta przynosi mi dokładnie tyle pieniędzy, ile potrzebuję na realizację mojego planu minimum - laptop, walizka ubrań i kilka drobiazgów "tylko dla siebie". Plus, oczywiście, Señor Frog's. Wczoraj byliśmy u Antona (tego samego, którego przyjaciel pomógł mi dostać pracę w Señor Frog's) - robiliśmy grilla, piliśmy whisky z colą... a właściwie whisky i trochę coli... Upiłam się przed pracą.... Kostia rozprawiał o różnicach w cenach ekstazy, Jurka próbował załatwić swoją sprawę z wizą, na co mu nie pozwalałam, bo stałam się bardzo słodka =). Potem był nasz pierwszy wspólny dzień pracy w Señor Frog's. "Mój kompan" - żaba Kenny (właściwie nazywał się Cwietok i był Bułgarem, ale dla uproszczenia wszyscy nazywali go Kenny) zwolnił się z restauracji, bo zaczął się rok akademicki w college'u. I szybko wkręciłam Jurkę na to miejsce, bo stanie na dole samej z menu jest strasznie nudne. Teraz będziemy stać razem - to nie praca, a przyjemność... =) Jurce najbardziej podobało się robienie zdjęć z ładnymi Amerykankami, ale dzieci (zwłaszcza małe Japonki) bały się go i płakały... niektóre wręcz przeciwnie, zachowywały się agresywnie i go biły. Poza tym ciągle flaczał, co wprawiało naszego nowego hosta Waltera w przerażenie. Z Jurką nie stałam ani minuty - przez ostatnie dni Carlitos stawia mnie na górze... nie wiem, z czym to jest związane, myślę, że jest zadowolony z tego, jak pracuję... to miłe =) Chociaż teraz byłoby o wiele lepiej stać na dole z Jurką i się uśmiechać... ale nic nie da się zrobić =). A potem zgasło światło... Amerykanie wpadli w panikę.. Ludzie nie mogli korzystać z ruchomych schodów, niepełnosprawni nie mogli wyjechać windą, kelnerzy nie mogli dojść do ładu z rachunkami, bo nie działała żadna maszyna elektroniczna... Menedżerowie biegali z latarkami i wyprowadzali ludzi z restauracji... Nasi kelnerzy wyciągnęli z zaplecza gitarę i grali La Bamba, a potem rozpylali na ludzi zawartość gaśnic... tequila wciąż lała się strumieniami)) Do tego trzeba dodać, że tego dnia była mega-fajna impreza surferska, na którą przyszła masa starych wyjadaczy surferów i powodowali dodatkowe niedogodności... bałam się, że puszczą mnie wcześniej (a bardzo potrzebowałam przepracowanych godzin) i zaczęłam wycierać menu w całkowitej ciemności... po pół godziny i tak wysłali mnie do domu =). A w domu czekał już na mnie mój Frog i poszliśmy do Pocho (mojego starego szefa, u którego rozdawałam ulotki) zjeść taco) Jestem szczęśliwa =)

  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
  • Zdjęcie z posta użytkownika Daria
150postów uczestników o Doba — od zakwaterowania i wiz po weekendowe trasy.Czytaj wszystko

Podobne w pobliżu

Podobne pod względem budżetu i blisko Doba

Nie możesz znaleźć miejsca, którego potrzebujesz? Wyszukiwarka rozumie każdy język. Otwórz wyszukiwarkę

Zbieramy pozostałe informacje o tym miejscu