Ostatni dzień w już rodzinnym i najbardziej ukochanym Myrtle Beach! Chodzę z nowiutkim iPhone'em, nagrywam kamerą wszystko, co widzę wokół: diabelski młyn, moją drogę z pracy do domu! No żegnaj, Myrtle Beach, będę tęsknić! Całą noc próbowałam spakować rzeczy! Jakże niełatwo upchnąć do walizki wszystkie swoje nowości! Nie wiem, czy są jeszcze gdzieś tacy ludzie jak ja, którzy wiozą z Ameryki ZASŁONY! Ale spodobały mi się, idealnie wpasują się w wystrój mojego pokoju w Rosji, i mniejsza z tym, że walizka się nie dopina! Buty na ogromnej platformie tak i nie weszły do bagażu, no cóż, polecę jak gwiazda w pełnym rynsztunku! O 4 rano wchodzi Sardor: „A co, wszyscy śpią? Tania, a pojedźmy przywitać wschód słońca?” Oczywiście, pojedźmy! Ostatni wschód słońca nad oceanem w Myrtle Beach! Sardor fotografował mnie na tle wschodzącego nieba i fal oceanu, a my piliśmy szampana za mój wyjazd! O 8 rano pojechaliśmy do naszego domu, musiałam do końca spakować rzeczy, a Sardor położył się spać! Po dwóch godzinach ledwo go dobudziłam, żeby odwiózł mnie na lotnisko, tak jak obiecał! Przeszłam odprawę, czekam na wejście na pokład i nie rozumiem, gdzie są pozostali pasażerowie… Podeszłam do kobiety, która stoi przy bramce, gdzie powinnam przejść do samolotu, żeby zapytać, o co chodzi, na co otrzymuję odpowiedź: -Dziecinko, twój samolot za dwie minuty wystartuje! Wejście na pokład zakończone! -JAK TO? -Spójrz na swój bilet! Wylot o 11.00! I tutaj rozumiem, że moja nieuwaga, nieodpowiedzialność właśnie weszły na maksymalny poziom! We łzach, z żalem do siebie wlekę się z powrotem na odprawę po swój bagaż! Pracownicy lotniska wielkodusznie, choć z niezadowoloną miną, absolutnie za darmo dali bilet do Baltimore na następny dzień, w tym samym czasie: „Tylko nie spóźnijcie się!” Dziękuję wam, drodzy))) Dzwonię do Kolii, powiedzieć, że przylecę jutro! Jak on powstrzymał emocje, nie wiem! Bardzo dobry, pewnie, skoro nie krzyczał! To był mój dodatkowy ostatni dzień w Myrtle Beach, cały dzień się opalałam, kąpałam w oceanie, spacerowałam) Przyleciałam do Baltimore, Kolia spotkał mnie z kwiatami w kabriolecie) Ooo, to takie miłe) Pokazał mi cały Baltimore! Urocze miasto z przepięknym centrum! Przejechałam samochodem przez 22 stany od jednego wybrzeża do drugiego z jednym „cudownym młodym człowiekiem”, jak sam siebie nieskromnie nazywa, odwiedziłam Baltimore, Waszyngton, Filadelfię, Atlantic City (New Jersey), Columbus, Chicago, Indianapolis, Park Narodowy Yellowstone i Portland, skąd samolotem 8 godzin leciałam do ostatniego punktu - Nowego Jorku. Zasadowo nie będę męczyć was długim opisem swoich emocji i wrażeń, odnośnie wszystkiego co zobaczyłam – lepiej raz zobaczyć, niż sto razy usłyszeć o tym! Jestem pewna, wy będziecie mieć swoje pierwsze wrażenia, jeszcze lepsze od moich) Powiem tylko po dwa słowa o każdym mieście i dołączę fotki) No tak, fotek mi zostało tysiące!))) Waszyngton - majestatyczna stolica stanów z Kapitolem, Białym Domem i pomnikami) Filadelfia - miasto, w którym się zakochałam! Przytulne, w tym samym czasie i nowoczesne) Wszystko oddycha zdrowym stylem życia, wszyscy biegają i uśmiechają się) Atlantic City - miasto nieskończonych luksusowych kasyn)) Pewnie drugie miasto po Las Vegas, dokąd ludzie przyjeżdżają zostawić kupę pieniędzy) Columbus - stolica stanu Ohio z pięknym nabrzeżem i różnymi atrakcjami) Chicago - miasto wiatrów! Najbardziej zapamiętałam wejście na Willis Tower, wieżę o wysokości 442 metrów, ze szklanymi występami nad ziemią! Ledwo odważyłam się stanąć na szkle) Park Narodowy Yellowstone - coś niesamowitego! Tak pięknej przyrody jeszcze nigdy nie spotkałam! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Czego tam nie widziałam: góry, gejzery, wodospady i kanion) Ze świata zwierząt spotkaliśmy bizony, jelenie, koziorożce, burunduki, wiewiórki, orły) Super) Portland - wspaniałe miasto, które znajduje się w dwóch stanach naraz (Oregon i Waszyngton) i dzieli się rzeką Willamette na dwie części - East Side i West Side) Nowy Jork - wielkie jab


+9
